Dziś w katowickim Centrum Sztuki Filmowej odbędzie się przedostatni z bezpłatnych, plenerowych pokazów filmów wyświetlanych w ramach festiwalu zatytułowanego „Letni dreszczyk”.

REKLAMA
Fabuła wszystkich wymienionych dzieł, choć tak różna, obraca się wokół kryminału. Można by pomyśleć, że akurat ten gatunek nie jest specjalnie „wakacyjny”, że bardziej na miejscu byłyby teraz komedie bądź filmy przygodowe. Jeżeli się jednak nad tym dłużej zastanowić, właśnie kryminał okazuje się gatunkiem wyjątkowo odpornym na podobne stereotypowe myślenie. I przy tej okazji tekst Tomka Rabsztyna właśnie o pewnej schematyczności kryminałów.
Kryminalna sztampa, część 1
Marek Wydmuch w książce „Gra ze strachem” przytacza taki przepis na powieść gotycką, powstały już w 1810 roku:
„Zamiast domu — weź zamek, zamczysko; zamiast altany — jaskinię; zamiast westchnienia — jęk; zamiast ojca — olbrzyma, potwora; zamiast szkatułki — sztylet (zbryzgany krwią); zamiast lekkiego zefirka — wycie burzy; zamiast gładko ogolonego gentlemana — rycerza; zamiast niechętnego spojrzenia — mordercę; zamiast starego sługi — mnicha; zamiast komplementów i uczuć — szkielety; trupie czaszki; zamiast zroszonego łzami listu — splamioną krwią magiczną księgę, zamiast słów w obcym języku — tajemnicze głosy; zamiast delikatnego skinięcia — sekretną przysięgę; zamiast lichwiarza albo adwokata — błąkającego się ducha; zamiast starej gospodyni — czarownicę; zamiast pocałunku — ranę; zamiast ślubu — morderstwo o północy”.
Ten ironiczny „przepis” uderza tak w schematy powieści gotyckiej, jak i równie
popularnej i przewidywalnej powieści sentymentalnej. Jego zasięg można jednak znacznie rozszerzyć. Właściwie każdy literacki gatunek charakteryzuje się pewnymi mniej lub bardziej stałymi motywami, a posługiwanie się nimi w dużym stopniu świadczy o talencie lub jego braku u danego twórcy. Chociaż w wyżej cytowanych słowach występuje szereg rozmaitych elementów i atrybutów, można je podzielić na trzy grupy: na te, które dotyczą miejsca, otoczenia (i one pojawiają się już na początku wypowiedzi) na te, które dotyczą bohaterów, oraz na te, które odnoszą się do samej akcji.
Kryminał dość szybko zaczął kojarzyć się z pewną przewidywalnością w każdej z tych trzech kategorii. O tym, jak na przestrzeni lat zmieniał się bohater (i czy faktycznie w sposób znaczący się zmieniał) oraz o ewentualnym przełamaniu konwencji w kwestii prowadzenia akcji, napiszę w dwóch kolejnych częściach artykułu. Na początek warto zastanowić się, czy w przypadku samego miejsca akcji w powieści kryminalnej rzeczywiście można mówić o ewentualnej gatunkowej sztampie.
Laikom kryminał faktycznie kojarzy się pewnymi schematami. Nawet teraz można spotkać się jeszcze z opinią, że aby kryminał był „klimatyczny”, miejsce zbrodni powinno być odpowiednio tajemnicze i ponure (na przykład przeważnie zamglony i deszczowy Londyn), a środowisko, w którym policjant/detektyw przeprowadza śledztwo, odpowiednio „zdegradowane”. Tymczasem już klasycy gatunku pokazali, że takie założenia nie są wiele warte. Athur Conan Doyle akcję swojego „Psa Baskerville’ów” oraz „Doliny strachu” umiejscowił wprawdzie na terenach rodem z horroru, ale już jego wcześniejszy „Znak czterech” został zabarwiony sporą dawką barwnej egzotyki, która wcale klimatu książki nie popsuła. Agatha Christie swoim wybitnym dziełem „Morderstwo w Orient Expressie” ostatecznie już udowodniła, że miejsce zbrodni — dokładnie tak, jak w życiu — jest (niestety lub na szczęście) niczym nie ograniczone.
Skoro miejsca zbrodni są jednak nieograniczone, długo można by je wymieniać. W tekście, który sam w sobie jest jednak ograniczony — chociażby ilością znaków — paradoksalnie samemu trzeba zdecydować się na pewne ujednolicenie owych „miejsc”. Skoro zatem został już tutaj wymieniony pociąg i skoro jesteśmy jeszcze w okresie wakacyjnym, warto skupić się na miejscach kojarzonych właśnie z urlopami. Związane z letnim wypoczynkiem okolice wydają się przecież z góry pozbawione klimatu napięcia. Tymczasem na przykład „Róże cmentarne” Mark Krajewskiego i Mariusza Czubaja nie dość, że rozgrywają się właśnie w okresie wakacyjnym, to w dodatku jeszcze nad morzem. Akcja najnowszej powieści Czubaja, „Zanim znowu zabiję”, obejmuje także weekend majowy — w czasie, który wszystkim kojarzy się z beztroską wiosną, komisarz Rudolf Heinz będzie musiał ponownie zmierzyć się z okrutnym Inkwizytorem. Również wydarzenia z „Czarnej listy” Aleksandry Marininy rozgrywają się w podobnej scenerii, mianowicie w czarnomorskim kurorcie, podczas przygotować do festiwalu filmowego.
Widać zatem, że twórcy kryminałów nie są w żaden sposób ograniczeni miejscem akcji; czasem jest to zresztą jedyny element w długiej historii powieści kryminalnej, w którym można być jeszcze stosunkowo odkrywczym i głównie na tym zbudować swoją pozycję — na co dowodem przykład literackiej kariery Marka Krajewskiego, filologa klasycznego, który z pietyzmem odtworzył przedwojenny Wrocław i w nim właśnie umieścił akcję kryminałów o Ebherhardzie Mocku. O wiele trudniej i jednocześnie ciekawiej „kwestia oryginalności” wygląda jednak w przypadku bohatera czy rozwoju samej fabuły — ale o tym już w następnych tekstach. Na sam koniec wspomnę jeszcze tylko, że wszystkie wymienione w artykule tytuły są dostępne również w wersji audio.