Po raz kolejny słyszę od polskiego rządu, a właściwie od ministra środowiska rekomendującego swoje stanowisko rządowi, że jest za parkami narodowymi. Niestety, na tym etapie rząd to za mało, i nie wiem, co na to stanowisko powiedzą posłowie. A na decyzje o powołaniu wciąż czekają planowane parki narodowe – Jurajski, Mazurski i Turnicki.

REKLAMA
Doświadczenie i praktyka dowodzą, że im dłużej rozstrzyga się na politycznym forum ważna sprawa, tym mniejsze są szanse na jej pozytywne zakończenie. Dzieje się tak przynajmniej w kwestiach dotyczących ochrony środowiska. Temat umiera, bo media nie mogą pisać wciąż o tym samym, poza najbardziej oddanymi sprawie dziennikarzami.
Chronicznym przykładem decyzyjnego niedowładu i przeciągania w czasie jest Puszcza Białowieska. „Oczywista oczywistość”, wizytówka Polski, zgłaszana jako kandydatka do tytułu „Cud Natury”, która nadal nie jest objęta na całym swoim obszarze parkiem narodowym. Były już zapewnienia, zalecenia i plany. Brakowało odważnych decyzji. Puszcza jest wciąż elementem politycznej kalkulacji z myślą o tej części elektoratu, która do parku podchodzi z nieufnością, nie widząc w nim potencjału dla rozwoju regionu, gdzie Puszcza jest zlokalizowana.
To już trzecia dekada, kiedy mówi się o potrzebie poszerzenia granic parku narodowego w tym ostatnim naturalnym lesie na Niżu Europejskim. Bezdyskusyjne kryteria przyrodnicze, bo takiego drugiego kompleksu leśnego w Polsce i w Europie nie ma, okazały się łatwe do podważenia. Wszystko przez obowiązującą Ustawę o ochronie przyrody. Pozwala ona na zawetowanie powstania bądź poszerzenia parku narodowego przez samorządy, w myśl zasady: „Nie, bo NIE”. W ten sposób minister środowiska nie mógł wykonywać swoich zadań, bo to minister decyduje w sprawach parków narodowych, ale ustawa narzuca w takim przypadku konieczności uwzględnienia weta. Adam Wajrak pisał kiedyś o tej paradoksalnej sytuacji, w której samorządom pozostawiono prawo wetowania planów ochrony przyrody, ale odebrano decydujący głos na przykład w przypadku budowy uciążliwej instalacji lub wysypiska śmieci.
Można jednak taką ustawę zmienić. Wobec braku politycznej woli do zmiany, na rzecz Puszczy i nie tylko Puszczy, obywatele zgłosili projekt takiej poprawki. W rezultacie w 2010 roku byliśmy świadkami niezwykłej inicjatywy obywatelskiej realizowanej pod hasłem „Oddajcie parki narodowi!”. Obywatele wnioskowali o zmianę. Nie oznaczałaby ona wykluczenia lokalnej społeczności z procesu tworzenia parku narodowego – po to są konsultacje, które mają uwzględnić jej interesy. Odbywałyby się one jednak z uwzględnieniem potrzeby ochrony cennych przyrodniczo obszarów. Jednocześnie nie odebrałaby uprawnień ministrowi, który w przypadku parku narodowego powinien kierować się kryteriami przyrodniczymi. Inicjatywa zdobył szerokie poparcie społeczne. Ćwierć miliona osób podpisało się pod projektem zmiany Ustawy o ochronie przyrody. Projekt wraz z podpisami został złożony na ręce marszałka sejmu.
Teraz mamy rok 2012. Obywatelski projekt nadal jest w sejmie. Najpierw posłowie przesunęli debatę nad nim do parlamentu obecnej kadencji. Potem przekazali sprawę do Komisji i Podkomisji. I co mamy teraz. Niepewność. Część posłów oficjalnie sprzeciwia się pomysłowi zmian. Wyciąga na poparcie swojego stanowiska, różne argumenty.
Czy głos rządu sprawi, że równie jednomyślnie postanowią posłowie koalicji? Czy oznacza rzeczywiste przyspieszenie? A może stanowisko rządu, rekomendowane przez ministerstwo środowiska, pozostanie jedynie gestem, a parków w Polsce nie przybędzie?