Rozdział między „tronem” a „ołtarzem” wydaje mi się naturalny, uzasadniony i nie rozumiem, nad czym tu jeszcze debatować?!
REKLAMA
W tym kierunku można również interpretować słowa Jezusa z Ewangelii Mateusza: „Oddawajcie, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co Bożego, Bogu” (Mt 22: 21). I to nie dlatego, że pochodzę z Kościoła, w którym ołtarzy nie ma uważam, że rozdział między jednym a drugim jest dobry. Myślę, że wszyscy mogą na nim zyskać – i „ołtarz” i „tron”.
Rozdział Kościoła od państwa jest moim zdaniem nie tylko uzasadniony biblijnie, ale stanowi pewną „tradycję” protestantyzmu. To właśnie na jej podstawie i na zasadzie neutralności światopoglądowej angielski duchowny, ks. Roger Williams, założył kolonie Rhode Island – obecnie jeden ze stanów USA. Świeckość instytucji publicznych i wolność światopoglądowa nie są wymysłem tzw. humanistów i racjonalistów. Nie stoją one, jak widać na powyższym przykladzie, w opozycji do wiary. A tych, którzy nie wierzą [sic!] odsyłam do książki Tadeusza Zielińskiego Roger Williams – twórca nowoczesnych stosunków państwo-kościół [1].
Więcej: zgadzam się również z tymi, którzy uważają, że wyznanie, wiara, religia – jakkolwiek tę cząstkę człowieka odnoszącą się do jego duchowości, życia wewnętrznego nazwać – należą do sfery prywatnej.
Najwidoczniej „sferę prywatną” muszę jednak rozumieć inaczej niż Janusz Palikot, który ze swojej „niewiary” robi kwestię publiczną, wręcz ekshibicjonistyczną. Przez charakter prywatny konfesyjności rozumiem, że nikt nie powinien w nią ingerować, nie powinien na tej podstawie dyskryminować człowieka. Podobnie, jak na podstawie, chociażby, koloru skóry. Swoją drogą, na rzecz walki przeciwko rasizmowi zrobił całkiem sporo inny duchowny: ks. dr Martin Luther King, który za szerzenie swoich równościowych poglądów, swojego „równościowego religijnego snu” wylądował w państwowym więzieniu. Jak widać duchowni również mogą mieć szerokie horyzonty. I być może niejednokrotnie szersze od polityków…
Szkoda zresztą, że politycy nie potrafią wznieść się w dyskusji o religii, jak widać na przykładzie „kampanii o apostazji”, nieco wyżej. W swoim dyskursie bazują głównie na naszej ignorancji, prostych emocjach i instrumentalnym traktowaniu (swojej) wiary/niewiary, a przez to i siebie samych. A czy właśnie ignorancji, grania na emocjach i zawoalowanych motywacji nie zarzucają swoim przeciwnikom?
Może warto na chrześcijaństwo popatrzeć szerzej niż przez pryzmat tylko jednego Kościoła…?
---
[1] Tadeusz Zieliński, Roger Williams - twórca nowoczesnych stosunków państwo-kościół, SEMPER, Warszawa 1997.
[1] Tadeusz Zieliński, Roger Williams - twórca nowoczesnych stosunków państwo-kościół, SEMPER, Warszawa 1997.
