
Deklaracja premiera o tym, że Polska zamierza podpisać i ratyfikować konwencję o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet jest dopiero początkiem drogi prowadzącej do tego, aby ofiary przemocy otrzymały potrzebną im pomoc
REKLAMA
Premier Donald Tusk zadeklarował w wywiadzie dla Polityki, że jego rząd zamierza podpisać konwencję Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. W ten sposób premier zakończył ciągnącą się wiele miesięcy jałową dyskusję nad „gejowskim spiskiem”, który według ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina miał „wprowadzić tylnymi drzwiami małżeństwa homoseksualne” do Polski.
Najbardziej zadziwiające w wywołanej przez ministra Gowina dyskusji nad pojęciem „płci społeczno-kulturowej” (gender) była długość tej i jałowość tej ciągnącej miesiącami dyskusji. Donald Tusk mógł rozstrzygnąć zamknąć tę dyskusję jeszcze w maju przed rozpoczęciem rozgrywek Euro. Jednak z powodu „wrażliwości czy nawet nadwrażliwości środowisk konserwatywnych”, którą to wrażliwość premier bardzo szanuje nie mógł tego zrobić. Premier chciał zadowolić skrajnie konserwatywną część elektoratu PO, która nie widzi nic złego w biciu żony lub psychicznym znęcaniu, jeśli tylko związek jest heteroseksualny i został zawarty w kościele. Przez te kilka miesięcy przez gardło premiera nie mogły przejść słowa o tym, że „dla mnie tysiąc razy ważniejsza jest walka z przemocą wobec kobiet niż często przesadzone obawy bardziej prawicowo nastawionych polityków, także w mojej partii”.
Nie jestem aż tak naiwny, by uwierzyć w nagłe olśnienie premiera odkrywającego nagle, że nie można stać po stronie modelu rodziny „gdy się baby nie bije, to jej wątroba gnije” i próbować równocześnie sprawiać wrażenie nowoczesnego i liberalnego polityka reprezentującego światopogląd dobrze wykształconych młodych mieszkańców wielkich miast. Prawdopodobnie po przeanalizowaniu wyników odpowiednich sondaży specjaliści od PR z kancelarii premiera doszli do wniosku, że bardziej się opłaca przyjąć stanowisko przeciwko przemocy wobec kobiet niż usilnie zabiegać o fundamentalistyczny elektorat Jarosława Gowina.
Tak jak napisała Anna Dryjańska deklaracja Donalda Tuska o chęci podpisania konwencji pozostawia rządowi ciągle duże pole do politycznych gier:
"Dokument Rady Europy można szybko podpisać, ale jego ratyfikację można już zawiesić w próżni: rozwlec w czasie, rozłożyć bezradnie ręce wskazując na ministrów własnego rządu lub wręcz uczynić z niej hasło następnej kampanii wyborczej (2015). Byłby to klasyczny kompromis Platformy, gest w stronę ofiar przemocy i organizacji świadczących im pomoc, połączony ze skrzyżowaniem palców za plecami tak, by dobrze widzieli go zwolennicy ministra Gowina."
"Dokument Rady Europy można szybko podpisać, ale jego ratyfikację można już zawiesić w próżni: rozwlec w czasie, rozłożyć bezradnie ręce wskazując na ministrów własnego rządu lub wręcz uczynić z niej hasło następnej kampanii wyborczej (2015). Byłby to klasyczny kompromis Platformy, gest w stronę ofiar przemocy i organizacji świadczących im pomoc, połączony ze skrzyżowaniem palców za plecami tak, by dobrze widzieli go zwolennicy ministra Gowina."
Co powinniśmy zrobić, aby konwencja została zrealizowana?
Konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet nie jest ustawą, która automatycznie wprowadzi do polskiego odpowiednie przepisy. Jest raczej umową międzynarodową, w ramach której państwo polskie zobowiązuje się do wprowadzenia do polskiego prawa zmian korzystnych dla kobiet będących ofiarami przemocy. Takim rozwiązaniem jest np. ściganie z urzędu przestępstwa zgwałcenia przez policję i prokuraturę, któremu sprzeciwia się Jarosław Gowin na czele. Konwencja wymaga również od polskiego rządu aby przeznaczył odpowiednie środki finansowe na potrzebne ofiarom przemocy ośrodki oraz pracę zatrudnionych tam specjalistów. Chodzi o takie rozwiązania jak całodobowe pogotowie telefoniczne dla ofiar przemocy (Niebieska Linia nie jest czynna w nocy) lub dopasowaną do potrzeb ofiar przemocy sieć schronisk i poradni (w Polsce brakuje takich ośrodków). Dodatkowo potrzebne są specjalistyczne szkolenia dla służb takich jak policja, prokuratura, sądy i ośrodki pomocy społecznej dotyczące takich obszarów jak psychologia ofiar przemocy w rodzinie lub stosowanie nowych rozwiązań prawnych, które zostały wprowadzone w ramach nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z 2010 roku. Do dziś wielu prokuratorów i sędziów nie wie lub nie chce korzystać z możliwości objęcia sprawcy przemocy domowej zakazem zbliżania się do swoich ofiar.
Kolejnym obszarem, w którym polskie państwo w ostatnich latach zaniechało działań jest edukacja i kampanie podnoszące świadomość społeczną o przemocy wobec kobiet. Od czasów słynnej kampanii „bo zupa była za słona” nie prowadzono w Polsce szeroko zakrojonych kampanii informacyjnych skierowanych do kobiet doświadczających przemocy domowej. Wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, że stowanie przez męża lub partnera przemocy fizycznej, psychicznej lub seksualnej zgodnie z kodeksem karnym są przestępstwem i podlegają karze. Ponadto aby rzeczywiście przeciwdziałać przemocy wobec kobiet należy wprowadzić ten temat do programów szkolnych. Stereotypy płciowe są jedną z przyczyn tego, że część mężczyzn zostaje w życiu dorosłym sprawcami przemocy, a część kobiet trafia w psychologiczną pułapkę syndromu sztokholmskiego i nie może się wydostać ze związków opartych na przemocy.
Skąd weźmiemy pieniądze i wolę polityczną do działania?
Na te wszystkie działania są potrzebne oczywiście odpowiednie środki finansowe, które trzeba wygospodarować w budżecie państwa. Premier Tusk twierdzi, że „mocuje się z ministrem finansów” o to by nie przesadził on z oszczędnościami w sferze związanej z polityką rodzinną. Na obecną chwilę są to puste deklaracje, za którymi powinny pójść konkretne decyzje polityczne o zwiększeniu nakładów na przeciwdziałanie przemocy w rodzinie i przemocy wobec kobiet.
Prowadzenie sensownej polityki przeciwdziałania przemocy wobec wymaga woli politycznej i tego by jedna osoba w rządzie miała odwagę osobiście odpowiadać za wprowadzenie koniecznych zmian w działaniu państwa. Jednym z tych działań powinno być zwalczanie w społeczeństwie i wśród służb stereotypów dotyczących przemocy wobec kobiet takich jak: „widocznie niektóre kobiety lubią być bite” lub „ofiara gwałtu jest sama sobie winna”. Być może znajdzie się w rządzie osoba, która będzie gotowa podjąć się zadania zmiany tego kawałka polskiej rzeczywistości i na pewno nie będzie to Jarosław Gowin.
PS: Zapraszam do przyłączenia się na portalu Facebook do akcji
„Popieramy Konwencję o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet”
„Popieramy Konwencję o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet”
