Fala krytyki wylała się na Leszka Millera po ostatnim wystąpieniu, które odbyło się w Święto Pracy. Internauci aż grzmią, że przewodniczący SLD, nie przygotował się do przemówienia. Gdyby tak prześledzić największych światowych przywódców, ich przemówienia, orędzia, to zobaczylibyśmy, że w podobny sposób wykorzystują swoich doradców. Niektórzy czytają nawet z promptera.
REKLAMA
Weźmy na ruszt Baracka Obamę. Jego przemówienia czytane są głównie z promptera, dlatego wyglądają tak przekonująco. Prezydent Stanów Zjednoczonych dostał nawet przezwisko, które jest umotywowane zbyt częstym używaniem tego urządzenia: Barack ''prompter'' Obama. Brzmi ciekawie.
Być może narażę się redaktorowi Lisowi, ale on również tego nieszczęsnego sprzętu używa. Na szczęście tylko i wyłącznie przed oficjalnym rozpoczęciem programu, czyta dzięki niemu zapowiedź. Jeszcze inną sprawą są dzienniki informacyjne, prezentowane przez dziennikarzy, którzy większość czasu, jak nie cały, czytają tekst z promptera.
Jak to było z Leszkiem Millerem?
- Rzecz jest banalna. Nie miałem czasu, żeby się przygotować do tekstu, a przywiązywałem do niego ogromną wagę. Do treści, nie do formy. Miller zaznaczył również, że każdy polityk na wiecu mówi tak, żeby to było soczyste, krwiste i jędrne.
To prawda, tylko uniosłe, chwytliwe i przekonujące wystąpienia mają szansę porwać za sobą tłumy. Nikogo nie rozgrzeszam, ale i nie skazuję. Takie są uroki politycznych wystąpień.
