Skutki "ochrony" polskiego brzegu przed morzem.
Skutki "ochrony" polskiego brzegu przed morzem. Ryszard Felkner / WWF Polska

Od wieków Bałtyk kształtował swoje brzegi, a brzegi nie potrzebowały ochrony przez ludzi. Na niektórych odcinkach, gdzie pojawił się człowiek, dokonano ich umocnienia. Jednak w większości przypadków, polskie wybrzeże wciąż jest formowane przez morze, a to przyciąga turystów spragnionych dzikich plaż. Niestety, jeżeli uda się zrealizować rządowy program na rzecz umacniania brzegów, takich plaż na wielu odcinkach wybrzeża już nie zobaczymy. Próbka tego co nas czeka jest już widoczna między Karwią a Jastrzębią Górą.

REKLAMA
Polskie Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Wodnej sponsoruje z pieniędzy podatników projekt nazywany ochroną brzegów. Już sama nazwa może budzić sprzeciw, bo o ile w przypadku miejsc, gdzie istnieją nadmorskie miejscowości, taka potrzeby ochrony ludzi przed morzem może zaistnieć, to na większości odcinków polskiego wybrzeża takiej konieczności już nie ma. Wręcz przeciwnie. Zaszkodzi to nie tylko krajobrazowi, ale i przyrodzie. W rezultacie realizacja programu może doprowadzić do tego, że do 2023 roku, na 300-kilometrowym odcinku polskiego wybrzeża Bałtyku zobaczymy umocnione brzegi oraz szereg zabezpieczeń przed erozją brzegu.
Zdaniem dr Marty Majki Wiśniewskiej, aktualizowany obecnie rządowy „Program ochrony brzegów morskich” nie spełnia wymogów obowiązującego prawa unijnego i krajowego. Swoje uwagi krytyczne zgłosili ekolodzy z WWF Polska. O sprawie umacniania brzegów pisała niedawno Ryszarda Socha na łamach „Polityki”. Cytowani przez nią eksperci podkreślają, że ochrona brzegów w kształcie proponowanym przez resort transportu nie ma uzasadnienia ekonomicznego. Co więcej zapłacą za to podatnicy, bo planowane jest wydanie 900 milionów złotych na ten cel. Z kolei WWF w swoich uwagach do aktualizowanego Programu, zauważa, że zaledwie 10 procent z 300 kilometrów przewidzianych do „ochrony” betonem, kwalifikuje się do objęcia takimi działaniami.
Jest jeszcze jedno dno tej sprawy. Wraz z umocnionym brzegiem otworzą się nowe tereny pod zabudowę. I właśnie o te tereny toczy się druga gra. Umocniony brzeg, czy jak chce strona rządowa „ochroniony”, ośmieli deweloperów. Ruszy budowa osiedli z widokiem na morze. Bo na to znajdą się chętni. Z balkonu apartamentu może i nie będzie widać tego, co zniszczył człowiek. Na plaży pozostanie jednak problem. Betonowa zalewa, która skutecznie zniechęci turystów. Nie wszędzie będzie ona wylewką z betonu. Będą też różnego rodzaju „szańce”, ostrogi, czy też gabiony, jak te na zdjęciu, które już na wybrzeżu się pojawiły.
A na koniec cykl rozpocznie się na nowo, bo skoro będą już zabudowania, tam, gdzie wcześniej był urzekający swoim pięknem krajobraz, to będzie uzasadnienie, żeby je chronić przed morzem. I beton zostanie.