Była wesoła nowina. Jest prawie wesoła nowina. Brakuje tylko jednego zwycięstwa, aby wyjść z grupy i wykonać określone założenia. Będzie wesoła nowina? Jeżeli wygramy, tak. Jeżeli przegramy, nie. Sukces może zostać przyćmiony niepowodzeniem organizacyjnym. Mam nadzieję, że tak nie będzie, ale...
REKLAMA
Droga z tych dwóch mitologicznych, a jak ktoś woli historycznych miast jest bardzo ze sobą powiązana. W jednym i drugim stał się cud. Ogłaszano wesołą nowinę. Pomimo tego, że pojawiała się także fala krytyki, a niektóre środowiska naukowe domniemają prawdziwości tych zdarzeń, to w samym centrum leży dowód, który jest podważany.
Cardiff, 18 kwietnia 2007 roku. Polsko-Ukraińskie Betlejem. Ogłoszono państwa, które zorganizują turniej UEFA EURO 2012. Euforia i niedowierzanie. Te dwa czynniki towarzyszyły opinii publicznej przez najbliższe pięć lat. Aż do momentu pierwszego gwizdka na Stadionie Narodowym. Stało się. Udało się. Jesteśmy.
Korzyści z turnieju mają być olbrzymie. Wybudowaliśmy piękne stadiony, wyremontowaliśmy dworce, hotele, nałożyliśmy kilogramy asfaltu, rozwinęliśmy swoje zaplecze międzynarodowe. Staliśmy się globalną wioską. Wszystkie oczy na nas patrzą. Evviva l'arte.
Po turnieju będzie czas na refleksję. Stadiony same na siebie nie zarobią. Trzeba im w tym pomóc. Hotele same się nie napełnią, też trzeba im w tym pomóc. Pomóc trzeba każdej dziedzinie, która będzie turniejową spuścizną. Nie ma wyjścia. Nie chcemy syndromu Portugalii, której rząd rozważa wyburzenie dwóch stadionów w celu poszukiwania oszczędności.
Co jest puentą? 'Dowód' na to, że potrafimy.
