
Łoś staje się coraz częściej bohaterem kampanii na rzecz jego odstrzału. Dyskretnie lobbują za tym, ci, którzy chętnie pochwaliliby się polowaniem na łosia. Dlatego łosia oskarża się o szkody w uprawach leśnych, a wreszcie, co już brzmi absurdalnie o spadek poziomu bezpieczeństwa na polskich drogach.
REKLAMA
Zacytuję na wstępie fragment informacji, która wyszła kilka dni temu z Polskiej Agencji Prasowej. Czytamy w niej: „Są bowiem postulaty m.in. ze środowisk leśników, że łosi przybywa i wyrządzają coraz więcej szkód; często dochodzi też do wypadków drogowych z udziałem łosi, dlatego należałoby znieść moratorium, które zakazuje strzelać do tych zwierząt.”
Owszem łoś zjeść lubi. Potrafi skutecznie obgryźć uprawy leśne w okresie zimowym, kiedy poszukuje pokarmu m. in. w sosnowych młodnikach. Ale łoś zwierzę żywe i jeść musi. Natomiast samo słowo uprawy leśne. Skoro są uprawy, to odpowiedzialne za nie służby, ogradzają takie uprawy, do czasu, aż drzewo osiągnie wysokość chroniącą przed zgryzieniem przez zwierzynę płową. Inaczej sprawa się ma w przypadku zalesionych pól prywatnych, których to właściciele rzadziej zabezpieczają plantacje drzew przed łosiem. Skoro nie zabezpieczają, to dlaczego łoś ma nie skusić się na pędy sosny.
O ile w przypadku upraw leśnych, można się spierać i zastanawiać, jak szkód uniknąć, to w kwestii odpowiedzialności łosi za wypadki, dyskutować już trudno. Dlaczego? To tak jak oskarżać ludzi o przechodzenie przez drogę, na której odcinku nie ma przejścia dla pieszych użytkowników ruchu. Łoś, podobnie jak większość czworonogów, wędruje. To, że na trasie wędrówki pojawiają się drogi, nie jest już jego winą. Nie jest też winny tego, że w Polsce gwałtownie wzrosła liczba samochodów, a brawura wielu kierowców może doprowadzić do tragedii. Łoś po prostu chce przejść przez drogę. Nie czyni tego, żeby spowodować wypadek.
Ci, którzy postulują odstrzał łosia z racji zagrożenia dla ruchu drogowego, nie mają racji. Zdarzenia z udziałem łosia nie są masowym zjawiskiem. Mają charakter incydentalny. W niektórych przypadkach są wręcz zjawiskiem wyjątkowym. Przykładem tego może być niedawne tragiczne zdarzenie na odcinku autostrady między Łodzią a Warszawą, gdzie łoś chciał przeciąć trasę szybkiego ruchu.
Tragicznych wypadków nie unikniemy, jeśli wystrzelamy łosie. Zwierzęta, w tym zwierzęta domowe, odpowiadają za 0,04 procenta wypadków ze skutkiem śmiertelnym dla człowieka. Większość zdarzeń z udziałem zwierząt nie kończy się aż tak dramatycznie dla ludzi. Natomiast aż 98 procent wypadków oznacza śmierć zwierzęcia.
Wiele zależy od nas samych. Jadąc samochodem, szczególnie przez obszary, gdzie ustawia się nie bez powodu znaki informujące o dzikich zwierzętach, zwolnijmy. Noga z gazu. Po prostu! Jeżeli tego nie uczynimy, nawet spotkanie z sarną może skończyć się bardzo boleśnie. Inną sprawą są przejścia dla zwierząt. Te powoli powstają, ale wciąż daleko jest do ogłoszenia sukcesu w tej dziedzinie. Pomimo coraz większej wiedzy na ten temat, jak i coraz lepszej znajomości przebiegu korytarzy migracyjnych zwierząt, wciąż wiele jest do zrobienia.
A same łosie. Chociaż ich liczebność wzrosła - do 8 tysięcy, po okresie, kiedy było ich w Polsce niewiele, i jedynym matecznikiem łosia była Kotlina Biebrzańska - łosie powinny być nadal pod specjalnym nadzorem. Zniszczyć jest bardzo łatwo, przywrócić do natury, już nie.
Nie strzelajmy do łosi! To nie one są winne wypadkom!
