Dowcipów i memów o „salezjańskim kolanku” krąży w sieci bardzo wiele. Śmiejemy się z nich, choć w gruncie rzeczy nie ma się z czego śmiać.
REKLAMA
Zabawa w „salezjańskie kolanko”, to wytwór jakiegoś chorego umysłu, który ugrzązł w czeluściach przeszłości i chyba nigdy nie słyszał o prawie człowieka do godności. Albo co gorsze – nie zdaje sobie sprawy z tego, że dziecko to... też człowiek. Prawdopodobnie pedagodzy salezjańscy ugrzęźli gdzieś między starożytnością a średniowieczem – choć powołani do istnienia zostali w wieku XIX, czyli już po Oświeceniu – i o prawach dziecka nic nigdy nie słyszeli?
Albo jest gorzej niż nam się wydaje. Być może ksiądz dyrektor jest w istocie tak zakompleksiony, że potrzebuje, aby oddawano mu hołd, bo to łechcze jego ego? A to w sumie odzwierciedlałoby kondycję dużej części polskiego kleru, który przeżywa kryzys, bo laicyzujący się lud przestaje traktować go jako stado świętych krów. Drodzy Panowie, najwidoczniej samo leżenie krzyżem i wyświęcenie nie wystarczają, aby stać się autorytetem! A egzorcyzmy, bardziej niż niegrzecznym dzieciom, przydałyby się do wygnania demonów z waszych głów...
Wreszcie, ksiądz dyrektor zgrzeszył z pewnością, powiedzmy, lekkomyślnością. W atmosferze skandali pedofilskich, która unosi się nad jego Kościołem już od parunastu dobrych lat (a być może od ustanowienia przymusowego celibatu) i go znacząco dyskredytuje, organizowanie takiego rodzaju „kocenia” jest czymś – poza bardzo niesmacznym – skrajnie nieodpowiedzialnym.
Mój znajomy Szwajcar, wyznania rzymskokatolickiego, pracujący na etacie asystenta pastoralnego[1], którego zapytałem dlaczego szwajcarski Kościół rzymskokatolicki nie importuje od nas katolickich księży, skoro u nich jest problem z powołaniami a u nas dostatek jak nie nadmiar, odpowiedział lakonicznie: „Nie sprawdzają się u nas...”
Czemu tu się dziwić, jak średni pleban katolicki w naszym kraju, w dużej mierze, pragnie bardziej rządzić duszami na swojej wsi, niż im służyć?
---
[1] W skrócie powiedzmy, że to „świecki” pełniący obowiązki księdza z wyjątkiem sprawowania sakramentów, przy czym taki asystent może poprowadzić mszę z hostią, która została wcześniej konsekrowana lub ochrzcić w obecności chrześcijańskiego duchownego obojętnie jakiego wyznania – protestanta czy katolika.
