
Kopacz: Nawet szept o prawach człowieka w tym symbolicznym dniu tam w Chinach będzie miał większe znaczenie niż krzyk o prawach człowieka gdziekolwiek indziej. Havel: Czy mamy prawo wypowiadać się na temat dobra, jeśli nie przeszkadza nam wyrządzane gdzieś indziej zło – zwłaszcza jeśli to takie zło, jakiego sami niedawno doświadczyliśmy?
REKLAMA
Za kilka dni będziemy w Polsce świętować symboliczną datę wolności – 4 czerwca. W ostatniej chwili nagłośniona została „przygotowywana od miesięcy w porozumieniu z MSZ” wizyta delegacji polskiego Parlamentu, z Marszałkinią Ewą Kopacz na czele do Chin, która dokładnie w rocznicę masakry studentów na Placu Niebiańskiego Pokoju w Pekinie – 4 czerwca będzie wizytować marionetkowy chiński pseudo-parlament, legitymizując tym samym politykę wymazywania z powszechnej świadomości chińskiego zrywu wolnościowego sprzed 24 lat. Polskie media nawet posiliły się o historyczny przegląd – dotychczas w ten symboliczny dzień na wizytę w Pekinie pozwalały sobie przedstawiciele państw takich jak Kuwejt, Emiraty Arabskie, Rosja czy Leshoto. Próżno jednak szukać przykładów dojrzałych demokracji. No i właśnie Polska, symbol przemian, zmienia ten obyczaj.
Pani Marszałkini jednak zapewnia, że będzie mówić, a według innych przekazów „szeptać” o prawach człowieka w Pekinie, choć jedzie tam robić biznes. To i lepiej, niż pan Prezydent, który obawiał się nawet nazwać takowych po imieniu. Zastanawiająca jest rola Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które współorganizuje wizytę i „nie odradzało”, mniej już zastanawia kolejne misterium wokół polsko-chińskich spotkań na szczycie, jakby wstydliwie ukrywanych przed opinią publiczną. No cóż, zajęci jesteśmy promocją demokracji w Europie otwierając siedzibę nowej Fundacji, ale o największym państwie na świecie... chm, lepiej za głośno nie mówić.
No ale przecież właśnie Pani Marszałkini będzie mówić, tyle że w świecie, w którym liczą się gesty i obrazy. To psztyczek w nos, lub może i upokorzenie chińskich demokratów i obrońców praw człowieka, Matek Tiannanmen walczących o odzyskanie historii. Bo szeptów Ewy Kopacz z zamkniętych dla prasy salonów Kongresu Ludowego nikt nie usłyszy, ale wizerunkowo wpisujemy się w chińską propagandę, która wymazuje datę 4 czerwca z powszechnej świadomości, choćby największej społeczności internautów na świecie.
Z okazji 4 czerwca wspominać będziemy „naszych” bohaterów, w Warszawie wczoraj otworzono wystawę o Havlu. W tym momencie warto przywołać jego słowa, wygłoszone w 1990 r. tuż po odzyskaniu wolności przez nasz kawałek świata, a wciąż aktualne: „społeczeństwo Chińskiej Republiki Ludowej pragnie wolności, a my – którzy wychodzimy z niewoli -powinniśmy dobrze zrozumieć takie pragnienia. Czy nie powinniśmy w jakiś sposób wypowiedzieć się z okazji nadchodzącej rocznicy masakry na placu Niebiańskiego Spokoju, na którym w krwawy sposób zdławiono najczystsze idee, które wyznaje każdy młody człowiek – wolność, pokój i człowieczeństwo? Poszedłbym nawet jeszcze dalej i spytał was i siebie: czy już wreszcie w naszej części świata nie powinien zabrzmieć głos poparcia dla niezwykle trzeźwego i rozsądnego, pięciopunktowego programu tybetańskiego Dalajlamy? (...) Czy mamy w ogóle prawo domagać się samostanowienia dla siebie, nie domagając się go także dla wszystkich? Czy mamy prawo wypowiadać się na temat dobra, jeśli nie przeszkadza nam wyrządzane gdzieś indziej zło – zwłaszcza jeśli to takie zło, jakiego sami niedawno doświadczyliśmy?”*
Dzisiejsze Chiny mają swoich bohaterów, jak nasi kiedyś, siedzą za kratkami lub w aresztach domowych. O chińskim nobliście przypomina w swoim apelu Helsińska Fundacja Praw Człowieka: „Noblista Liu Xiaobo, odbywający karę 11 lat więzienia za głoszenie ideałów, które wyniosły Was do władzy, dowie się o Waszej wizycie i jej dacie w swojej celi. Ta data nie jest przypadkowa. Przywódcy Komunistycznej Partii Chin wybrali ją tak, żeby on i jemu podobni zapamiętali, że nikt o nich nie dba, że nikt nie pamięta, że są sami – sami jak na szczęście nie byliśmy my, sięgając tamtego dnia po wolność, która daje nam dziś i prawo, i obowiązek krzyczeć: opamiętajcie się.”
Apelować i odwoływać się do historii - tyle nam pozostało ze wspomnień setek, a może tysięcy zniczy przed chińską ambasadą 4 czerwca, zapalali je ówcześni już wygrani, w geście solidarności. Co roku tych świec coraz mniej, ale jednak ciągle się palą...
Piotr Cykowski
Students for a Free Tibet Poland
Students for a Free Tibet Poland
* Cytat za "Vaclav Havel. Zmieniać Świat. Agora SA. Warszawa, 2012
