P47, czyli Lubek (czerwony nadajnik) i P49, czyli Lugier (żółty) w momencie wypuszczenia do Bałtyku.
P47, czyli Lubek (czerwony nadajnik) i P49, czyli Lugier (żółty) w momencie wypuszczenia do Bałtyku. WWF Polska / Anna Kassolik

P47, P48, P49 i P50. Co oznaczają te symbole? To nie nowe łodzie podwodne w służbie polskich sił zbrojnych, ale oznaczenia fok szarych wypuszczonych w tym roku do Bałtyku przez Stację Morską w Helu we współpracy z WWF Polska. Właśnie minął pierwszy tydzień ich samodzielnego życia w morzu.

REKLAMA
W tym roku do Bałtyku trafiły cztery foki. Wszystkie są samcami. Trzy z nich urodził się w helskim fokarium. Czwarty przyszedł na świat w oliwskim ZOO. Te z fokarium mają imiona zaczynające się na literę „L”. Tradycją stało się już, że helskie foki, czyli te, które urodziły się w fokarium, są nazywane z alfabetyczną konsekwencją. Mamy zatem Laskorna, Lubka i Lugiera. Wszystkie trzy są „przyrodnim rodzeństwem”, bo łączy ich postać jednego ojca, Bubasa.
Wypuszczone w tym roku foki zostały wyposażone w specjalne nadajniki. Dzięki nim każdy może śledzić ich wędrówkę aż do czasu zmiany sierści, co nastąpi po okresie 7 do 8 miesięcy, kiedy odpadną przyklejone do niej aparaty. To, gdzie znajdują się obecnie foki możemy sprawdzić na specjalne mapie dostępnej na stronach WWF Polska i Stacji Morskiej w Helu. Nadajniki dostarczają cennych danych, które pomogą w lepszej ochronie fok szarych naukowcom. Dzięki nim wiemy na przykład, że foki mogą pokonać dystans 100 kilometrów w ciągu doby. Znamy też kierunki ich wędrówek.
Laskorn , „syn” Ewy, urodził się 7 marca, i ma numer P48. Jego imię oznacza w tradycji Kaszubów niewód, dawną sieć używaną do połowu łososia. Wyposażony w niebieski nadajnik, kieruje się w kierunku Gotlandii. To właśnie w północnej części Bałtyku udało się odbudować drastycznie kurczącą się liczebnie populację fok szarych w naszym morzu. Dzięki działaniom podjętym przez Skandynawów liczebność tych fok wzrosła z 4 tysięcy w latach 80. ubiegłego stulecia do 24 tysięcy teraz. Jest to jednak wciąż zaledwie ¼ wobec stanu liczebnego „bałtyckich” fok szarych sprzed 100 lat, kiedy żyło ich w Bałtyku około 100 tysięcy.
Lugier urodził się 8 marca 2012 roku. Numer oznaczenia na boku ciała P49. Matką Lugiera jest Ania. Jego imię oznacza w języku kaszubskim mały dalekomorski statek rybacki, przystosowany do długoterminowych rejsów i którym przy pomocy dryfujących sieci poławiano śledzie. Na pokładzie takiego statku istniała możliwość zasolenia ryb. Lugier został wyposażony w żółty nadajnik i przebywa w wodach Bałtyku, prawie, że w linii prostej od miejsca wypuszczenia. Stamtąd pochodzi ostatnio wychwycony przez satelitę sygnał.
Lubek, występujący pod numerem P47, urodzony przez Undę Marinę, w dniu 6 marca tego roku. Imię Lubek upamiętnia najwyższą wydmę na Półwyspie Helskim. Niestety w jego przypadku, czerwony nadajnik, wciąż nie wysłał sygnału. Nie oznacza to jednak, że Lubkowi coś się stało. Po prostu technika potrafi płatać figle. Wszystko wskazuje na to, że Lubek buszuje w wodach Bałtyku. Może być też tak, że dopiero za kilka tygodni zostanie przesłany sygnał.
Aron z oliwskiego ZOO, to ostatnia foka, z numerem P50. Urodził się z 1 marca. W momencie wypuszczenia jako pierwszy "puścił" się w morze. Zielony nadajnik wysłał ostatnio sygnał z rejonu środkowego wybrzeża. Wcześniej Aron zatoczył koło, płynąc na północ. następnie wzdłuż brzegów Bornholmu i kierując się ponownie na południe.
W naturze foki szare, które rodzą się w lutym i marcu, pozostają pod opieką samicy około dwa do trzech tygodni. Nabierają wtedy wagi dzięki tłustemu mleku matki. Po tym okresie samica opuszcza potomostwo. Małe foki, kiedy poczują głód ruszają do wody, w poszukiwaniu pokarmu. Tak rozpoczynają swoje samodzielne życie.
Cztery foki szare to niewiele, zwłaszcza jeśli weźmiemy napływające do Błękitnego Patrolu WWF i Stacji Morskiej zgłoszenia o znalezionych w tym roku martwych osobnikach. To zestawienie, żywych i martwych, pokazuje jak trudny jest proces przywracania fok szarych do Bałtyku. Na polskim wybrzeżu, niegdyś liczne, naukowcy szacują, że było ich w naszych wodach i u naszych brzegów około tysiąca, teraz są wciąż rzadkimi gośćmi. Polskie wybrzeże nie jest wcale takie gościnne z punktu widzenia foki, która potrzebuje spokoju na lądzie, bo na ląd wychodzi, aby odpocząć albo urodzić i podchować młode. Miejsc, gdzie foki, nie niepokojone przez człowieka, mogłyby mieć swoje ostoje jest po prostu mało. Piaszczyste wysepki w ujściu Wisły cieszą się obecnie największą popularnością. Bo tylko tam foki odizolowane od stałego lądu mają największe szanse na odpoczynek.