Najfajniejsze jest to jego niezrozumienie ironii...: - Mikołaj ma szczęście, że jego ojciec jest milionerem - stwierdził tata - więc z radością podaruję mu parę wrotek ze złota w nagrodę za siedem błędów ortograficznych. - Nie wiedziałem, że mój tata jest milionerem. Będę musiał powiedzieć o tym Gotfrydowi, bo on wciąż opowiada o swoim tacie, który jest bardzo bogaty. A chłopaki zemdleją z wrażenia, jak na przerwie zobaczą mnie na wrotkach ze złota!

REKLAMA
logo
Mała próbka Czyta: Jerzy Stuhr i Maciej Stuhr
O Mikołajku nie wiedziałem nic, a Goscinny'ego kojarzyłem tylko jako kogoś, kto ma coś wspólnego z Asteriksem i Kleopatrą. O tym, że uwielbiany przeze mnie w dzieciństwie Lucky Luke to jego dzieło, dowiedziałem się właśnie przy okazji Mikołajka. Do lektury zasiadłem więc zupełnie nieprzygotowany. Do tego, muszę to przyznać, nie oczekiwałem zbyt wiele. Przecież to nie może się udać. Dorosły facet piszący o przygodach ośmioletniego chłopca, a do tego te ascetycznie ilustracje? No i wszystko to powstaje w „zamierzchłych” latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Oj, bardzo się pomyliłem!
Pierwsze dwieście stron przeczytałem jednym tchem. Ten język! Ten świat! Mikołajek zdaje się żyć na innej galaktyce. Przyjmuje on wszystko wprost. Ironia? A co to jest? - zapytałby zapewne. Cytat, który umieściłem na początku dobrze o tym świadczy. A niechby ktoś powiedział, że jest nieukiem - oj, kurcze blade - zapewne rozpłakałby się, mimo że zdaje sobie sprawę, że to nie zawsze działa (zresztą podobnie jak nieoddychanie) i zagroził, że ucieknie z domu albo się zabije. On przyjmuje świat dosłownie i szczerze.
I tu zaczyna się coś jeszcze bardziej niezwykłego. Z tego punktu widzenia dorośli nie wyglądają najlepiej. Te ich (nasze?) niekonsekwencje, humory i fanaberie (wystarczy przeczytać lub przesłuchać choćby historyjkę Krokiet). To głównie ich zachowanie wywołuje salwy śmiechu. Na szczęście, to w jaki sposób Mikołajek to opisuje jest dla nich niegroźne, to tak ku pociesze dorosłych, bo Mikołajek dalej kocha swoją mamę, tatę i Bunię. Przebacza szybko i szczerze.
Sięgnięcie po audiobook z przygodami małego urwisa (choć on przecież nim nie jest, tak bardzo się stara!) było dla mnie naturalną konsekwencją tego pierwszego "zachwycenia". Ten sposób opowiadania jest tak niepowtarzalny, że dopiero przy głośnym czytaniu ujawnia się w pełni mistrzostwo Goscinny'ego. Oczywiście audiobooki mają i swoje słabe strony. W tym przypadku jest to brak wspaniałych rysunków Sempégo. Czytając Nowe przygody Mikołajka dzięki rysunkom cały czas można przypominać sobie, że narratorem jest dziecko, co bardzo wzmacnia efekt komiczny. W przypadku Nowych przygód Mikołajka w wersji audio podobnie działa głos Maćka Stuhra. Jego zadziorna i młodzieńcza interpretacja w pewnym stopniu rekompensuje brak rysunków. Przechodzi on samego siebie.
Cóż można więcej powiedzieć? Można sięgnąć po Nowe przygody Mikołajka i sprobować nieco inaczej spojrzeć na świat, można pozbyć się tych śmiesznych "dorosłych" humorów i spróbować znów być dzieckiem ze wszystkimi tego radosnymi konsekwencjami:)