Wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku zapisały się na kartach historii biało-czarnym drukiem. Informacje były nagłaśniane tak często, że opinia publiczna była już tym znudzona. Faktem jednak jest to, że każdy przeżywał i przeżywa to na swój sposób. Niektórym się nawet nie wydaje, że robią z tego huczną zabawę i przenośny cyrk.
REKLAMA
Podczas obchodów I rocznicy Katastrofy Smoleńskiej, można było zauważyć, że socjotechniczne zabiegi z obu parlamentarnych sił były jednym z elementów tejże rozgrywki. Prawo i Sprawiedliwość razem z Platformą grało w 'Kartę Smoleńską', która stała się argumentem sporu. Rzekomo ponad politycznego.
Gra polegała przede wszystkim na przedstawieniu własnego scenariusza i scharakteryzowania bohaterów, którzy byli, albo fikcyjni, albo prawdziwi. Obie strony konfliktu znakomicie rozumiały zasady gry. Wygrać może tylko jeden.
Gdy brakowało już pomysłów, które mogły pomóc w rozbiciu potencjalnego przeciwnika zaczęto używać kości. Problem polegał w tym, że nie były to zwykłe kości. Zlecanie ekshumacji mówi samo za siebie. Gra na 'żywe dowody'.
Kto na tym lepiej wyszedł? Nikt. Każda katastrofa jest bolesna i wywołuje smutek na długi czas. Mam nadzieję, że II już rocznica będzie miała charakter rzeczywiście spokojny i rzeczywiście godny. Nie ilość pomników decyduje o należytym zachowaniu, a pamięć i wspomnienia.
