Kolejny raz ulubieniec mediów Tomasz Terlikowski dał upust swoim poglądom na temat ofiar gwałtów oraz aborcji. Stwierdził on "I dlatego trzeba powiedzieć jasno, jeśli ktoś jest obrońcą gwałtu, jeśli ktoś chce gwałcić niewinne i skrzywdzone już kobiety, to są to zwolennicy aborcji. (...) Zwolennicy aborcji skazują więc dziecko na śmierć, a matkę na dożywotnie cierpienie. Ojciec zaś takiego dziecka wyjdzie z więzienia po kilku latach... Takie są konsekwencje myślenia lewicy."
REKLAMA
Wypowiedź Todda Akina kandydata Partii Republikańskiej do amerykańskiego kongresu wywołała polityczną burzę w Stanach Zjednoczonych. Stwierdził on mianowicie, że według niego gwałty bardzo rzadko kończą się ciążą, ponieważ „jeśli jest to gwałt we właściwym sensie tego słowa (legitimate rape), kobiecy organizm ma sposoby, żeby to jakoś zablokować”. Akin dodał, że gdyby jednak w wyniku gwałtu pojawiłaby się ciąża, to uważa on, że „powinna być jakaś kara, lecz ta kara powinna dotyczyć gwałciciela”.
Trudno sobie wyobrazić bardziej głupią, pełną ignorancji oraz pogardy dla ofiar gwałtów wypowiedź. Jednak wbrew pozorom myślenie Todda Akina ma swoich zwolenników w Polsce. Jednym z nich jest uwielbiany przez wszelkie telewizje, gazety i stacje radiowe Tomasz Terlikowski - redaktor naczelny Frondy. W swoim tekście „I kto tu broni gwałtu?” napisał on:
„Zwolennicy zabijania nienarodzonych, w tym także zwolennicy kompromisu aborcyjnego w Polsce, przekonują, że jeśli dziecko poczęło się w wyniku gwałtu to może zostać zamordowane. (…) Zwolennikami gwałtu na niewinnej kobiecie są ci, którzy opowiadają się za aborcją w przypadku gwałtu. Zabicie dziecka nie jest bowiem niewinnym zabiegiem, ale głębokim gwałtem dokonanym na całej naturze kobiety. Po jednym obrzydliwym i okrutnym czynie, nadchodzi czas na drugi. Po jednym gwałcie przychodzi drugi, z którego często o wiele trudniej jest się uwolnić, wyleczyć.
I dlatego trzeba powiedzieć jasno, jeśli ktoś jest obrońcą gwałtu, jeśli ktoś chce gwałcić niewinne i skrzywdzone już kobiety, to są to zwolennicy aborcji. To oni prowadzą do tego, że raz zgwałcona kobieta jest gwałcona po raz drugi. Zwolennicy aborcji skazują więc dziecko na śmierć, a matkę na dożywotnie cierpienie. Ojciec zaś takiego dziecka wyjdzie z więzienia po kilku latach... Takie są konsekwencje myślenia lewicy.”
Mógłbym oczywiście dyskutować o tym dlaczego Terlikowski uważa płód za dziecko oraz aborcję utożsamia z zabójstwem oraz przestępstwem gwałtu. Mógłbym też zapytać co rozumie on pod pojęciem „całej natury kobiety” i skąd czerpie on wiedzę o „naturze kobiety”. Mógłbym też zapytać dlaczego nazywa on sprawcę gwałtu „ojcem dziecka” zamiast nazwać go po prostu „gwałcicielem”, jak wskazywałaby zwykła ludzka przyzwoitość oraz skąd wie, że aborcja powoduje traumę, z której „o wiele trudniej jest się uwolnić, wyleczyć” niż z traumy po gwałcie.
Ale tego nie zrobię. Spróbuję za pomocą eksperymentu myślowego odwołać się do umiejętności empatii Terlikowskiego zakładając, że takową redaktor Terlikowski posiada.
Tak więc załóżmy hipotetycznie, że Terlikowski ma córkę w wieku powiedzmy 16 lub 17 lat. Załóżmy, że córka ma koleżankę, która ma o kilka lat starszego brata i pewnego dnia kiedy odwiedza mieszkanie koleżanki spotyka jej brata. Brat stwierdza, że koleżanka zaraz wróci ze szkoły i żeby ona spokojnie poczekała w kuchni. Niestety brat koleżanki korzysta z okazji i pod groźbą pobicia dokonuje gwałtu. Podkreślam jeszcze raz, że chodzi mi o córkę hipotetyczną, a nie realną i że nie życzę nikomu – w szczególności kobietom - takich doświadczeń.
Niestety w wyniku wychowania cześć mężczyzn i chłopców uważa, że mają oni prawo do wymuszania stosunków seksualnych wbrew woli drugiej osoby. Ponadto społeczeństwo ma brzydki zwyczaj doszukiwania się winy nie u sprawcy gwałtu, tylko u ofiary, która „sprowokowała”.Nie wszyscy podzielają pogląd, że odpowiedzialność za gwałt i molestowanie seksualne ponoszą tylko i wyłącznie sprawcy. Dla przykładu Marta Brzezińska z portalu Fronda.pl w tekście pod znamiennym tytułem „Samogwałt dziwki” stwierdza:
„Być może niefortunne jest rozpatrywanie kwestii ubioru w kontekście gwałtu w kategorii winy, ale nie ukrywajmy - strój może być PROWOKUJĄCY. I niestety często tak właśnie jest!
Nie będę biadolić na rozerotyzowaną do granic możliwości współczesną kulturę, na ociekającą seksem rzeczywistość dookoła. Ale na litość boską, nastolatki w bluzeczkach, których dekolty sięgają pasa, albo spódniczki nie zakrywające nawet do połowy pośladków to conajmniej przegięcie.”
Tak więc redakcyjna koleżanka Terlikowskiego uważa, że gwałt można sprowokować wyzywającym ubiorem. W tej wizji mężczyźni (oraz ich „głęboka natura”) zostają sprowadzeni do roli agresywnych zwierząt, które przy każdej nadarzającej okazji myślą, o tym jak zgwałcić kobietę. Jak by nie patrzeć jest pogląd niezwykle szowinistyczny. Można przypuszczać, że pierwsze pytanie jakie zadałaby zgwałconej córce Marta Brzezińska byłoby prawdopodobnie „a jak byłaś ubrana” lub „czy przypadkiem nie zachowywałaś się zbyt wyzywająco”.
Zostawmy jednak Martę Brzezińską z jej absurdalnymi poglądami w spokoju i wróćmy do redaktora Terlikowskiego.
Załóżmy hipotetycznie, że po kilku dniach córka przeżywająca syndrom stresu posttraumatycznego (PTSD) zdobywa się na odwagę i mówi ojcu o tym co ją spotkało. W tym momencie pojawia się bardzo poważne pytanie: czy warto zgłosić tąką sprawę policji i prokuraturze? Niestety polskie prawo zawiera lukę i dziewczęta (oraz chłopcy) w wieku od 15 do 17 lat nie mogą samodzielnie zgłosić przestępstwa gwałtu organom ścigania. Do zgłoszenia takiego przestępstwa jest potrzebna zgoda opiekuna prawnego - w tym przypadku rodziców. Ponadto w przypadku zgwałcenia nie wystarczy, aby ofiara i jej opiekun prawny zgłosili przestępstwo. Muszą oni jeszcze podpisać wniosek o ściganie. Dlatego około 90% ofiar gwałtów nie zgłasza w Polsce tego przestępstwa organom ścigania. Bogobojny minister Gowin walczący z całych sił z Konwencją o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet obiecywał w kwietniu, że ta luka prawna zostanie zmieniona. Jednak do dziś w tej sprawie nic nie zrobił.
Załóżmy, że córka wraz z rodzicami decydują się zgłosić sprawę prokuraturze. W tym miejscu zaczynają się kolejne schody. Jeśli gwałt nie został zgłoszony od razu po przestępstwie i nie zostały zebrane ślady biologiczne, to sprawa dla organów ścigania nie jest tak oczywista jak by się mogło zdawać. Policjanci i prokuratorzy (którzy nie przechodzą zazwyczaj żadnych szkoleń dotyczących ścigania gwałtu oraz pomocy ofiarom przestępstw seksualnych) zaczną zasypywać córkę pytaniami o to jak była ubrana, co powiedziała sprawcy, jak się zachowała itd. itp. Czyli zaczną szukać luk w zeznaniach ofiary pogłębiając jej traumę i co za tym idzie pogarszając jej stan psychiczny. Ponadto organa ścigania w Polsce nie stosują aresztu w sprawach o zgwałcenie z automatu. Bardzo prawdopodobne byłoby więc to, że sprawca byłby na wolności w trakcie długiego postępowania, które może trwać rok lub dłużej. Warto dodać, że w przypadku przestępstwa zgwałcenia większości spraw kończy w Polsce się wyrokiem w zawieszeniu, niską karą lub wręcz uniewinnieniem.
W tym miejscu pojawia się kolejny problem. Załóżmy, że wbrew temu co mówi ignorant Todd Akin, w wyniku gwałtu dochodzi do zapłodnienia oraz ciąży.
W tym miejscu jest moje podstawowe pytanie do redaktora Terlikowskiego.
W tym miejscu jest moje podstawowe pytanie do redaktora Terlikowskiego.
Jak by się Pan zachował?
1) udałby się razem z córką do szpitala, aby przerwać ciążę i nie pogłębiać traumy po gwałcie 9-miesięczną ciążą oraz rodzeniem dziecka gwałcicielowi,
2) czy może uznałby Pan, że tygodniowy zarodek jest człowiekiem, a aborcja jest morderstwem takim samym jak zabójstwo i odwodziłby Pan córkę od myślenia o przerwaniu ciąży?
1) udałby się razem z córką do szpitala, aby przerwać ciążę i nie pogłębiać traumy po gwałcie 9-miesięczną ciążą oraz rodzeniem dziecka gwałcicielowi,
2) czy może uznałby Pan, że tygodniowy zarodek jest człowiekiem, a aborcja jest morderstwem takim samym jak zabójstwo i odwodziłby Pan córkę od myślenia o przerwaniu ciąży?
Tutaj znajduje się podstawowa różnica pomiędzy podejściem humanistycznym (wielu ludzi głęboko wierzących nie zmusiłoby swojej córki do rodzenia), a podejściem fundamentalistycznym (w tym podejściu kobieta jest tylko inkubatorem, a jej emocje i zdrowie psychiczne nie mają znaczenia).
Panie redaktorze proszę się dokładnie zastanowić jak by się Pan w takiej sytuacji zachował oraz jakie znaczenie na tą decyzję mają poglądy konserwatywne, lewicowe czy też wyznawana przez kogoś wiara.
Otóż moim zdaniem w przypadku takiego konkretnego przypadku, gdy ofiarą gwałtu jest ktoś nam bliski, to poglądy polityczne i wyznanie przestają mieć znaczenie. Człowiek albo się zachowuje empatycznie i przyzwoicie, albo dogmatycznie i okrutnie. I nie mają tu znaczenia wiara, kolor skóry lub narodowość. Liczy się w takiej sytuacji człowieczeństwo.
I jeszcze coś.
Otóż jest jeszcze trzecia droga. Otóż jeśli uznamy córkę za takiego samego człowieka jak my oraz za podmiot, a nie przedmiot decyzji, to tak naprawdę nasze poglądy na aborcję nie powinny mieć żadnego znaczenia. Jedyne co powinno się w takiej sytuacji liczyć, to autonomiczna decyzja córki. Córce należy się z naszej strony pomoc, wsparcie i opieka, a nie traktowanie jak przedmiot decyzji. Dlatego właśnie we wszystkich cywilizowanych krajach świata w przypadku gwałtu, to kobieta ma prawo do decydowania o własnym życiu.
PS: Zapraszam wszystkich do przyłączenia się na portalu Facebook do akcji „Popieramy Konwencję o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet”:
http://www.facebook.com/popieramykonwencje
