„Tygodnik Powszechny” w ostatnim numerze opublikował wywiad z Johnem Shelbym Spongiem, biskupem seniorem Kościoła Episkopalnego USA (ECUSA). Wywiad dobry. Komentarz Piotra Sikory, w który został opatrzony wywiad – słaby. Ton paternalistyczny i asekuracyjny. Dlaczego to nie dziwi?

REKLAMA
Gdy pisałem kilka lat temu pracę magisterską o biskupie Spongu był on w Polsce postacią kompletnie nieznaną. Odniosłem wrażenie na obronie, że – poza moim promotorem – komisja nie do końca orientowała się o co i o kogo chodzi. Gdy kompletnie bez emocji prezentowałem jego „Wezwanie do Nowej Reformacji” i moja prezentacja została przerwana przez rozdrażniony głos proszący o to, aby recenzent zadał mi kolejne, lecz tym razem mniej kontrowersyjne pytanie, zrozumiałem, że w naszym kraju nadal nie o wszystkim można rozmawiać, utytułowani naukowo hierarchowie kościelni są bardziej „najprzewielebniejszymi” niż teologami, a teologia powinna być w dalszym ciągu tanią apologetyką.
Wróćmy jednak do wywiadu. John Shelby Spong z wywiadu jest właśnie tym Jackiem Spongiem, którego miałem przyjemność poznać te kilka lat temu na konferencji w Sztokholmie i z którym utrzymuję kontakt korespondencyjny. Ciepły, szczery, bezpośredni i uczciwy. Nie przemawia ex cathedra, nie używa irytującego kościelnego tonu i języka, nie zadziera nosa, nie puszy i nie nadyma się. Jednym słowem jest przeciwieństwem tego, do czego przyzwyczaili nas polscy biskupi. Krytykuje chrześcijaństwo i Kościół, jakimi w większości przypadków znamy je w Polsce, czyli jako skostniałą oligarchiczną organizację celebrującą triumfalnie swoją władzę i dominację. „Naszym celem wcale nie jest zawładnięcie światem – przyznaje jednak emerytowany biskup – naszym celem jest wskazywać światu jakość, głębokość i sens [wyróżnienie – ŁPS]”. Cel jest w gruncie rzeczy bardzo ewangeliczny.
W chrześcijaństwie nie chodzi bowiem o formę, lecz o treść. Biskup Spong wyraża to bardzo dosadnie, gdy mówi: „Musimy odseparować wiarę chrześcijańską od tego, w jaki sposób wyjaśnialiśmy ją w starożytności, i musimy jednocześnie znaleźć sposób, by nauczyć się mówić o niej w dialogu z nowoczesnym światem”. I w taki właśnie sposób biskup ECUSA stara się mówić próbując streścić Ewangelię do dwóch prostych zdań, lecz jakże esencjonalnych: „Doświadczam Boga jako mocy życia, wzywającej mnie do coraz pełniejszego życia, jako mocy miłości wzywającej mnie do większej miłości. Doświadczam Boga [...] jako podstawy bytu, mobilizującej mnie, abym stawał się wszystkim, czym mogę się stać”. Spong, pokazuje konsekwentnie, że bardziej niż hierarchą i „księciem” Kościoła jest autentycznym duszpasterzem, dla którego ważniejsze od obrony zdeponowanej formy jest odkrywanie na nowo treści. Prawda bowiem powinna być znacząca, nie tylko znaczona –zapożyczając słownictwa od językoznawstwa saussurowskiego. Czyli raz jeszcze jak najbardziej zgodna z Ewangelią.
Komentarz Piotra Sikory nie zaskakuje mnie, lecz po prostu rozczarowuje. Na argument Sponga (streszczony do zdania „bo po naszej stronie stoi historia”) redaktor zadaje pytanie: „Czyż dla chrześcijanina ważniejsze nie powinno być jednak, po jakiej stronie jest Ewangelia?”. Odpowiadam mu zatem po raz trzeci: „Ależ jak najbardziej!” Problem w tym jednak, że na jego pytanie bibliści już dawno odpowiedzieli, a to że odpowiedź ta nie podoba się możnowładcom z Kościoła Rzymu... no cóż! Może warto było przed napisaniem komentarza przeczytać chociażby pracę Sponga Living in Sin? z 1988 r. „TP” wolał jednak dziwnym trafem przemilczeć w biografii Sponga kilka znaczących faktów. Ot, chociażby to, że jest on autorem kilkunastu prac popularno-teologicznych i wykładał na największych wydziałach teologicznych w Stanach Zjednoczonych. Bezpieczniej było przedstawić emerytowanego biskupa jako autora krótkiego manifestu i z lekka szalonego zwolennika opisanej w nim „Nowej Reformacji”.
W komentarzu redaktora Sikory zaskakują mnie dwie rzeczy, a mianowicie wyrwanie z kontekstu myśli i nauczania biskupa ECUSA oraz jego własne zaskoczenie wywołane przez postulat Sponga, by o Bogu „przestać myśleć, jako o nadprzyrodzonej istocie, która żyje gdzieś ponad naszym niebem”. Muszę redaktora „TP” zmartwić i potwierdzić, że tak właśnie myślą i nauczają fundamentaliści, którzy przez długie lata dominowali w Stanach dyskurs kościelny i akademicki. Tak prawdopodobnie myślą również nasi polscy protestanccy fundamentaliści i integryści katoliccy, którzy z pewnością ani razu nie słyszeli w kazaniach przywołanego przez redaktora cytatu Grzegorza z Nyssy – nie wspominając, że być może nie wiedzą nawet, kim ów Grzegorz był. Wiedzą oni natomiast bardzo dobrze, kim jest ojciec dyrektor i Matka Boska oraz dlaczego należy uciszyć ks. Bonieckiego. I nie oszukujmy się – nie rozmawiamy o zamierzchłych wiekach chrześcijaństwa, lecz o sytuacji Kościoła w Polsce pod koniec 2012 r.