Będę chyba pierwszą osobą, która głośno upomni się o tegoroczną Manifę. A konkretnie - stek kłamstw, jakie po niej padły w mediach.
REKLAMA
Kłamstwa, w efekcie których ruszyła lawina gróźb i obelg pod adresem niewinnych osób.
Jak co roku, Manifa zgromadziła rzeszę kobiet walczących o swoje prawa, w tym o legalną aborcję, dostępność metody in vitro, ale przede wszystkim - o równouprawnienie. Wszystko przebiegało w pokojowej atmosferze. Do momentu, gdy na manifestacji pojawiły się członkinie Kobiet dla Narodu.
Wywiesiły swoje transparenty, ukazujące m.in. zwłoki zmarłej kobiety i zostały z terenu Manify usunięte. Zgodnie z art. 52 kodeksu wykroczeń, kto przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, podlega karze aresztu do 14 dni, karze ograniczenia wolności albo karze grzywny. Karalne jest też podżeganie i pomocnictwo.
Zatem nie tylko właściwe było odsunięcie przeszkadzających, ale też właśnie wystąpienie Kobiet dla Narodu oraz kolegów, którzy im pomagali powinno być ścigane, jako naruszenie ustawy prawo o zgromadzeniach oraz kodeksu wykroczeń.
One jednak twierdzą inaczej: doznały przemocy fizycznej, zostały dotkliwie pobite, skopane i żądają sprawiedliwości. Oczywiście ,,honorowej''.
O pobicie oskarżono w internecie m.in. Piotra Nowaka z portalu Lewica.pl
Piotr, pomawiany na wielu profilach facebookowych przez narodowców o pobicie patriotek, twierdzi, że nikogo nie uderzył.
W rzeczywistości przytrzymał ręką napierającą na niego dziewczynę, która teatralnie upadła, krzycząc do kolegi, aby robił zdjęcia. Potem wstała i zaczęła krzyczeć na policjantów, żeby reagowali, bo ją biją, ale ponieważ nikt jej nie bił, a jedyną agresywną osobą była ona sama - policjanci odmówili przyjęcia zgłoszenia. Podobnie wyglądały pozostałe dwa incydenty, każda z dziewczyn robiła wokół siebie szum, że ją biją, pchała się w tłum tak, aby ją odepchnięto i padła na ziemię, a koledzy robili jej zdjęcia.
Na zdjęciach, które udostępniają w internecie narodowcy widać zaskoczonych, stojących chłopaków ze służby porządkowej Manify i przewracającą się z tragicznym wyrazem twarzy Kasię.
Również według Mateusza Gotza, asystenta Ryszarda Kalisza, do żadnych aktów przemocy nie doszło.
,,Tak się pechowo dla owej ''poszkodowanej'' grupy składa, że całe zajście obserwowałem od początku do końca z odległości pięciu metrów. Nikt nikogo nie uderzył, nikt nie doznał obrażeń, a przepychanki owszem - były z dwóch stron i miały na celu odsunięcie od głównej grupy uczestników jak zwykle niewinnych narodowców, próbujących hasła i idee Manify wyśmiać.'' - pisze Gotz na swoim blogu.
Zgadza się z nim Łukasz Drozda z portalu Lewica.pl: ,,Na prawicowych stronach świecą wielkie teksty osób, które nie były świadkami tego zdarzenia i zdjęcia dokumentujące kopanie wspomnianych działaczek. Przypadkiem zdjęcia pokazują je i rzekomych napastników od pasa w górę... A jak to wyglądało naprawdę z perspektywy osoby, która stała dokładnie obok? Panie były 3, a oprócz nich była jeszcze jedna. Na oko miała 190 cm wzrostu i nie dość, że wyglądała zupełnie jak mężczyzna, to po prostu nim była.''
W wywiadzie opublikowanym 11.03. na Fronda.pl, Maria Piasecka-Łopuszańska pożaliła się: ,,Od samego początku próbowałyśmy zgłosić tę sprawę, kiedy tylko Kasia została pobita. Dziś spotykamy się z prawnikiem w celu ustalenia dalszych czynności, złożenia zażalenia na postępowanie funkcjonariusza, który nie przyjął zgłoszenia. Dla nas jest dość klarowne, dlaczego on tego zgłoszenia nie przyjął. Z całą pewnością podejmiemy dalsze kroki.''
Tymczasem zespół prasowy Komendy Stołecznej Policji potwierdza, że do chwili obecnej nie złożono ani zawiadomienia o pobiciu, ani skargi na funkcjonariuszy. Nie poinformowano również prokuratury o popełnieniu przestępstwa. A minął miesiąc. Gdzie obdukcja, gdzie „stosowne kroki prawne”?
Dlaczego nie zawiadomiono o popełnieniu przestępstwa nikogo oprócz mediów?
W Faktach po faktach tuż po Manifie, Maria Piasecka-Łopuszańska atakowała Piotra Gadzinowskiego (SLD), jakim prawem zarzuca jej kłamstwo.
A przecież kłamała.
Porozumienie Kobiet 8 marca wydało oświadczenie, w którym domaga się od TVN sprostowania, gdyż w programie upubliczniono opinię, że na Manifie doszło do pobicia, bez konsultacji tego z organizatorami Manify. Gdyby już wtedy uzyskano komentarz od organizatorów (czy choćby policji, która z łatwością wyjaśniłaby, dlaczego nie przyjęto zgłoszenia i jak faktycznie przebiegało całe wydarzenie), narodowcy musieliby się bardziej liczyć ze słowami.
Przez kilkanaście dni trwał jednak nieprzerwany, uporczywy, obłudny spektakl medialny – Kobiety dla Narodu wespół z portalami katolickimi i prawicowymi politykami usiłowały przekonać opinię publiczną, że zostały skrzywdzone. Nagrano nawet filmik z rzekomo poszkodowaną Kasią – odważnie broniącą swojej idei, nie na tyle jednak by pokazać twarz. Żadna z Kobiet dla Narodu nie odważyła się zresztą wystąpić bez kamuflażu.
„Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą”, mawiał minister propagandy hitlerowskiej Joseph Goebbels i zapewne te słowa miały na uwadze narodowe damy, rozgłaszając w mediach kłamstwa.
Łukasz Drozd apeluje: „Dziewczyny: nikt was nie bił. Proszę was tylko, żebyście popukały się w czoła.”
Ja mówię: miejcie honor i przyznajcie się do manipulacji.
