Odszedł wybitny brytyjski astrofizyk i kosmolog Stephen Hawking. Nie tylko naukowiec i profesor, ale też – co jest mniej powszechnie wiadome - uznany myśliciel, filozof i ciekawy świata człowiek. Niektóre jego powiedzenia znalazły się już w klasyce aforyzmów i cytatów wszechczasów. Nad jednym z nich warto się zatrzymać.

REKLAMA
Stephen Hawking był dotkniętym straszliwą chorobą ciekawym (wszech)świata człowiekiem, który mimo fizycznych ułomności nie poddawał się, nie załamał, lecz ciężko pracował przez ponad pół wieku. Był to człowiek, który odniósł sukces na miarę Isaaca Newtona czy Alberta Einsteina. Zostawił po sobie nie tylko wybitne książki popularnonaukowe o kosmologii, takie jak „Krótka historia czasu. Od Wielkiego Wybuchu do czarnych dziur” (ang. A Brief History of Time: From the Big Bang to Black Holes), ale też wiele celnych, czasem humorystycznych powiedzonek, dzięki którym rzeczy trudne i złożone nagle okazywały się być zrozumiałe i proste. Pytany o swój iloraz inteligencji odpowiadał, że nie ma pojęcia, a ludzie, którzy przywiązują do tego wagę, są zakompleksieni. Twierdził, że podróże w czasie nigdy nie będą możliwe, a „najlepszym dowodem, jaki posiadamy (…) jest to, że nie przeżywamy dziś najazdu hord turystów z przyszłości”. Rozmyślał o czarnych dziurach, kiedy kładł się do łóżka, bo „moje inwalidztwo sprawia, że jest to bardzo powolny proces, więc miałem dużo czasu”. Ostrzegał też przed próbami nawiązywania kontaktu z istotami pozaziemskimi, bo rezultat może być „podobny do odkrycia Ameryki przez Kolumba, co nie skończyło się dobrze dla rdzennych Amerykanów”.
Chętnie, obrazowo i zazwyczaj bardzo trafnie oceniał społeczeństwo, jako organizację ludzką posiadającą pewne wyjątkowe dla siebie cechy oraz życie społeczne jako fenomen relacji zachodzących pomiędzy ludźmi. Jedno z jego twierdzeń odnoszących się do relacji międzyludzkich wydaje się szczególnie wartościowe i jako takie warte jest dodatkowego przypomnienia: „Największe osiągnięcia ludzkości powstały dzięki rozmowom. A jej największe niepowodzenia są skutkiem braku rozmowy. Nie musi tak być. Nasze największe marzenia mogą stać się rzeczywistością. Z technologią, którą dysponujemy, możliwości są nieograniczone. Wszystko, co musimy zrobić, to upewnić się, że wciąż rozmawiamy”.
Cóż to twierdzenie może znaczyć? Dla każdego pewnie trochę co innego. Dla mnie jest to niebanalna wypowiedź wybitnego przedstawiciela nauk ścisłych i wnikliwego obserwatora życia społecznego. Człowieka z dwóch oderwanych od siebie, ale tak naprawdę połączonych ze sobą światów. Wskazówka świadcząca o tym, że na świecie istnieją nie tylko ludzie i rzeczy, ale także ich cechy, właściwości oraz wiążące je relacje. Jeśli tak, to ma to swoje dalej idące konsekwencje. Wypowiedź Hawkinga pokazuje, że życia społecznego w demokratycznym państwie prawnym nie da się definiować ani przez pryzmat nihilizmu społecznego (społeczeństwo ani formy jego organizacji nie są ważne, liczę się jedynie ja, jako pojedyncza jednostka ludzka), ani kolektywizmu (wspólnota znaczy więcej, niż poszczególne jednostki ludzkie, które się na nią składają – co w skrajnej formie może prowadzić do totalitaryzmu). To jest coś pomiędzy tymi dwoma poglądami. Społeczeństwo to zespół wszystkich indywidualnych osób, z których każda jest trochę inna i każda układa sobie relacje z innymi osobami na swój własny sposób. Jedni ludzie są szlachetni, mądrzy i kulturalni, a inni są głupi, gnuśni i prostaccy. Jedni dążą do nawiązania kontaktu, inni wolą zamknąć się w sobie i działać w pojedynkę. W tym sensie zarówno wiara w nihilizm społeczny, jak i kolektywizm, jest wiarą złudną, szkodliwą i niepotrzebną. Nie da się definiować całego społeczeństwa przez pryzmat jednej osoby. Nie da się też stawiać na piedestał społeczeństwa, które z definicji przecież dąży do tego, by wykształcić swoje elity – grupę jednostek mądrych, cnotliwych i kulturalnych, do których ludzie w swojej masie będą chcieli równać i którzy – przynajmniej z założenia – będą tym społeczeństwem kierować, pomagając mu rozwijać się cywilizacyjnie, gospodarczo czy kulturowo. Zatem sama wspólnota ludzka dostrzega tę swoją ułomność i niedoskonałość, która powoduje, że konieczne staje się wyróżnienie niektórych jednostek ze względu na posiadane przez nie przymioty, zasługi lub cel do osiągnięcia przez całą społeczność.
Inna rzecz, na ile miarodajny jest proces wyróżniania tych jednostek. W ustrojach o cechach autokratycznych będzie to grupa osób, która za pomocą posiadanych przez siebie narzędzi (aparat władzy, siły zbrojne, służby ochrony porządku publicznego wraz z aparatem przymusu bezpośredniego i pośredniego, „skrawanie” prawa do własnych celów, upowszechnianie pożądanych przez siebie narracji, in.) będzie dążyć do narzucania własnych interesów całej wspólnocie twierdząc, że to się jej opłaca. W ustrojach o cechach demokratycznych będzie to grupa osób wyłoniona na gwarantowany prawnie okres czasu przez ogół obywateli do reprezentowania tego ogółu, dbająca o interesy reprezentowanej przez siebie społeczności i odpowiadająca przed nią przez poddawanie się cyklicznej weryfikacji wyborczej. A w demokracjach dojrzałych i ugruntowanych będzie to grupa osób, których elitarność będzie wyrażać się nie tylko szacunkiem dla demokratycznej formy państwa, ale też dla metod sprawowania władzy i sposobów podejmowania decyzji, opartych na zasadach przejrzystości i odpowiedzialności za podejmowane decyzje, równości wobec prawa, pluralizmie politycznym i społecznym, przestrzeganiu prawa do rzetelnego i sprawiedliwego procesu oraz praw człowieka i obywatela. Nieodzownymi elementami demokracji są też: wolność poglądów, słowa i prasy; dostępność sfery polityki dla wszystkich obywateli bez ograniczeń ze względów rasowych, klasowych, majątkowych, czy religijnych; uznanie cyklicznie i uczciwie przeprowadzanych wyborów za główne źródło prawomocności władzy; odpowiedzialność rządzących przed rządzonymi (m.in. przez instytucje kontroli władzy i system wyborów); wreszcie podział władz, wyrażający ideę wzajemnego kontrolowania się ośrodków władzy oraz przez działalność opozycji politycznej.
Demokracja wywodzi się ze starożytnej myśli politycznej i filozoficznej. Narodziła się w Atenach i ewoluowała w trakcie dziejów aż do swej obecnej postaci. Tworzyła się w historii licznych wojen i rewolucji społecznych, podlewana krwią, bólem i znojem spektrum różnych aktorów, reprezentujących różne społeczności, profesje, klasy, rasy i wyznania. Rozwijała się w trakcie wielkich debat społecznych pomiędzy ludźmi, którzy dążyli do znalezienia najlepszej formy zabezpieczenia praw i interesów jednostki ludzkiej wśród innych ludzi. Zbierali kolejne doświadczenia i wymyślili, że w tym złożonym, zróżnicowanym, wielkim i skonfliktowanym wewnętrznie świecie najlepszą formą sprawowania władzy w państwach jest demokracja. To ustrój, który nie tylko zabezpiecza interesy własne, ale też utrzymuje władzę w ryzach, porządkuje i racjonalizuje życie publiczne oraz stwarza warunki dla dalszego cywilizacyjnego i kulturowego rozwoju. Ustrój, który jest ułomny, czasem nierozumiany, podatny na nadużycia. Ale to ustrój, który posiada wmontowane w swą istotę instrumenty kontroli i weryfikacji, posiadający zdolność do naprawy. Dotychczas – jak słusznie zauważył Winston Churchill - nikt nie wymyślił lepszego.
Warto więc zatrzymać się nad aforyzmami Stephena Hawkinga, bo zazwyczaj są one nie tylko ładnie podane, ale też mają głęboką treść. Warto rozmawiać, komunikować się nie dla samego uprawiania dialogu, lecz po to, by się lepiej rozumieć i poznawać. Budować wspólne cele i marzenia, i wspólnie – na przejrzystych i klarownych zasadach – dążyć do ich spełnienia w imię wspólnych korzyści. Czasem jest to bardzo trudne, wymaga chęci wszystkich zainteresowanych stron. Jednak w długiej perspektywie to się zwyczajnie opłaca.