Szczerze współczuję konserwatywnym, prawicowym publicystom, którzy chcą się wypowiedzieć w sprawie Putin vs. Pussy Riot. Mają nie lada orzech do zgryzienia! Bo jak tu pogodzić swoją wrogość do towarzysza Putina z paraliżującym ich lękiem przed wyzwolonymi waginami? I to pogodzić tak, aby potępić i Putina i Pussy Riot.

REKLAMA
Rafała Ziemkiewicza – podobnie jak kolega Tomasz Mincer – już dawno temu przestałem rozumieć. Jego teksty brzmią dla mnie niczym sci-fi, i to całkiem złego rodzaju. W opinii naczelnego prawicowego fantasty odnajdujemy bowiem wszystkie ulubione straszaki narodowców: zdziczałe obyczaje, tajemniczy salon, feministyczno-gejowskie zbydlęcenie, a to wszystko okraszone narracją smoleńską i czekistami z Kremla. Regularnie zastraszani czytelnicy i miłośnicy Ziemkiewicza z pewnością już płaczą i zgrzytają zębami. Podobne wrażenia do tych regularnie dostarczanych im przez publicystykę mistrza gatunku, poprzednio prawdopodobnie odczuwali przy lekturze Walca stulecia albo Ogni na skałach. Dziwnym trafem te felietony i powieści ani mnie grzeją, ani ziębią.
Podziwiam natomiast argumentacyjną ekwilibrystykę Piotra Skwiecińskiego, który wyrok wydany na rosyjski zespół, choć potępia, to i tak uznaje za moralną betkę w porównaniu do barbarzyńskiego czynu Ukrainek solidarnych z punkówami. Ale czemu tu się dziwić! Nie on znosić będzie musiał barbarzyństwo putinowskiego gułagu. W Polsce serce krwawi, gdy chodzi o profanacje i symbole. One są zawsze ważniejsze, nawet gdy świecą już tylko pustką. Ale o tym za chwile.
Koronę laurową zdobywa jednak nie kto inny, jak redaktor Terlikowski, który po mistrzowsku – po raz kolejny – potrafi pogodzić swoje urojenia prześladowcze z głęboko skrywanym antysemityzmem, rzecz jasna, nie będącym nim w żadnym stopniu. Tak, panie Tomku, mamy rzeczywiście do czynienia z międzynarodową nagonką na Kościół i Chrystusa, a za tym wszystkim stoją z pewnością... ci co zwykle – diabły spod znaku heksagramu oraz cyrkla i węgielnicy. I jeszcze "wiadomo kto" – wymieniać nie przystoi. Chrześcijanin nie może bowiem pod żadnym pozorem krytykować kościelnej hierarchii, nawet tej zepsutej i skorumpowanej do szpiku kości. Ale bez nerwów! Podobno na to pomaga chloropromazyna. Na urojenia, nie na krytykę oponentów.
Święte oburzenie i wyrosłe na jego gruncie argumenty naszych/waszych publicystów niestety do mnie nie przemawiają. Sobór już wcześniej sprofanowały inne czyny – lata agentury i sojusz między ołtarzem a skorumpowaną i demoniczną władzą. No i dym, dym tytoniowy, który z pewnością nie służył do okadzania. W takim klimacie, niejeden krzyż sam by się obalił.