
Producenci i promotorzy GMO przypominają pierwszego sekretarza z mrocznych czasów, z nieistniejącego związku, mówiącego: Mam dwie wiadomości, dobrą i złą. Zacznę od tej złej. Będziemy musieli jeść g.... A dobra jest taka, że mamy tego g.... bardzo dużo.
REKLAMA
Szczerze mówiąc, kiedy czytam po raz kolejny, że GMO jest panaceum na światową nędzę i niedożywienie, to ręce opadają coraz mocniej na klawiaturę. Zwolennicy GMO kreują się na zbawicieli ludzkości, niosących jej bezinteresowną pomoc. Straszą, że świat pękający w szwach od wielkiej liczby ludzi, nie obejdzie się bez modyfikowanych genetycznie wynalazków. Bzdura!
Afryka jeszcze niedawno eksporter żywności
Dotychczasowe przykłady ze świata pokazują, że żywności wcale nie brakuje. Weźmy klęskę głodu, która dotknęła Niger. Ludzie głodowali, ale nie dlatego, że nie było żywności na targach i w sklepach. Było jej bardzo wiele. Po prostu nie było ich na nią stać. Gdyby nie susza, która dotknęła ich pola, nie musieliby jej kupować. Nie mieli pieniędzy.
Inny przykład. Część obszarów Afryki jeszcze nie tak dawno eksportowała żywność. Potem to się zmieniło. Programy naprawcze dla tego kontynentu, fundowane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, czy też Bank Światowy, zmuszały rządy afrykańskich krajów - dotyczy to także Nigru - do przechodzenia na np. wodochłonną uprawę bawełny. Polityka celna, obostrzenia dotyczące importu, faworyzujące produkcję rolniczą w Europie czy też Stanach Zjednoczonych, nie ułatwiają do dziś życia farmerom i hodowcom z krajów afrykańskich.
Nie jest tak, że Afryka zawsze nie była w stanie wyprodukować żywności na swoje potrzeby i jej eksportować. Jeszcze w latach 60-tych eksportowała 1,3 miliona tony żywności rocznie. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Afryka już nie eksportuje, ale importuje, a import zapewnia 25 procent żywności. Do czego zmierzam? To nie brak żywności, ale brak sensownej polityki żywnościowej, w zakresie upraw rolnych, tych niemodyfikowanych genetycznie, prowadzi do krachu.
Biedny rolnik nie zarobi
Panaceum na te biedy świata nie jest GMO. Co oznacza genetycznie modyfikowana uprawa dla rolnika? Nasiona roślin GMO są chronione patentem. W praktyce należą do firmy je produkującej. Wiąże się to, z koniecznością opłacenia licencji za korzystanie z tych nasion. I nie jest to opłata jednorazowa. Okazuje się, że jest coroczna, a zasłaniający się patentem koncern w rodzaju GMO, ma prawo domagać się roszczeń do swojej własności. Pozbawia zatem prawa do własności rolnika, który nie może korzystać z nasion pozyskanych w rezultacie uprawy.
Pójdźmy o krok dalej? Nawet jeśli w okolicy jest tylko jeden rolnik z nasionami GMO, to jest wysoce prawdopodobne, że pyłek roślin GMO przeniesie się na pole sąsiada, a uprawy wolne od GMO, stają się nim zapaskudzone, co niesie za sobą przeniesienie praw do patentu, również na pole rolnika za miedzą, który wybrał nasiona, nie należące np. do Monsanto.
Wymieniam Monsanto, bo jest to najbardziej jaskrawy przykład działania potężnego lobby, powiązanego z koncernem, którego ambicją jest podbój wszelkich upraw. Nasiona to tylko część źródeł branży zmodyfikowanej genetycznie. Uprawy GMO tworzy się pod określone marki herbicydów i pestycydów. W ten sposób kieszeń Monsanto pęcznieje, a rolnik staje się jego dozgonnym robotnikiem. Pola uprawne są monokulturami, a świat wcale nie staje się lepszy. Wygrywa ten, kto potrafi na tym zarobić, czytaj właściciele patentów do nasion i producenci chemii, którą traktuje się zmodyfikowaną uprawę.
Naukowcy wciąż prowadzą badania nad wpływem GMO na świat przyrody, w tym zdrowie człowieka. Raporty, które się pojawiają, już wskazują na to, że plony z modyfikowanych genetycznie roślin, nie torują drogi do dobrej i zdrowej żywności, mogą zagrażać bioróżnorodności. Wiele skutków upraw GMO poznamy znacznie później. Od zjedzenia żwyności GMO nie odpadnie nam ręka zaraz po jej zjedzeniu. Tykająca bomba uaktywni się póżniej.
Jeżeli powszechnie uznaje się, że w przypadku, kiedy istnieją podejrzenia, że coś może poważnie zaszkodzić środowisku i zdrowiu ludzkiemu, powinniśmy sobie dać z tym spokój, to może warto to zrobić w przypadku GMO. Monsanto i podobne mu podmioty, a wraz z nimi cała ich klientela, takiego spokoju nam nie dadzą. Widzą już te niepoliczalne kwoty, płynące z dochodów z patentów i sprzedaży GMO. Piszę to jako konsument, który chce mieć prawo wyboru, i móc wybrać żywność wolną od GMO.
Ad. Niektórych komentarzy:
1. Co do EFSA i decyzji pro-GMO, zbyt bliskie kontakty między tym urzędem a światem przemysłu zdarzają się zbyt często.
2. Żywność na targach była, ale sprzedający postanowili wykorzystać suszę i zarobić na niej spekulacją ceny. Tym, którzy nie znają problemu transformacji rolnictwa z takiego, ktore zapewniało zywność, na takie, które wymogły międzynarodowe instytucje, polecam ten krótki materiał.
3. Liczba mieszkańców Afryki rośnie, ale wciąż jest to najmniej ludny kontynent, a ziemia, która nie jest uprawiana staje się obecnie przedmiotem kontrowersyjnych dzierżaw dla zagranicznych koncernów i pozaafrykańskich państw.
1. Co do EFSA i decyzji pro-GMO, zbyt bliskie kontakty między tym urzędem a światem przemysłu zdarzają się zbyt często.
2. Żywność na targach była, ale sprzedający postanowili wykorzystać suszę i zarobić na niej spekulacją ceny. Tym, którzy nie znają problemu transformacji rolnictwa z takiego, ktore zapewniało zywność, na takie, które wymogły międzynarodowe instytucje, polecam ten krótki materiał.
3. Liczba mieszkańców Afryki rośnie, ale wciąż jest to najmniej ludny kontynent, a ziemia, która nie jest uprawiana staje się obecnie przedmiotem kontrowersyjnych dzierżaw dla zagranicznych koncernów i pozaafrykańskich państw.
Zamiast przypisów:
Zachęcam do lektury: GMO Myths and Truths
