Tora w I Księdze Mojżeszowej, zwanej z grecka "Genesis", wskazuje na dwa aspekty i źródła pracy.
REKLAMA
Po upadku człowieka Bóg stwierdza: "W mozole żywić się będziesz z [ziemi] po wszystkie dni życia swego! Ciernie i osty rodzić ci będzie i żywić się będziesz zielem polnym. W pocie oblicza swego będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi" (1 Mż 3:17b-19a). W świetle tego fragmentu, pracę rozumieć można jako karę wymierzoną przez Stwórcę naszym mitycznych protoplastów za ich przewinięcia. Praca jest tutaj ukazana niczym ciążące nad nami przekleństwo. Musimy pracować w mozole i cierpieniach, aby przeżyć. Praca nie jest źródłem przyjemności, czy szczęścia. Nie jest narzędziem rozwoju osobistego, nie nadaje sensu naszej egzystencji, jest natomiast nieznośnym i dręczącym nas jarzmem, które znosić musimy przez wszystkie dni naszego życia aż do śmierci. I pomimo zmian na niwie ekonomiczno-społecznej, praca może być odbierana w ten sposób również i dziś: „Do pracy mam podejście fideistyczne, uważam, że jest ona karą za grzechy, a rozwój cywilizacji powinien polegać na tym, że wymiar tej kary staramy się zmniejszyć”, stwierdziła ostatnio Kinga Dunin.
I Księga Mojżeszowa proponuje nam również inne spojrzenie na pracę. Gdy JHWH osadził człowieka w ogrodzie Eden, ten "go uprawiał i strzegł" (1 Mż 2:15). Z tej perspektywy – perspektywy sprzed upadku – praca nie jawi się ani jako kara, ani jako przekleństwo. Jest źródłem radości i przyjemności. Adam widzi, że to, co robi ma jakiś sens, że nie tylko praca go cieszy, ale jest ona również dobrem, którym dzieli się z resztą Stworzenia. Człowiek współdziała z Bogiem. Bóg, Człowiek i Stworzenie usługują sobie nawzajem. Aż do upadku, po którym ludzki egoizm nie pozostawia miejsca na nic innego, jak tylko siebie.
W podobieństwach przytoczonych w Ewangeliach, Jezus nawiązuje do zagadnienia pracy. Wymieńmy tutaj chociażby dwa z nich: podobieństwo o robotnikach w winnicy (Mt 20:1-16) oraz o wiernym i niewiernym słudze (Łk 12:35-48). W podobieństwach chodzi jednak Żydowskiemu Mistrzowi o co innego, niż po prostu o pracę. Praca jest tutaj "kontekstem", nie zaś "znaczeniem" czy "przesłaniem".
Przejdźmy nieco dalej.
Na początku XX wieku Max Weber wysunął tezę "protestanckiego etosu pracy", którą rozwinął w artykułach opublikowanych w latach 1904-1905, wydanych następnie w formie książki pt. Die protestantische Ethik und der Geist des Kapitalismus[1]. Wedle niemieckiego socjologa praca i ascetyczny styl życia są dla protestanta kalwinisty sposobami na oddawanie czci Bogu, a materialne powodzenie świadczyły o jego wybraniu i zbawieniu . Konsekwencją tego byłaby waga, jaka w tzw. krajach protestanckich przywiązuje się do uczciwości, pracowitości i dobrobytu.
W swoim artykule Praca podoba się Bogu Maciej Potz zauważa jednak: „Zawarta tam [w dziele Webera – Ł.S.] teza o związku etyki protestanckiej z rozwojem kapitalizmu przeniknęła do powszechnej świadomości i – w zwulgaryzowanej postaci – przyczyniła się do rozpowszechnienia stereotypów pracowitego, przedsiębiorczego protestanta i leniwego, gnuśnego katolika”. I choć chętnie ulegamy stereotypom, dzisiaj, w wieloreligijnym i zglobalizowanym świecie stojącym co i raz u bram nowego kryzysu finansowego, teza Webera nie tylko straciła na aktualności, ale wydaje się kolejną naukową fikcją.
Praca jako kara i przekleństwo, jako przyjemność, wzajemne usługiwanie czy samorealizacja. Praca jako "kontekst", okoliczności naszej egzystencji lub znaki świadczące o czymś więcej. Tak wiele sposobów interpretowania naszego stosunku do niej. W dodatku, problem to nadal aktualny. A z pewnością w obliczu proponowanych ostatnio reform, jak na przykład zmiany wieku emerytalnego.
----
[1] Wydanie polskie: M. Weber, Etyka protestancka a duch kapitalizmu, tłum. J. Miziński, Lublin 1994.
[1] Wydanie polskie: M. Weber, Etyka protestancka a duch kapitalizmu, tłum. J. Miziński, Lublin 1994.
