E-book w każdej chwili możemy skasować lub wrzucić do kosza, audiobook połamać czy porysować, a manifestacyjne palenie jakichkolwiek książek to ekstremum. Gdyby Nergal w swej teatralności zaplanował skasowanie na scenie Biblii ze swojego czytnika e-booków, na pewno osiągnąłby miażdżący efekt…
REKLAMA
Ponieważ z książkami audio związany jestem już kilka lat, dość często zdarza mi się brać udział w dyskusjach pomiędzy radykalnymi zwolennikami tylko druku, tylko e-booka i tylko audiobooka. Ponieważ kilka dni temu byłem świadkiem (i trochę uczestnikiem) takiego zderzenia trzech światów, pojawił się w mojej głowie pomysł zebrania argumentów za drukiem, audiobookiem i e-bookiem właśnie w formie dialogu.
Druk: Zacznę od wyświechtanego, ale niezwykle ważnego i kluczowego argumentu: tradycyjna, drukowana książka pozwala na dotyk. Chociażby na podobnie prozaiczną rzecz, jak możliwość zagięcia kartki, czyli zrobienie tak zwanego oślego ucha.
E-book: W przypadku książki elektronicznej „ośle ucho” można zrobić na wiele różnych sposobów, można zaznaczać tekst w dowolnych miejscach, niczego przy tym nie niszcząc. Poza tym znajdziemy konkretny fragment po wpisaniu danego słowa. Ośle ucho w takim przypadku okazuje się przeżytkiem.
Audiobook: Może zostawmy już ośle, i przejdźmy do ludzkich uszu. Wszelkie zaznaczanie wybranych miejsc kojarzy mi się bardziej z pracą nad tekstem, jakąś analizą, a nie zwykłym poznawaniem literatury, wciągnięciem się w opowieść. Takie wciągnięcie najpełniejsze jest zaś w przypadku audiobooka, który przez samą swoją formę każe nam całkowicie skupić się na słuchanej historii. Normalnie bodźce z zewnątrz bardzo przeszkadzają, trudno jest więc czytać książkę w autobusie lub w hałaśliwym pomieszczeniu. Słuchawki na uszach pozwalają doskonale odciąć się od wszystkich zakłócających lekturę bodźców zewnętrznych.
Druk: A czasem i od samej lektury; bywa przecież, że nie dochodzą do nas nie tylko inne bodźce, ale i treść książki. Spora część ludzi jest wzrokowcami, żeby całkowicie przyswoić treść, potrzebują kontaktu wzrokowego.
Audiobook: Nie zgadzam się. Naturalną formą porozumiewania się jest mowa: najpierw uczymy się mówić, a dopiero potem czytać. Forma pisana często jest niewystarczająca dla prawidłowego poznania treści. Żeby poznać, często trzeba usłyszeć, przykładem może być tutaj wymowa cytatów w obcym języku. Poznawanie literatury zmysłem słuchu powoduje odkrycie wielu dodatkowych walorów, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Słysząc słowa, poznajemy ich szczególny rytm, muzykę. Książka dobrze przeczytana jest dwoma dziełami w jednym – utworem literackim i perełką sztuki lektorskiej.
Druk: W takim razie spróbuj sobie przesłuchać wszystkie dzieła filozoficzne Kanta, ciekawe, ile zrozumiesz z takiej perełki…
E-book: A propos wszystkich dzieł… Książka elektroniczna to również brak problemu z dostępnością w księgarniach, z wyczerpanym nakładem. Nie trzeba czekać na dostawę… Poza tym tylko naprawdę wartościowa literatura zostanie wydana w wersji papierowej, e-book daje szansę wszystkim.
Audiobook: To akurat raczej argument przeciwko e-bookom, które tym samym mogą stać się pożywką dla grafomanów. Już teraz, spośród zalewu rożnych książek, trudno dotrzeć do tej naprawdę wartościowej literatury.
E-book: Tak, tylko że nawet literatura z najwyższej półki do druku dostaje się czasem prawie przypadkiem, albo też dzięki niebywałej wytrwałości autora, tak jak to miało miejsce w książce „Martin Eden” Jacka Londona. E-book ułatwiłby sprawę. Poza tym dzięki nowym, elektronicznym formatom nie trzeba nosić książek, można też spokojnie wracać do innych książek… Z każdego miejsca możemy dostać taki tytuł, jaki chcemy. No i ciężar. Jeśli ktoś lubi czytać, to codziennie przenosi tony książek w torebkach, plecakach i teczkach. Nie zawsze i nie wszędzie da się taszczyć wielkie tomiszcze, co powoduje, że książki papierowej nie możemy czytać zawsze, kiedy mamy na to ochotę. E-booki pozwalają nosić ze sobą całe literackie epoki
Druk: I najlepiej, trochę jak w filmie „Matrix”, od razu wgrać je sobie wszystkie do mózgu, żeby przypadkiem nie trzeba było zdobyć się czytanie. To też ciężar…
Audiobook: Ironizujesz, a w argumencie o lekkości jest sporo racji… Podobnie jest zresztą z książkami do słuchania. Czytniki są lekkie, często wystarczy telefon komórkowy i słuchawki. No i słuchać książek można zawsze i wszędzie. Audiobooki nie angażują zmysłu wzroku i nie zajmują rąk, dzięki czemu poznawanie lektury może towarzyszyć wykonywaniu czynności, które wcześniej uniemożliwiały kontakt z książką. Tylko audiobook pozwala poznawać literaturę, jednocześnie np. uprawiając sport.
Druk: I przez to traci ona klimat. Nie chcę poznawać piękna literatury, jadąc spocony na rowerze. Nie ma w tym subtelności. Sprowadza się to do „zaliczania” kolejnych pozycji. Coraz mniej w tym tajemnicy, intymności. Jeśliby obcowanie z tradycyjną książką było odpowiednikiem doznania erotycznego, to e-book jest już szybkim numerkiem, albo zwykłym porno.
Audiobook: Ha, w takim razie audiobook także ma w sobie dużo zmysłowości, kojarzy się z podsłuchiwaniem…
E-book: Jeśli już mowa o podmiotowym traktowaniu literatury, to mi z kolei wydaje się, że jest na odwrót: w zbieraniu książek drukowanych i ustawianiu ich na półkach bardziej chodzi o kolekcjonerstwo, albo nawet pewnego rodzaju „szpan”. Często na półce ma się książki, których nawet się nie czytało.
E-book: Jeśli już mowa o podmiotowym traktowaniu literatury, to mi z kolei wydaje się, że jest na odwrót: w zbieraniu książek drukowanych i ustawianiu ich na półkach bardziej chodzi o kolekcjonerstwo, albo nawet pewnego rodzaju „szpan”. Często na półce ma się książki, których nawet się nie czytało.
Druk: Tak, czasem tak, ale świadczy to też o tym, że drukowana książka jest dziełem sztuki, mamy do niej automatyczny szacunek. Żadna inna forma książki takiego szacunku nie zdobędzie. E-book w każdej chwili możemy skasować lub wrzucić do kosza, audiobook połamać czy porysować, a manifestacyjne palenie jakichkolwiek książek to ekstremum. Gdyby Nergal w swej teatralności zaplanował skasowanie na scenie Biblii ze swojego czytnika e-booków, na pewno osiągnąłby miażdżący efekt… Wyobrażacie to sobie: hałaśliwa muzyka, wydzieranie się ze sceny, i nagle, w kulminacyjnym punkcie, Nergal wyciąga z kieszeni modny czytnik e-booków i przeszukuje menu… Podobnie komiczny rezultat nastąpiłby w przypadku połamania płyty.
Audiobook: Właśnie tu dotykasz sedna sprawy.. Książka drukowana funkcjonuje już jako rekwizyt, a cała związana z nią otoczka — jako jedna wielka teatralność. Fascynacja zapachem książki to niejako antyteza jej palenia; albo inaczej — głaskanie książki i jej palenie to dwa bieguny tego samego: pewnego fetyszyzmu samej formy.
Dobrze że dyskusje trwają, korzysta na tym oczywiście tylko „książka” jako treść. Nieważne w jaki sposób dotrze, ważne że dotrze, a kwestia formy moim zdaniem – znów to podkreślam – jest drugorzędna.