Właśnie mija 75. rocznica zakończenia Powstania Warszawskiego. Powstania, którego nie można ocenić jednoznacznie. 63 dni temu śpiewaliśmy powstańcze piosenki. Teraz na ulicach, w mediach i internetach - cisza.
REKLAMA
Godne i szczytne jest upamiętnianie powstania, śpiewanie piosenek, wspominanie podmuchu wolności i ogromu późniejszej tragedii. Ale niepokojący jest brak głębszej refleksji, czy tej hekatomby można było uniknąć? Czy można było przygotować się lepiej i uderzyć skuteczniej? Jaki był sens tego, że to, co mieliśmy najcenniejszego - dzieci i młodzież - posyłane były z pistoletami i butelkami z benzyną na czołgi? Że zginęło tak wielu ludzi, a miasto spalono i obrócono w gruzy? Wreszcie, co robić, by takie powstanie już nigdy więcej nie musiało wybuchać?
Pytań jest więcej, jednoznacznych odpowiedzi nie ma. Jedni będą podkreślać heroizm walczących, dla których wojenny zaduch niewoli i hitlerowskiego terroru był nie do wytrzymania. Będą uzasadniać, że dzięki temu zrywowi Polska po wojnie nie stała się republiką radziecką. Że po zakończeniu wojny polska odmiana socjalizmu była relatywnie łagodna. Że pokazaliśmy charakter, honor, odrębność i przywiązanie do wartości. Inni będą podkreślać to, że sami warszawiacy zaledwie kilka dni po wybuchu powstania obrzucali wyzwiskami powstańców i kazali im iść precz, bo bali się skutków przewidywanej przyszłej klęski. Że cele politycznie ani wojskowe zrywu nie zostały osiągnięte. Że powstańcy byli nieprzygotowani, a moment wybuchu powstania wybrany został źle. A jeszcze inni wzruszą ramionami, że to była kolejna piękna "polska katastrofa", ale trzeba otrzepać się i iść dalej.
Nie nam oceniać postawy rodaków sprzed 75 lat. Mamy to szczęście, że nie musimy dokonywać aż tak dramatycznych wyborów, jak oni. Ale wyciągać wnioski z przeszłości powinniśmy. I to, co jest jednoznaczne, nazywać po imieniu. Godność i heroizm, honor i poświęcenie to cnoty potężne i chwalebne zwłaszcza, że rzadkie. A skoro są rzadkie to trzeba je mądrze wykorzystywać. Zło i krzywdę czyni ten, kto wydaje na bezsensowną śmierć dzieci, młodzież i cywili. Złe jest przerabianie dzieci na żołnierzy i szafowanie ich życiem. Nie ma pożytku z ludzi, którzy nie żyją. Człowiek martwy jest martwy, klęska jest klęską, daremna ofiara heroizmu i męstwa to wciąż ofiara daremna. Patriotyzm to nie jest tylko gotowość do poniesienia każdej ofiary za Ojczyznę. To przede wszystkim życie i znój codziennej pracy. Powstanie Warszawskie to nie były gry planszowe, czy uśmiechnięte zdjęcia. To nie była przygoda ani zabawa. To była nieatrakcyjna medialnie groza śmierci dzieci, młodzieży i tysięcy Bogu ducha winnych osób. To masowe groby chowanych naprędce ludzi. To morze gruzów, nienawiść, bieda, głód, brud i smród pomieszane z uczuciem narastającej beznadziejnej rozpaczy. I te wiercące pytania: czy było warto? Czy było trzeba? Pytania spóźnione.
Dlatego trzeba pytać wcześniej, uczyć się na doświadczeniach z historii, wyciągać wnioski. Dla mnie podstawowy wniosek jest taki, żeby szanować się nawzajem. Uczyć i wymagać odpowiedzialności za czyny i słowa. Szukać tego, co łączy, rozmawiać, odrzucać podziały, tak jak różni na co dzień byli związani wspólną sprawą warszawscy powstańcy. Jak ktoś dzieli ludzi na lepszych i gorszych, to stawać po stronie tych gorszych, bo zazwyczaj to oni są wykluczani i krzywdzeni. Przez szacunek dla tego powstania i testamentu jego bohaterów.
