Czytam synonimy do słowa "wyklęty": amoralny, brudny, ciemny, cwaniacki, fałszywy, nieludzki, nikczemny, zepsuty... i wiele innych, podobnych. I nie wiem, kogo pamięć dziś czcimy.
REKLAMA
Czy jakiegoś czarno-białego mitu, który nie ma nic wspólnego z prawdą historyczną? Czy może pamięć o ludziach nieszczęśliwych, o pokręconych wojenną zawieruchą życiorysach, pełnych rozterek i niespełnionych nadziei, dociśniętych życiowo przez różne systemy wartości i tragiczne doświadczenia? Ludziach bardzo różnych, ale zazwyczaj łączyło ich jedno. Nikt z nich nie chciał pięknie umierać, oni chcieli normalnie żyć i pracować. Na swojej drodze dokonywali różnych wyborów, czasem pięknych i bohaterskich, czasem podłych i zbrodniczych. Bo byli w sytuacji patowej, bez dobrego wyjścia. Taka była tamta Polska - ani czarna, ani biała. Ona była bardzo, ale to bardzo szara. I trudna, bo z przetrąconym kręgosłupem.
Według obecnie propagowanych kryteriów, żołnierz wyklęty to żołnierz-patriota, w dodatku narodowy. Pięknie. Tyle tylko, że to oznacza, że słowa, które jeszcze niedawno miały swój pozytywny i uniwersalny wydźwięk (patriotyzm, narodowy), obecnie są zawłaszczone i wykoślawione. Tak, jakby patent na nie miała tylko jedna słuszna grupa. A to własność ogółu. O ile zbrodnia ma być nazwana zbrodnią, o tyle krew polskiego żołnierza była jednakowo bezcenna niezależnie od tego, którą drogą szedł ten żołnierz do ojczyzny.
Obecne reguły wyrządzają krzywdę pamięci ludzi żyjących w tamtych czasach, bo szufladkują. Nie pokazują pełni losów i kryteriów wyborów tamtych ludzi. Nie pokazują złożoności środowiska, w którym oni żyli, a o którym większość z nas nie ma bladego pojęcia. Budzą skrajne emocje zamiast łączyć i jednoczyć.
Dlatego uważam, że czynni politycy (może z nielicznymi wyjątkami) nie powinni publicznie interpretować historii. To rola historyków i nauczycieli w szkołach. W ten sposób zbudujemy szansę na to, że trudna historia ostatnich kilkudziesięciu lat będzie oceniona w takich proporcjach, jak to było w rzeczywistości, a nie jak komu wygodnie. A z klęsk i cierpienia minionych pokoleń wyrośnie poczucie jedności i wspólnoty, o które przecież walczyli i ginęli. Przy okazji zmusimy polityków, by więcej myśleli o przyszłości, bo po to przecież ich wybieramy.
