Czy tańczący w rytm piosenki Lady Gagi dominikanie są przejawem „sakro-kiczu” podobnie jak świebodziński Jezus?

REKLAMA
Gdy parę lat temu spędzałem lato w londyńskim koledżu wytłumaczono mi, że w misjologii istnieje pojęcie „trójkąta misyjnego/ewangelizacyjnego.” Na jego szczycie znajduje się niezmienna Obietnica Boża – Dobra Nowina zawarta w Biblii i adresowana do wszystkich ludzi. Dolne dwa boki symbolizują społeczeństwo i narzędzia misyjne. Społeczeństwo podlega zmianom. Podobnie powinno być z narzędziami, które służą przybliżaniu Bożej Obietnicy ludziom. Można je do woli zmieniać i urozmaicać tak, by przybliżać i uaktualniać Dobrą Nowinę społeczeństwu będącym w ciągłym ruchu.
Pamiętam, że jak organizowałem w 2007 roku Pierwsze Młodzieżowe Nabożeństwo Hip-Hopowe z młodzieżą mojej parafii, Ekipą Zioma Janka i dominikanami z dolinki służewieckiej, przedsięwzięcie to wzbudziło wiele kontrowersji. „Hip-hop w kościele?! Ewangelia Jana parafrazowana na język subkulturowy (czytaliśmy Dobrą Czytankę wg św. Ziom’a Janka)?!” – bulwersowali się niektórzy. Problem w tym, że jedynym ich argumentem było „święte oburzenie”, czyli żaden argument, a na nabożeństwie zebrało się więcej ludzi niż w jakąkolwiek niedzielę, czy Wielki Piątek [1].
Nie uważam również, żeby tańczący na jarmarku (św.) Dominika nowicjusze Ordo Praedicatorum byli przejawem jakiegoś wyjątkowego „sakro-kiczu”, podobnego do statui Jezusa w Świebodzinie. Te dwie rzeczy różni jedno – poczucie humoru. Podobno Pan(i) Bóg też je ma. Dlaczego zatem tak z nim ciężko wśród niektórych, a przede wszystkim wśród jego ministrów?
---
[1] W kościołach ewangelickich – nie wiedzieć czemu – najwięcej ludzi widuje się właśnie w to święto…