
Rosja miała już swojego Wielkiego Motorniczego, Generalissimusa, Słońce, które nigdy nie zachodzi, Przyjaciela Dzieci, Ojca Narodu. Dziś duch tego rodzaju tytulatury znów wraca wraz z Władimirem Putinem, który na potrzeby swojego wizerunku, próbuje dowieść, że jest też Pierwszym Ekologiem Rosji i świata. W tej kreacji przekroczył już wszelkie granice, i zaczyna być nie tylko śmiesznie, ale i strasznie.
REKLAMA
W bieżącym tygodniu Putin postanowił zostać Przewodnikiem Klucza Młodych Żurawi. Wzbił się w powietrze, i goniąc te ptaki, zamierzał pokazać, że potrafi przewodzić nawet skrzydlatym stworzeniom. Na miejscu nie zabrakło fotoreporterów. Media na całym świecie poświęciły lecącemu Putinowi fotogalerie i newsy. Zapomniały już przy okazji o proteście w sprawie kontrowersyjnej platformy na Morzu Barentsa, budowanej wbrew protestom naukowców i ekologów, za którą stoi ten sam człowiek. Bo Prirazlomnaja, która ma eksploatować zasoby ropy naftowej, zagraża wrażliwemu ekosystemowi Arktyki. Jednak o tym Putin się nie zająknął. Skoro kontroluje Gazprom, a ropa będzie też jego zyskiem. Natomiast swoim żurawim przelotem Putin chciał powiedzieć, nie macie racji. On przecież tak troszczy się o przyrodę. Wręcz jest jej przywódcą. Przynajmniej na terenie Federacji Rosyjskiej.
Wcześniej Putin był Pierwszym Oceanografem, i z kuszą wyprawił się, też w blasku fleszy, na wieloryby szare. W ten sposób pomagał w pobraniu fragmentu skóry naukowcom. Był też niedźwiedź polarny, któremu Putin zainstalował specjalny nadajnik. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie żenujące wpadki, które tłumaczą jego strategię działania. Pokazać się w ekstremalnych sytuacjach, czy to w pontonie obok wieloryba, czy też na leżącym niedźwiedziu polarnym, albo na motolotni z żurawiami. Eko-lans Putina nie ma tak naprawdę za wiele wspólnego z tym, co dzieje się w Rosji naprawdę. Bo obok zakazu odstrzału niedźwiedzi polarnych, czy też troski o tygrysy, zdarzają się eko-wpadki i eko-plamy.
Pierwszą wpadką był tygrys, który został przywieziony w klatce z ogrodu zoologicznego, i wypuszczony na potrzeby wizyty Putina. Tygrys pojawił się nagle – czyt. wyszedł z ukrytej klatki – i Wielki Wódz stanął z nim oko w oko. Oczywiście znalazł się sprzęt do uśpienia tygrysa. Putin od razu użył broni i unieszkodliwił zwierzę, przy okazji, jakże mogłoby być inaczej, ratując dziennikarzy. Wtedy odezwały się głosy, że nie zawinił Putin, ale naukowcy, którzy chcieli się przypodobać władzy i zdobyć fundusze na swoje działania. Co ciekawe Putina nie interesują drobne stworzenia, ale te z natury groźne, albo nieosiągalne. Jednym słowem gatunki charyzmatyczne.
Kolejną plamą była pantera śnieżna, którą Putin miał podobno uratować przed kłusownikami. Okazało się, że zwierzę zostało schwytane na potrzeby Putina i podstawione mediom. Miało pomóc w piarze wokół igrzysk w Soczi, których Rosja będzie gospodarzem, a pantera jest maskotką. Putin i tym się nie przejął. I konsekwentnie wplata wątki przyrodnicze w budowę swojego wizerunku, twardego zawodnika i superbohatera. Nie zraża się wpadkami, bo widocznie pomaga mu to w sondażach i pozwala cieszyć się popularnością - w końcu "prawdziwy twardziel". Decyduje też o priorytetach ochrony przyrody, wśród których niestety, nie ma Morza Barentsa i jego wrażliwego ekosystemu. Nieważna jest Arktyka, ważne są interesy i zyski z ropy. Poza tym zawsze znajdą się jakieś żurawie w okolicy, które w sposób wymuszony potwierdzą status Putina, jako Wielkiego Przywódcy Klucza. Prawie jak w Korei Północnej, tyle, że tam to przywódca za przyrodą nie musi latać. To ptaki zamierają w zadumie, a deszcz przestaje padać, kiedy widzą północnokoreańskiego wodza. To ujarzmianie sił natury wpisuje się zresztą w biografie wielu politycznych przywódców i nie jest niczym nowym. Takie zabiegi trwają od wieków.
Obawiam się, że niedługo, usłyszmy, że Putin, który pojawił się w parku narodowym, sprawił, że ptaki zaczęły śpiewać hymn Federacji Rosyjskiej, a niedźwiedzie tańczyły kozaczoka na cześć wielkiego wodza. Jak myślicie, co jeszcze wymyśli Putin?
