Nie taki wilk straszny? Nie bardziej niż człowiek!
Nie taki wilk straszny? Nie bardziej niż człowiek! CC / Lilly M

Czym różni się hodowla owiec, prowadzona przez ludzi również dla mięsa, od wilczego polowania, którego ofiarami czasami stają się owce? Niczym, poza skalą, znacznie większą w przypadku człowieka. Wbrew temu czyni się z wilków krwiożercze bestie, którymi nie są.

REKLAMA
W podkarpackich „Nowinach” mogliśmy niedawno przeczytać o wilku, który przedarł się przez dwumetrowe ogrodzenie gospodarstwa w Lutowiskach. Dziennikarz zapomniał napisać jak to uczyniły. Przeskoczyły? Wilki nie skaczą jak konie, a już na pewno nie latają. Z medialnego przekazu można domniemywać, że na czas ataku dostały skrzydeł. Być może się podkopały, wykorzystały słaby punkt w ogrodzeniu. Tego jednak się nie dowiemy.
„Wilki zagryzły pięć owiec”. Zagryzły, bo taką mają naturę, i żywią się mięsem. Stąd zupełnie niezrozumiały wydaje się sam tytuł artykułu. „Rzeź w zagrodzie”. Jaka rzeź? Pięć owiec? Nawet jeżeli jest to kolejna wizyta o rzezi mówić nie można. Pomimo że wizyta wilka może skończyć się zagryzieniem więcej niż jednej owcy.
W artykule o „rzezi w zagrodzie” w Lutowiskach pojawia się kolejny mit. „Wilki zagrażają ludziom”. Na czym miał polegać ten atak wilków? Na tym, że zostały w obronie stada, zaatakowane przez człowieka? Tego też tekst w „Nowinach” nie tłumaczy.
A jakie są fakty? Od stu lat nie odnotowano ataku wilka na człowieka w Polsce. To wilki boją się ludzi. Natomiast człowiek zagraża wilkom. Wilk może zaatakować, ale w obronie własnej, tak jak uczynić to może nawet koziołek sarny, który uzna, że człowiek jest za blisko, i przekroczył granicę dystansu ucieczki.
„Wystąpimy o odstrzał wilków” – mówią cytowani w „Nowinach” hodowcy owiec. I zaraz potem dodają – „Już się nie boją, a jest ich tak dużo, że tylko selekcja może zapobiec stratom. Nie chodzi tu o wystrzelanie wszystkich wilków, lecz jedynie tych, które zagrażają stadu, a teraz już i ludziom”. Wilki są zwierzętami wędrownymi, to czy występują na danym terenie determinuje dostępność pokarmu. Hodowcy nie są w stanie dokładnie określić, które wilki są odpowiedzialne za wizyty w ich zagrodach.
Bieszczady i Lutowiska, które nazywane są bramą do tych gór, są jedną z ostatnich kluczowych ostoi wilka. Problemem jest coraz mniejsze terytorium, na którym wilk może swobodnie żyć, i coraz większa presja ze strony człowieka w takich miejscach. Wchodząc na te tereny człowiek siłą rzeczy podejmuje ryzyko i musi kalkulować potencjalne straty. Tak jak uprawiając wodolubny gatunek rośliny na obszarze narażonym na długotrwałe i częste susze. Psy pasterskie wraz z jednoczesnym wykorzystaniem ogrodzeń elektrycznych – odpowiednio użytkowanych – mogą zmniejszyć ryzyko odwiedzin wilczych „gości”. Jeżeli hodowcy chcieliby całkowicie wyeliminować ryzyko musieliby wystrzelać wszystkie wilki, albo przenieść się tam, gdzie wilków nie ma. Mogą jednak minimalizować straty odpowiednimi zabezpieczeniami.
Po artykule o rzezi w Lutowiskach, ukazał się kolejny, już innego autora. Na marginesie zagryzienia przez wilka innej owcy, w innym miejscu w podkarpackim, pojawił się jeszcze jeden news „mrożący krew w żyłach”, w którym o głos został poproszony przedstawiciel leśno-łowieckiego środowiska. Powiedział on dziennikarzowi: „Szkody, jakie czynią szczególnie wśród płowej zwierzyny, są ogromne. Niemal codziennie można znaleźć w lesie resztki ich polowania.” Zastanawiające jest tutaj sformułowanie "szkody". Jakie szkody? Przecież wilki są ogniwem łańcucha pokarmowego i polując na dzikie zwierzęta nie wyrządzają szkód, ale zdobywają pożywienie.
Wilk jest zwierzakiem szczególnie prześladowanym. Owszem jest drapieżnikiem, bo tak, jak my, przedstawiciele Homo sapiens musi jeść. Jego problem polega jednak na tym, że w kraju zamieszkanym przez 38 milionów ludzi, on, wilk, liczy sobie jedynie 500-600 osobników. Tutaj liczby nie są zgodne, ponieważ obowiązuje rozbieżność punktów widzenia. Myśliwi, którzy liczą wilki w swoich obwodach, wykorzystają każdą okazję, aby liczebność wilka zawyżyć. Kreują też niesamowite historie, ot chociażby jak tą o przerażonych panach ze sztucerami z koła myśliwskiego w Dukli, na których wyszła wilcza wataha w 2011 roku. Podobno bardzo się wystraszyli. Tak bardzo, że donieśli o tym lokalnej prasie, i przypomnieli sobie, że czas już strzelać do tych watah.
Wilk nie jest desperatem. Nie atakuje owiec bez powodu. Owce są kalorycznym i tłustym pożywieniem. Głodny wilk, który w naturze żywi się żylastą dziczyzną, za którą musi się nieźle nabiegać, skorzysta ze smacznego mięsa owcy, zwłaszcza tego, które nie jest odpowiednio zabezpieczone. Owca w przeciwieństwie do dziko żyjących jeleni, nie ma w sobie naturalnego instynktu ucieczki przed drapieżnikiem. Ośmielony takim zachowaniem owcy wilk nie byłby wilkiem, aby z tego nie skorzystać. Każdy z nas zresztą tak by zrobił. Co wybralibyśmy w obliczu głodu? Wyczerpującą pogoń za pożywieniem, czy posiłek, który czeka na nas, podany na stole?
Jednego jestem pewien. Wilka powinniśmy chronić. Mamy taki obowiązek, bo jesteśmy jednym z nielicznych krajów w Europie, gdzie to zwierzę występuje. A promotorom nieprawdziwych mitów na temat wilka, wyróżniających cytaty w stylu "Wpadły i mordowały. Po rzezi poszły w las. Kto wie, gdzie teraz są", polecam książkę dla dzieci, "Wilk Ambaras".