Niedawno przez media przewinęła się informacja o powrocie wilków w Karkonosze. Na razie sygnały o wilkach pojawiają się z czeskiej części gór. Jednak wilki są zwierzętami migrującymi, pokonują dziennie nawet kilkadziesiąt kilometrów. Teren łowiecki wilczej watahy, złożonej z kilku osobników, może obejmować obszar od 100 do 300 km kw. i zmienia się w zależności od pory roku. Jest pewne, że wkrótce pojawią się także po naszej stronie. Powrót wilków w Karkonosze to dobra wiadomość. Wracają tam po blisko 200 latach.
REKLAMA
Opowieść o złych wilkach trwa od wielu lat. Dzikie zwierzęta, zwłaszcza drapieżniki takie jak wilki, od zarania dziejów potęgowały tajemniczość lasu i personifikowały leśne duchy, szkodzące ludziom. Skóry dzikich drapieżnych zwierząt chętnie przywdziewali wojownicy, chcący budzić większą grozę w nieprzyjaciołach i posiąść część zwierzęcej siły i przebiegłości. Do dziś wilk w potocznym odbiorze to drapieżnik, który dziesiątkuje zwierzynę płową, napada na owce w górach, może stanowić zagrożenie dla ludzi. Wilk to taki niby pies, ale demonicznie zły, bo chodzi swoimi ścieżkami, ma własne zasady, nie słucha rozkazów pana, jest wolny, niezależny, nieokiełznany, nie daje się oswoić. Jako zwierzę drapieżne, polujące, jest bardzo inteligentny, przez co zaburza ludzki porządek, rodzi niepewność, za którą idzie strach. W bajkach złymi wilkami wciąż straszy się dzieci, chociaż mało kto widział żywego wilka na własne oczy. A strach raczej nie rodzi chęci dowiedzenia się więcej o przyczynie strachu. Najczęściej rodzi uprzedzenia i bezrefleksyjną agresję. Efektem tej agresji była niemal całkowita eksterminacja wilka w Polsce. Teraz – chociaż człowiek wyrządził wilkom wiele krzywd – pomału wracają. Ocenia się, że w różnych miejscach w Polsce żyje od ośmiuset do tysiąca dwustu sztuk wilków. Zasięg występowania wilka w Polsce obejmuje większe kompleksy leśne na wschód od Wisły, Karpaty oraz lasy nizinnej części Polski Zachodniej.
W świecie można znaleźć przykłady pokazujące negatywne skutki usunięcia ze środowiska głównego drapieżnika. I tak, w amerykańskim Parku Narodowym Yellowstone wilki zostały całkowicie wytępione. W konsekwencji, znacząco wzrosły populacje roślinożerców, zwłaszcza łosi, które zniszczyły rosnące nad strumieniami drzewa i krzewy. Brak naturalnego budulca i pożywienia wpłynął na drastyczne zmniejszenie się populacji bobra. W rezultacie, zniknęły wytwarzane przez bobry rozlewiska, obniżył się poziom wody, co zniszczyło wiele gatunków roślin uzależnionych od wód powierzchniowych. Pozbawione bobrzych zapór strumienie zaczęły płynąć szybciej, żłobić głębsze koryta, co pozbawiło wody te gatunki flory i fauny, które były zależne od okresowych wylewów. W ten sposób w całym środowisku doszło do szybkich, niekorzystnych zmian. Obecnie, po tych doświadczeniach, populacja wilka w Yellowstone jest pomału odtwarzana. Jednak wielu zmian nie można już odwrócić.
Miałem szczęście spotkać kiedyś wilka w lesie. Tylko jeden raz, niespodziewanie, przez kilka, może kilkanaście sekund. Widziałem wzrok istoty z jednej strony zaskoczonej i ciekawej tego spotkania, z drugiej bardzo niepewnej i przerażonej. Po krótkiej chwili wahania zniknęła w chaszczach. Zdałem sobie sprawę z tego, że dla wilka spotkanie z człowiekiem było większym przeżyciem, niż dla mnie spotkanie z wilkiem. I z tego, że powszechnie znany obraz wilka jest zupełnie inny, niż jest on w rzeczywistości.
Wiemy z całą pewnością, że rola wilka w ekosystemie leśnym, choć wciąż niedoceniana, jest bardzo ważna. Wiemy, że jest sprzymierzeńcem leśników i rolników, bo ogranicza szkody powodowane przez dzikie ssaki kopytne w gospodarce leśnej i rolnej. Jednak niewielu leśników i myśliwych lubi wilki, bo traktują je często jako konkurencję. Mimo oskarżeń o atakowanie i porywanie zwierząt gospodarskich, liczba faktycznych takich zdarzeń jest bardzo mała, chociaż wilk zdobywa coraz to nowe tereny. Wilki zwyczajnie się ludzi boją i jeśli tylko las zapewnia im różnorodność pożywienia, to nie będą zapuszczać się w pobliże ludzkich siedzib. Najbardziej sprzyja im zalesione środowisko górskie. Tam jest mało ludzi i tam czują się bezpieczne, mają potrzebne kryjówki i co jeść.
Strach pojawia się także po stronie ludzi, np. w sporze o kierunki gospodarki leśnej i potrzebę „uporządkowania” lasów w Polsce. Coraz więcej ludzi w Polsce interesuje się przyrodą i zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że ekosystemy leśne to nie tylko jagody, grzyby i drzewa, ale cała gęsta sieć różnorodnych powiązań wielu gatunków flory i fauny, dodatkowo zależnych od warunków środowiska, w którym występują. To taka wielka koralowa rafa w rodzimej wersji, sieć powiązanych ze sobą w sposób bezpośredni i pośredni drzew, krzewów, grzybów, porostów, małych i dużych roślin i zwierząt. Tych żywych, ale też tych martwych. Te martwe nie leżą odłogiem. Są podłożem i ostoją dla innych gatunków jak najbardziej żywych, które dzięki nim mogą żyć, zdobywać pożywienie, znajdować schronienie i mnożyć się. Ingerencja człowieka w tę gęstą sieć międzygatunkowych i środowiskowych współzależności musi być bardzo przemyślana i racjonalna, jeśli chcemy, aby nasza rafa koralowa cieszyła też przyszłe pokolenia. A motorem tych działań nie może być subiektywne poczucie porządku, ani tym bardziej chciwość i chęć dorobienia się grup interesu na „bezpańskim” drewnie, lecz budowa systemu realnie godzącego interesy przyrody z interesami człowieka.
Pierwsze przejawy tej systemowości już przynoszą efekty. To polityka utrzymywania ochrony gatunkowej wielu gatunków flory i fauny (wilki obejmuje ustawowa ochrona gatunkowa od 1998 r.), poszerzania parków narodowych i krajobrazowych, dbałość o ich bioróżnorodność, wprowadzenie licznych działań ochronnych, tj. budowanie bezpiecznych przejść dla zwierząt, wyznaczanie ekologicznych korytarzy, ustanowienie krajowego systemu zapobiegania sytuacjom konfliktowym i rekompensat ze Skarbu Państwa za szkody wyrządzane przez wilki, metodyczne zwalczanie kłusownictwa, edukowanie na temat roli drapieżników w przyrodzie. W wymiarze społecznym to np. skuteczny opór przed planami budowy obwodnicy Augustowa (części Via Baltica) i zatwierdzenie nowego przebiegu tej trasy omijającego Puszczę Augustowską i Wigierski Park Narodowy od północy. Wzrasta też wiedza lokalnych społeczności, że inwestowanie (albo inaczej: nieingerowanie) w przyrodę opłaca się w tym namacalnym, wymiernym sensie. Unikalna, niezniszczona przyroda to przecież także większy ruch turystyczny i możliwość dodatkowego, rozłożonego na wiele lat zarobkowania.
Wilki wracają do Polski, bo w Polakach jest coś, co pozytywnie nas wyróżnia. Tym czymś jest przyrodnicza wrażliwość i ciekawość ogółu Polaków. Zazwyczaj znajduje to swój wyraz obrazkowo–symboliczny i medialny: kampania na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt gospodarskich, protesty przeciw wycinkom w Puszczy Białowieskiej, ochrona doliny Rospudy przed budową augustowskiej obwodnicy, społeczne poparcie dla obrony wilka. To także medialne informacje np. o uratowaniu psa uwięzionego na krze lodowej lub wyciągnięciu kacząt, które miały pecha wpaść do studzienki ściekowej. Takie akcje rzadko są przedmiotem zainteresowania zagranicznych mediów. Ale fascynacja Polaków przyrodą ma też inny wymiar. To zjawisko emigrowania ludzi z wielkich miast do wsi, tam, gdzie jest mało tak zwanej cywilizacji, a dużo przyrody. To pokazuje, że nasza wrażliwość na piękno przyrody, docenianie jej potencjału i znaczenia, to kapitał, który warto pielęgnować i twórczo rozwijać. To też pokazuje, że wzrastać będzie społeczna presja na zmianę dotychczasowych sposobów zarządzania przyrodą w Polsce, zwłaszcza tych polegających na wycinaniu lasów lub odstrzeliwaniu zwierząt.
Warto uczyć się przyrody i poznawać prawa nią rządzące. I warto bronić polskiej przyrody przed zniszczeniem, bo to jest nasz rodzimy, bardzo cenny i wyjątkowy kapitał. Bardzo łatwo można go zniszczyć. Bardzo trudno będzie go odzyskać.
