O autorze
Od kilkunastu lat zajmuję się zagadnieniami związanymi z funkcjonowaniem państw i społeczeństw, a także zachodzącymi między nimi relacjami. Napisałem na te tematy dwie książki (jedną z kolegą) i kilkadziesiąt artykułów.

Ten blog powstał po to, aby móc podzielić się informacjami i przemyśleniami z różnych dziedzin. Będzie trochę o stosunkach międzynarodowych, o dziennikarstwie, o kulturze i o historii. Będę pisać o sporcie i o naszej przyrodzie. Czasem zrecenzuję ciekawą książkę. Nie będzie partyjniactwa i doktrynerstwa, bo ich nie lubię. Będę chciał pokazywać wyższość tego, co łączy, od tego, co dzieli.

Nie -

W ostatnich miesiącach przedstawiana w ośrodkach naukowych, analitycznych i medialnych charakterystyka sytuacji międzynarodowej coraz częściej zaczyna się przedrostkiem „nie”. Niejasność, nieprzewidywalność, niestabilność – liczbę podobnych wyrazów można mnożyć. W ostatnim czasie pojawiły się nowe wyrazy, tj. niewolność i niepewność. Czas podjąć działania, by przedrostek „nie” w diagnozie otoczenia międzynarodowego stracił rację bytu.


Amerykański politolog polskiego pochodzenia Andrew A. Michta opublikował w czasopiśmie „The American Interest” artykuł, w którym uzasadnia, że tradycja wolnej debaty, jako nieodzownego warunku funkcjonowania demokracji, jest coraz częściej celem ataków ze strony środowisk akademickich, dziennikarskich i politycznych na Zachodzie. Zdaniem autora, demokracje zachodnie znajdują się obecnie w punkcie zwrotnym w obszarze przestrzegania wolności słowa. W USA coraz częściej dostrzegane są elementy autocenzury dyskusji. W kraju, który dotychczas był dumny z tradycji wolności słowa, uczestnicy dyskusji nie chcą już wygłaszać kontrowersyjnych poglądów w obawie, że zaburzy to rozwój ich kariery zawodowej lub wykluczy społecznie (czyli pojawia się „niewolność”). Niemcy i Francja wprowadziły regulacje prawne zaostrzające kary za stosowanie „mowy nienawiści” w mediach społecznościowych. Z badań prowadzonych w państwach europejskich wynika, że „wolność prasy jest dziś bardziej krucha, niż kiedykolwiek od czasu zakończenia zimnej wojny, zważywszy na wzrost ataków i prób zastraszania dziennikarzy”. Wolność mówienia i argumentowania jest ograniczana nie tylko przez upowszechnienie się nowych norm, ale też wprowadzanie formalnych zakazów dotyczących tego, czego nie należy mówić, by nie być wykluczonym z udziału w debacie społecznej.

Jak na ironię – pisze autor – „ostatni atak na fundamentalne wartości naszej demokratycznej tradycji został pogłębiony przez prawdopodobnie największy ideologiczny triumf w historii Zachodu i – z perspektywy czasu – nasz najbardziej niebezpieczny moment”. Chodzi o przemiany polityczno-społeczne lat 90. w naszym regionie Europy. „Po obu stronach Atlantyku dopingowaliśmy annus mirabilis, ciesząc się na widok całkowitego i pozornie nieodwołalnego triumfu demokracji - ostatecznego spełnienia amerykańskiego przywództwa oraz zachodnich nakładów krwi i pieniędzy, aby powstrzymać komunizm, zachować i rozszerzyć wolność”. Jednak upadek ZSRR i zachodnie poczucie zwycięstwa niosły ze sobą ukryte zagrożenie, które w ciągu niespełna 30 lat pogłębiło podziały i osłabiło podstawy wolności jednostki w państwach zachodnich. „Zachód sam padł ofiarą postoświeceniowego złudzenia o doskonałości człowieka”. Wolność na Zachodzie zanika nie dlatego, że pokonała go obca armia lub gospodarka, lecz przez własne dziedzictwo, ortodoksje i samoograniczenia, przez które odradzają się dawne linie podziałów: rasowe, etniczne czy ideologiczne. „Ameryka nie jest sama, ponieważ podobne linie niewolności przekształcają też jedne z najstarszych tradycji politycznych w Europie”. Zachód pogrąża się w walce o zachowanie fundamentalnych tradycji demokratycznych. „Nadszedł czas, byśmy wszyscy podjęli walkę o wolność” – apeluje politolog.

Z kolei Michael Spence – amerykański noblista w dziedzinie ekonomii – na witrynie „Project Syndicate” opublikował artykuł nt. ekonomicznych skutków pojawiania się nowych obszarów niepewności, jako zjawisk charakteryzujących współczesny świat. Podkreśla znaczenie instytucji, zasad i mechanizmów zarządzających światową gospodarką, bez których wpływanie na te procesy będzie coraz mniej skuteczne.


Zdaniem autora, głównym źródłem pogłębiającej się niepewności w świecie jest chińsko-amerykańska „wojna handlowa”, która skutkuje obniżeniem poziomu inwestycji zagranicznych, osłabieniem powiązań gospodarczych i spadkiem konsumpcji w wymiarze globalnym. W samych USA narasta niepewność związana z wydarzeniami politycznymi: czy Donald Trump wygra drugą kadencję prezydencką w 2020 r., czy też władzę przejmie administracja wywodząca się z Partii Demokratycznej. W Europie pojawiły się nastroje nacjonalistyczne i populistyczne, a partie antyestablishmentowe mają większe poparcie lub wręcz przejęły władzę w wielu krajach. Analiza sytuacji prowadzi autora do wniosku, że Unia Europejska stoi przed wyzwaniem przeprowadzenia głębokich reform strukturalnych, czemu jednak nie sprzyja osłabienie polityczne dwojga przywódców, którzy mogliby przeprowadzić takie działania: Angeli Merkel i Emmanuela Macrona. Całości obrazu dopełnia proces brexitu, ryzyko kryzysu fiskalnego we Włoszech oraz pespektywa wyborów do Parlamentu Europejskiego, która może doprowadzić do istotnych zmian w składzie Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej. Do zwiększania poczucia niepewności w świecie przyczyniają się też nowe technologie cyfrowe, ponieważ nie został dotychczas zbadany ich wpływ na współczesne procesy polityczne. Należy również dostrzegać znaczenie silnych trendów ekonomicznych, tj. polaryzacja dochodów i rynków pracy w krajach rozwiniętych.

Globalna gospodarka przechodzi więc proces zasadniczej przemiany, ze względu na wzrost roli rynków wschodzących (zwłaszcza azjatyckich), cyfrową transformację modeli biznesowych, zmiany w globalnych łańcuchach dostaw, a także wzrost znaczenia rynku usług i budowania przewag komparatywnych w globalnym handlu. Zdaniem autora, współczesne trendy wyprzedzają możliwości adaptacyjne dotychczasowych wiodących potęg gospodarczych i instytucji międzynarodowych, co przedłuża okres niepewności. Nie musi to jeszcze – zdaniem autora - oznaczać zatrzymania lub kryzysu gospodarczego. Zaleca on jednak dużą ostrożność w budowaniu polityki przez firmy, inwestorów, konsumentów oraz rządy, dopóki czynniki zmiany nie ustabilizują się na tyle, aby mogły być moderowane przez zasady i instytucje rządzące gospodarką w świecie.

To tylko dwa wybrane artykuły uzasadniające tezę, że należy podjąć działania usuwające przyczyny funkcjonowania przedrostka „nie” z wyrazów charakteryzujących współczesne środowisko międzynarodowe. Państwa, zwłaszcza takie jak Polska (średniej wielkości, usytuowane centralnie w Europie, posiadające duży potencjał polityczny i gospodarczy), mogą wiele zrobić na rzecz ustabilizowania i budowy większej przewidywalności otoczenia, zwłaszcza w swoim sąsiedztwie. Mogą np. zacząć od zbudowania nowej państwowej strategii bezpieczeństwa i rozwoju, która sprawi, że działania decydentów politycznych w tym zakresie staną się bardziej przewidywalne i przemyślane, a mniej reaktywne i doraźne. Rozwiązania problemu należy szukać w dalszym wzmacnianiu pozycji i roli Polski w NATO i UE, w formatach multilateralnych, ograniczających ryzyko „inwestycji tylko w jednego konia”, w budowaniu różnych kanałów partnerstwa i współpracy. Można podjąć walkę z wykluczeniami i odradzaniem się linii podziałów społecznych: ideologicznych, kulturowych, etnicznych czy innych przed edukowanie i pokazywanie świata w całej jego różnorodności. Można przeciwstawiać się peryferyjności, zarówno gospodarczej (kapitałowej), jak i mentalnej (tzw. folwarcznej). Odbudować zaufanie do prawa i instytucji. Można też dążyć do uniezależniania polskiej polityki bezpieczeństwa i zagranicznej od doraźnych uwarunkowań bieżącej polityki wewnętrznej. Na razie brak takiego rozdziału powoduje, że wizerunek Polski w świecie kształtowany jest głównie przez pryzmat wydarzeń krajowych i kłótni partyjnych, a nasze możliwości oddziaływania na otoczenie międzynarodowe – zamiast rozszerzać się – pozostają ograniczone.

Stawka jest wysoka. W świetle powyższego nadszedł czas, by przedrostek „nie” stracił rację bytu.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...