Hubert został świętym za to, że przestał być myśliwym.
Hubert został świętym za to, że przestał być myśliwym. wikimedia

Zaczęło się. W lesie słyszę odgłosy nagonki. Potem strzały. Jak co roku mamy wielkie otwarcie sezonu. Ciekawe, co powiedziałby na to jej patron, który został świętym, za to, że w ramach swojego nawrócenia przestał być myśliwym.

REKLAMA
Myśliwi w Polsce mają nadal bardzo silną pozycję. W końcu za strzelbę nie chwytał wyłącznie prezydent Bronisław Komorowski. Wśród polujących są miejsca, tak dla przedstawicieli lewicy, jak i prawicy, z Januszem Palikotem włącznie.
Moglibyśmy zastanawiać się nad etyką i motywacją myśliwych. Dlaczego chcą zabijać, skoro nie muszą strzelać, żeby przeżyć? Możemy też analizować, czy polowanie jest tradycją polską, czy też z okresu, zanim człowiek nie udomowił zwierząt. Proponuję zastanowić się nad czym innym. Dlaczego myśliwi kreują się na takich dobrodziejów przyrody. Bo gdyby słuchać uzasadnień dla polowania, którymi szermuje środowisko łowieckie, można uznać, że mamy do czynienia z wielkimi przyjaciółmi zwierząt. Wystarczy jednak podejść do nich krytycznie, i argumenty myśliwych przestają być aktualne.
"Wprowadziliśmy bażanta"
Bażant jest jednym z często wymienianych przez myśliwych gatunków, które są w Polsce dzięki myśliwym. Owszem są, ale wcześniej w naszym kraju tych ptaków nie było. Dotarły do naszego kraju, aby zaspokoić myśliwską fantazję. Zostały wprowadzone kilka wieków temu. Są gatunkiem obcym, który niewiele ma wspólnego z polską przyrodą. Poza tym, że myśliwi nadal wsiedlają bażanty, bo potem mają do czego strzelać. Troska o przyrodę, czy o to, aby było do czego strzelać? Moim zdaniem to drugie.
Naszym rodzimym kurowatym jest kuropatwa. W odróżnieniu od bażantów jej liczebność drastycznie spada. Oprócz niekorzystnych zmian w rolnictwie, wzrostu liczby lisów, polujących na kuropatwy, problemem są również myśliwi. Identycznie dzieje się z pospolitym niegdyś zającem. Dziś spotkanie szaraka na polu jest rzadkością.
Kiedy minister środowiska zaczął myśleć o zakazie odstrzału tych dwóch gatunków, nerwowo zareagował Polski Związek Łowiecki. W swoim wecie wobec ministerialnych pomysłów powoływał się na to, że wprowadza kuropatwy i zające przez hodowlę. Ktoś tu jednak zapomniał tylko dopisać, że wprowadza te gatunki, nie z myślą o przyrodzie, ale o tym, żeby było do czego strzelać. Bo, niestety, cała ta troska o przyrodę, jest podszyta troską o to, aby nie zabrakło ruchomych i żywych celów. Jak zauważył jeden z użytkowników łowieckiego forum, w przypadku zakazu polowań na te dwa gatunki: „mysliwi(podkreslam tylko mysliwi) podejmuja proby ratowania tych gatunkow, jezeli jednak zakaze sie polowania to wielu mysliwych przestanie finansowac (swoimi prywatnymi srodkami) dzialania majace na celu odbudowe tych gatunkow, poniewaz nie beda mogli liczyc na ew. zwrot tych nakladow w przyszlosci w postaci pozyskania kuropatw i zajecy.”
„Selekcjonerzy polskiej przyrody”
„Zabijamy chore i dzięki nam przeżywają zdrowe. Bez nas przyroda nie dałaby sobie rady.” Oba argumenty, znów szyte grubymi myśliwskimi nićmi, mają uzasadniać potrzebę polowań. Kiedy słucham pierwszego z nich, przypominam sobie o dorocznych wieściach z łowisk, w których myśliwy myli żubra z dzikiem, i strzela, albo jenota z wilkiem! Jeżeli myśliwy i to nie są pojedyncze przypadki, nie potrafi odróżnić często skrajnie różnych od siebie gatunków – dzik i żubr – to jak może rozpoznać słabsze osobniki od zdrowych. Co więcej nie będzie wybierał cherlawego jelenia, ale takiego byka, który ma potężne poroże i jest w oczach polującego chodzącym trofeum.
Myśliwi twierdzą, że bez nich przyroda nie poradziłaby sobie sama. Bo nie jest w stanie, bo przecież to myśliwi, kiedyś doprowadzili do wystrzelania dużych drapieżników, które powinny pełnić rolę selekcjonerów. Teraz, kiedy w niektórych rejonach Polski, pojawiają się chociażby wilki, już zaczynają mówić o potrzebie strzelania do tych zwierząt. Dlaczego? Bo wilk jest konkurentem myśliwego. I bez wątpienia warto mieć wilka na swoim koncie.
"Zabijam, więc jestem?"
3 listopada stałem się znów, wbrew woli, świadkiem dorocznego wielkiego otwarcia Rzeźni świętego Huberta. To kolejny paradoks myśliwskiego procederu. Zanim Hubert nawrócił się i rozpoczął służbę Bogu, prowadził hulaszcze życie, spędzając czas na polowaniach. Po tym, jak ukazał mu się biały jeleń z krzyżem w wieńcu, przestał polować! Potem za swoje nowe życie został uznany świętym. Nie rozumiem tylko dlaczego patronem myśliwych. Skoro polowanie było czymś złym, z czego Hubert zrezygnował, to konsekwentnie w dniu 3 listopada, powinniśmy widzieć rzesze myśliwych zdających swoją broń i rezygnujących ze swojego hobby. Niestety dzieje się odwrotnie.
PS. Zapomniałbym jeszcze o Eustachym Rzymskim, on tez patronuje myśliwym, chociaż też nawrócił się w czasie polowania, i swojej świętości nie zawdzięcza bynajmniej karierze myśliwego po nawróceniu.