Zakończył się wielki finał zawodowej ligi koszykówki NBA. Po raz pierwszy w historii wygrała go drużyna z Kanady – Toronto Raptors. Precedensów jest więcej.
REKLAMA
Nowi zwycięzcy NBA to jeden z najmłodszych zawodowych zespołów koszykarskich grających w tej lidze. Zostali utworzeni w 1995 roku. Raptors są drugą po Toronto Huskies kanadyjską drużyną w najlepszej koszykarskiej lidze świata. Tamta drużyna grała jednak w lidze tylko przez rok i to w zamierzchłej przeszłości, w sezonie 1946/1947. Osiągnęła wówczas przeciętny bilans meczów (22:38) i opuściła rozgrywki. Na przełomie XX i XXI wieku w NBA grała też inna drużyna z Kanady - Vancouver Grizzlies, która jednak w 2001 roku przeprowadziła się do amerykańskiego Memphis. Od tej pory to Raptors są jedyną kanadyjską drużyną w NBA. I – co ważne – zwycięską. Wygrali ligę po raz pierwszy w swojej 24-letniej historii. Po raz pierwszy w 73-letniej historii zawodowej ligi koszykówki (w latach 1946-1949 była to „Basketball Association of America” – BAA, od 1949 r. liga gra pod nazwą „National Basketball Association” - NBA) zwyciężyła drużyna, której siedziba znajduje się na terytorium innego państwa, niż Stany Zjednoczone.
Bezprecedensowy był również sposób wyboru nazwy dla powstającej w Toronto nowej drużyny. Grupa właścicielska zespołu przeprowadziła w 1994 r. szeroko zakrojone badania marketingowe, a następnie ogólnokrajowe głosowanie. Zwyciężyła nazwa „Raptors” (właściwie: Ptaki drapieżne, tu: nazwa najczęściej tłumaczona jest jako Dinozaury), spopularyzowana przez film Stephena Spielberga pt. „Jurassic Park” na podstawie książki Michaela Crichtona. Film ten już od roku był wyświetlany w kinach, obudził globalną „dinomanię” i stał się jednym z najbardziej dochodowych obrazów w historii światowej kinematografii. Wśród wielu propozycji nowej nazwy, na czołowych miejscach znalazły się również „Bobcats” (Rysie), „Dragons” (Smoki), „Beavers” (Bobry), „Scorpions” (Skorpiony), a nawet „T-Rex”. Po wyborze nazwy opracowane zostało logo nowego klubu. Widnieje na nim piłka w kształcie łapy dinozaura. Barwy klubu z Toronto to jasnoczerwony, fioletowy, czarny i srebrny.
Pamiętać należy, że wybór nazwy dla klubu z Toronto był bezprecedensowy w niepowtarzalnym systemie doboru nazw dla klubów z NBA. Nazwy koszykarskich zespołów zazwyczaj wywodzą się z amerykańskiej historii, kultury lub wyjątkowej cechy reprezentowanego przez siebie miasta lub stanu. I tak, mogą odwoływać się do rdzennych społeczności lokalnych (np. Atlanta Haws), niepowtarzalnego charakteru reprezentowanego przez siebie regionu (Chicago Bulls, Dallas Mavericks, Los Angeles Lakers, Denver Nuggets), ulokowanych w mieście centrów nauki i kultury (Houston Rockets, Orlando Magic), regionalnych obyczajów i tradycji (New Jersey Nets, New York Knicks), miejscowej fauny (New Orleans Pelicans), zwycięskich tradycji (Boston Celtics), a także ważnych dla Amerykanów wydarzeń i okoliczności historycznych (Philadelphia 76ers, Cleveland Cavaliers, Charlotte Hornets). Docenić przy tym należy znaczący wpływ amerykańskich tradycji demokratycznych w procesie wyboru nazw dla klubów. W dobrym tonie jest, aby właściciele klubu – najczęściej za pośrednictwem lokalnych mass-mediów - organizowali plebiscyty dla kibiców, w których mogą oni głosować na nazwę dla klubu. Pozytywnym skutkiem ubocznym takich działań jest to, że kibice zaczynają identyfikować się z drużyną, ponieważ mogą wcześniej uczestniczyć w procesie wyboru nazwy dla niej, rozumieją jej pochodzenie i mogą się z nią utożsamiać. Niektóre kluby honorują swoich najbardziej zaangażowanych fanów okolicznościowymi karnetami, wejściówkami lub gadżetami. Przyjęte jest też, że zawodnicy z klubów NBA lub całe drużyny angażują się charytatywnie i społecznie, np. organizując okolicznościowe spotkania dla dzieci i młodzieży, propagując koszykówkę, a pośrednio aktywny tryb życia, szacunek dla pracy, wytrwałości, uporu w dążeniu do celu. Taka drużyna może więc liczyć na silne wsparcie lokalnej społeczności, bo reprezentuje jej region, odzwierciedla i promuje miejscowy charakter, kolejnymi zwycięstwami współtworzy lokalną dumę i patriotyzm.
Kanadyjczycy również zdążyli wnieść znaczący wkład w inżynierię tworzenia nazw dla klubów z NBA. W 1994 roku przeprowadzony został proces wyboru nazwy dla nowotworzonej drużyny w Vancouver. Początkowo wydawało się, że nowy klub będzie nazywać się Vancouver Mounties (od górzystego terenu, gdzie ulokowane jest to miasto). Ostatecznie wybrano nazwę Grizzlies (od gatunku występującego w regionie niedźwiedzia), które w głosowaniu przeważyło nad Ravens (Kruki). Przed sezonem 2001/2002 klub z Vancouver został przeniesiony do Stanów Zjednoczonych, do Memphis w stanie Tennessee. Ulokowane w tym mieście przedsiębiorstwo Federal Express, zajmujące się przewozem przesyłek i logistyką o zasięgu globalnym, miało ponoć proponować pokaźną kwotę za zmianę nazwy klubu na Express. Oferta została jednak odrzucona przez NBA, jako sprzeczna z tradycją i wartościami reprezentowanymi przez zawodową ligę koszykówki. Dotychczasowa nazwa klubu, mimo przeprowadzki do innego miasta oddalonego o 4 tysiące kilometrów, została utrzymana i funkcjonuje do dzisiaj. Natomiast drużyna z Toronto – jak już wspomniano - jako pierwsza otrzymała nazwę wywodzącą się od kinowego hitu i globalnej fascynacji prehistorycznym światem. Nie umniejsza to faktu, że Kanadyjczycy są z niej bardzo dumni i szczęśliwi, że udało jej się zdominować w tym roku ligę NBA. Raptors odbudowują bowiem poczucie dumy Kanadyjczyków, a ich wywalczone w trudzie i znoju sukcesy są najlepszym remedium na kompleks niższości wobec potężnego sąsiada z południa. Zwłaszcza, że wynalazcą koszykówki jest James Naismith - kanadyjski lekarz, który pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego w szkole. Koszykówka szybko rozpowszechniła się w USA, a następnie w Europie. W 1936 roku po raz pierwszy znalazła się w programie igrzysk olimpijskich w Berlinie, jeszcze za życia twórcy tej dyscypliny.
W pierwszych latach swojego istnienia Toronto Raptors nie odgrywali w lidze znaczącej roli, mimo zatrudniania znanych w świecie zawodowej koszykówki nazwisk. Pierwszym menadżerem zespołu w latach dziewięćdziesiątych był Isiah Thomas – dwukrotny mistrz NBA z Detroit Pistons. W klubie grało też kilka gwiazd, m.in. Vince Carter, Tracy McGrady, Marcus Camby, Damon Stoudmire, czy Chris Bosh, którzy jednak nie zagrzali w Toronto długo miejsca. Swój ostatni sezon w NBA (2001/2002) rozegrał też w Raptors Hakeem "The Dream" Olajuwon. W pierwszym sezonie w historii Raptors wygrali zaledwie 21 meczów na 82 rozegrane, będąc jednak jedną z tych nielicznych drużyn, która potrafiła pokonać w meczu fazy zasadniczej późniejszych mistrzów NBA Chicago Bulls (Bulls zakończyli fazę zasadniczą w sezonie 1995/1996 z rekordowym bilansem meczów: 72:10). Dopiero od sześciu lat ekipie z Toronto udaje się regularnie awansować do fazy play-off, a nawet odgrywać w tej fazie rozgrywek znaczącą rolę. W 2016 roku Raptors po raz pierwszy znaleźli się w finale konferencji wschodniej, gdzie przegrali z przyszłymi mistrzami NBA Cleveland Cavaliers 2:4.
Fazę zasadniczą sezonu 2018/2019 Raptors zakończyli na drugim miejscu konferencji wschodniej z bilansem meczów 58:24. W pierwszej rundzie fazy play-off pokonali Orlando Magic w pięciu meczach (4:1, po porażce w pierwszym meczu; poszczególne rundy fazy play-off w NBA rozgrywane są do czasu, aż któraś z drużyn zwycięży w czterech meczach). W półfinale konferencji pokonali Philadelphię 76ers 4:3, chociaż przegrywali już 1:2. Do historii przeszedł rzut Kawhi Leonarda w ostatniej sekundzie ostatniego, siódmego spotkania, przy wyniku 90:90. Piłka po jego rzucie aż czterokrotnie odbijała się od obręczy, by wreszcie wpaść do kosza i rozstrzygnąć losy półfinału. W finale konferencji wschodniej Raptors przegrywali z Milwakee Bucks 0:2, by wygrać kolejne cztery mecze i całą serię 4:2. Za to wielki finał z broniącymi tytułu Golden State Warriors rozpoczęli od wygranej i – mimo potknięć w drugim oraz piątym meczu – szybko zdobyli przewagę w całej serii, utrzymali ją, by ostatecznie zwyciężyć w finale 4:2 i w całej lidze. Wygrana ta jest tym cenniejsza, że osiągnięta nad zespołem Golden State Warriors, który w ciągu ostatnich sześciu lat za każdym razem dochodził do finału i aż cztery razy go wygrywał.
Koszykarze Toronto Raptors to takie społeczeństwo Kanady w pigułce: grupa przedstawicieli różnych kultur i osobowości. Grają tam m.in. Kameruńczyk, Kongijczyk, Hiszpan, a prezes klubu wychowywał się w Nigerii. To oni pokazali siłę różnorodności, piękno sportowej rywalizacji w pełnym kolorycie i krasie. Udowodnili, że w grach zespołowych decydujące znaczenie może mieć ciężka metodyczna praca, serce do walki i współpraca całego zespołu. Ekipa z Toronto wydobyła tę niezbędną do osiągnięcia sukcesu wartość dodaną, wynikającą z wzajemnego wspierania się zawodników i sztabu szkoleniowego dla dobra drużyny. Wygrała bez wielkoformatowych gwiazd w składzie i z trenerem, którego największym osiągnięciem były dotychczas dwa mistrzostwa Wielkiej Brytanii oraz jedno w D-League (National Basketball Association Development League) – przedsionku do NBA, zdobyte w 2011 roku. Osiągnęła coś wyjątkowego, co udawało się dotychczas tylko pojedynczym obcokrajowcom, grającym z zespołach amerykańskich z krwi i kości. Tym razem ligę wygrała drużyna z Kanady. Zwyciężyła – trzeba to podkreślić – w pełni zasłużenie. Należy żywić nadzieję, że dzięki temu NBA w przyszłości będzie jeszcze bardziej ciekawa, kolorowa i nieprzewidywalna. Bo na jej przykładzie świetnie widać, jak mogą spełniać się najbardziej nieprawdopodobne marzenia.
