Nasz nowy singiel „We’re Glad That You Came” jest bezpośrednim atakiem na współczesny przemysł rozrywkowy, kładący nacisk na lekkostrawną, tanią McRozrywkę i karmiący społeczeństwo dietą bogatą w dziewczyny odsłaniające biusty podczas meczy piłki nożnej, królewskie penisy i sutki albo plastikowe klony kopiujące po linii najmniejszego oporu sterylną muzykę z centrów handlowych, oceniane przez jury złożone z takich samych klonów.
REKLAMA
Jedna z gałęzi rozrywki, śmieciowa telewizja ma niestety niebezpieczny zwyczaj kształtowania śmieciowych umysłów, a one są zawsze znacznie łatwiejsze do rządzenia i wykorzystania niż umysły wnikliwe. I naprawdę nie akceptuję argumentu, że śmieciowe stacje powstały tylko dlatego, że akurat jest popyt na bezmyślne brednie. Uważam raczej, że dostępność takiej telewizji zaniża nasze potrzeby i wolę wersję Paula Wellera, twierdzącego że: „the public wants what the public gets” (społeczeństwo chce tego, co dostaje). Wykreuj w telewizji trend, zareklamuj program jako „musisz to zobaczyć 2012” a będziesz twórcą sytuacji, w której ludzie poczują się prawie zmuszeni do oglądania – bez tego czeka ich los wyrzutka i wykluczenie poza margines społeczny.
Teledysk do piosenki „We’re Glad That You Came” jest satyrycznym zamachem na telewizyjne programy z kategorii „musisz to zobaczyć”. Fakt, że zgodziła się w nim wystąpić Agnieszka Szulim jest dla mnie genialnie ironiczny. Współpraca z Agnieszką układała się świetnie – jest piekielnie profesjonalna i na luzie zarazem. Odniosłem jednak wrażenie, że ona sama szuka ucieczki od dotychczasowych telewizyjnych doświadczeń . Mam nadzieję, że udział w naszym klipie pomoże jej w tym. Moje umiejętności aktorskie, które miały okazję ujawnić się w teledysku, nie przyniosą mi z pewnością Oscara i zdecydowanie bardziej pasują do „Can’t Festival” niż „Cannes”, za to główny motyw filmu jest naprawdę mocny. Opowiada o ingerencji telewizji w życie i pokazuje nieuzasadnioną wesołkowatość publiczności patrzącej na cierpienie drugiego człowieka; stylistycznie nawiązuje do dzieł Fritza Langa. Inspirował nas, jako doskonały przykład natarczywej telewizji, amerykański teleturniej „Moment prawdy”. Każdy jego uczestnik ma szansę zdobycia ogromnej sumy dolarów, być może planuje uciec za te pieniądze ze swojego getta czy rynsztoku. Wszystko co musi zrobić, to odpowiadać na każde pytanie zgodnie z prawdą. Niezastosowanie się do tej reguły powoduje, że traci dolary, które zdołał już wygrać. Z czasem pytania stają się coraz bardziej osobiste i niebezpieczne, aż uczestnik znajdzie się w sytuacji, w której potencjalnie ryzykuje znacznie więcej niż tylko pieniądze – może stracić tych, których kocha, swoich najbliższych. Widownia cały czas patrzy i jeśli tylko uczestnik minie się z prawdą, reaguje niezdrową radością. Gdy niewierna żona, ćpun i złodziej wyznają swoje sekrety, najświętsza ze świętych publiczność ma okazję wyrazić swoją zbiorową pogardę. W naszym klipie, opanowującą media manię podglądactwa prowadzimy w całkiem przewidywalnym kierunku – do transmitowanej na żywo w telewizyjnym programie śmierci.
Nasz wymyślony teleturniej nazywa się „Prawda albo śmierć” i stawia uczestnika w sytuacji, w której może stracić nie tylko tych których kocha, ale także – udzielając fałszywej odpowiedzi – swoje życie. Teledysk definiuje nasze spojrzenie na telewizję, której ciągła natarczywość, podglądactwo i znieczulanie płytką rozrywką może prowadzić do naturalnej konsekwencji, sytuacji gdy człowiek ogląda śmierć człowieka, a wskaźniki oglądalności idą w górę, w górę i w górę. Być może te przewidywania spełnią się i już niedługo takie programy będą promowane jako „musisz to zobaczyć 2013”. Patrząc na kierunek, w którym zmierza obecnie przemysł rozrywkowy, wcale nie będę zdziwiony.
