Ostry język i wulgaryzmy w ustach Tomasza Terlikowskiego ani mnie nie zaskakują, ani nie bulwersują. Niemniej odczuwam pewien niesmak, gdyż wypowiedzi redaktora „Frondy” są u nas utożsamiane z punktem widzenia katolicyzmu, a opinie rzymskiego Kościoła – z całym chrześcijaństwem.
REKLAMA
Co z tego, że wiele Kościołów chrześcijańskich nie podziela nauczania Kościoła rzymskiego w sprawach ludzkiej seksualności! W naszym kraju, za pożal się Panie Boże komentarze Tomasza Terlikowskiego dostaje się całemu chrześcijaństwu. Nieliczni obywatele RP zdają sobie sprawę z tego, że Kościół rzymskokatolicki nie ma monopolu ani na chrześcijaństwo, ani na chrześcijańskość. Widać to po dyskursie stosowanym w wypowiedziach publicznych: „Kościół to, Kościół tamto”, „biskupi to, biskupi tamto”. Jaki Kościół i jacy biskupi? – pytam się?
Antykoncepcja jest jednym z tematów, w którym wiele Kościołów nie podziela zdania Rzymu. I nie chodzi ani o to, że prezerwatywa najprawdopodobniej istniała i była stosowana już za czasów starożytnego Egiptu, a termometr do mierzenia temperatury ciała wymyślono w gruncie rzeczy nie tak dawno temu, ani o to, że lateks jest tworzywem bardziej naturalnym i prostym od skomplikowanych wykresów i innych kalendarzyków. Chodzi o to, że każdy dorosły człowiek ma prawo do stosowania środków antykoncepcyjnych, jakie uzna za słuszne. Ma on przecież, według teologów katolickich, nie tylko wolną wolę, ale i sumienie. Dla teologa protestanckiego, jest on natomiast sam za siebie odpowiedzialny przed Bogiem.
Armia Zbawienia, protestancki Kościół, który kładzie duży nacisk na pomoc społeczną – do tego stopnia, że myślimy o nim głównie jako o organizacji charytatywnej – w swoich misjach w Afryce od dłuższego już czasu rozdaje tamtejszej ludności prezerwatywy w celu prewencji przed wirusem HIV. Podobną akcję prowadził ten Kościół, zaliczany do bardziej konserwatywnych w łonie protestantyzmu, w 2006 roku podczas światowych mistrzostw piłki nożnej w Berlinie… Zresztą nie zabrania on stosowania prezerwatyw swoim wiernym.
Być może salwacjoniści (członkowie Armii Zbawienia), którym zdecydowanie daleko do „dziwkarzy” i „seksturystów” – nie piją, nie palą, etc. – zdają sobie sprawę z tego, że Dobrą Nowinę zwiastujemy żywym, nie zaś umarłym? A Jezus przyszedł na świat, abyśmy „mieli życie i mieli je w obfitości” (J 10:10b) i żywym głosili Dobrą Nowinę, „umarłym” natomiast pozostawili „grzebanie umarłych swoich” (Łk 9:60). W zagrożeniu życia stać bowiem powinniśmy po stronie życia, nie śmierci.
Przykre jest, że redaktor Terlikowski po raz kolejny musi obrażać w swojej retoryce pozostałych chrześcijan i oceniać ich według prostego klucza, który ma się nijak do złożoności ludzkiego życia.
