Rysunek dziecka uchodźcy z Tybetu. W ostatnim czasie z chińskich więzień zwalniani są kolejni więźniowie w bardzo złym staniem fizycznym lub psychicznym, nie wszystkim udaje się przeżyć...
Rysunek dziecka uchodźcy z Tybetu. W ostatnim czasie z chińskich więzień zwalniani są kolejni więźniowie w bardzo złym staniem fizycznym lub psychicznym, nie wszystkim udaje się przeżyć... fot. Maciej Wojtkowiak

Chodzi o prawa człowieka. Które są jak czyste powietrze – przezroczyste gdy w normalnym stężeniu, chwytane łapczywie, gdy nagle brak. Takie same dla wszystkich i wszędzie.

REKLAMA
Minęło 30 lat od zbrodni, śmierci jednego człowieka, która stała się jednym z symboli represji systemu komunistycznego w Polsce. Sprawa ta poruszyła Polskę i świat, do dziś pozostając niezagojoną raną, z którą nie poradził sobie dotychczas wymiar sprawiedliwości ani parlament wolnej Polski, ciągnie się wstydliwie, oburza, dzieli. Grzegorza Przemyka pożegnało kilkadziesiąt tysięcy osób, upamiętniono w kamieniu i co roku powraca w zbiorowej pamięci.
Ciało Kardo wydano siostrze, jedynej z żyjącej rodziny. W ciągu tygodnia zakatowali go w areszcie. Zginął 28 kwietnia. Tylko nie 30 lat temu, ale pół miesiąca, nie w Warszawie, ale w Dzogangu. Był podobnie jak Przemyk dobrym uczniem, studiował w klasztorze Czampa Ling. Powodem zatrzymania miały być taśmy z nagraniem nauk Dalajlamy.
Tyle, że jest jednym z wielu, któremu akurat udało się nadać imię, określić miejsce i czas zdarzenia. Lokalne władze znane są z brutalnego traktowania. Cztery lata wcześniej zginął poprzedni. Ilu historiom nie udało się przedrzeć przez protesty w płomieniach. Popełniają samobójstwa w więzieniach, nie wracają do domów, umierają bez pomocy lekarza chroniąc się przed czujnym okiem bezpieki lub przedzierając się przez coraz wyższe i bardziej niedostępne dla uchodźców z Tybetu himalajskie granice.
Przenieśmy się na moment za drugi ocean.
„Stany Zjednoczone przyznały, że tortury miały miejsce, jednak nie chcą ścigać sprawców. Mamy przestępstwo, mamy ofiary, nie mamy przestępców.” - mówi adwokat reprezentujący torturowanych w Guantanamo. Na pierwszy rzut oka wrażenie trudno znaleźć jakiekolwiek przełożenie dla obydwu historii. A może jednak coś przypomina?
Daje nam więc jeszcze podpowiedź: „Polska powinna dać światu przykład, kontynuować dochodzenie w sprawie "czarnych dziur" i pociągnąć winnych do odpowiedzialności. Przed Polakami stoi egzystencjalny wybór: albo pokażecie, że jest jesteście społeczeństwem otwartym, przywiązanym do ideałów solidarności, albo że solidarność skończyła się wraz z obaleniem komunizmu.”
Wydaje się, że "solidarność" jest już pojęciem takim jak "pamięć" – każdy zachował własną dla osądzenia przeszłości. Chodzi o coś co trzeba nazwać po imieniu, bo to dzięki temu i w imię tego żyjemy dziś wolności. Chodzi o prawa człowieka. Które są jak czyste powietrze – przezroczyste gdy w normalnym stężeniu, chwytane łapczywie, gdy nagle brak. Są wreszcie zapisanym standardem, a nie przebrzmiałym wzniosłym ideałem, ogłaszanym dla zbudowania narodowej dumy. Takie same dla wszystkich i wszędzie. I nie da się ich utrzymać w jednej stronie świata, zamykając oczy na śmiertelnego truciciela, nawet jeśli po drugiej stronie globu. Dotykają każdego, codziennie.
Być może w wolnej Polsce torturowano ludzi. Nie wiadomo, ale brak wyjaśnienia tej sprawy do końca, póki śladów nie zatrze historia, ma znaczenie. Także dla maltretowanych, gdzieś w chińskim więzieniu.