Niech Was nie zmyli to zdjęcie. To nie Polska, to ulica w Utrechcie.
Niech Was nie zmyli to zdjęcie. To nie Polska, to ulica w Utrechcie. wikimedia.

Jestem rowerzystą. Codziennym, z wyjątkiem chorób i sytuacji nadzwyczajnych. Od kilku lat, regularnie, również zimą, pokonuję dystans kilkudziesięciu kilometrów dziennie. Wydawało mi się, że może być już tylko lepiej. Coraz więcej ludzi wsiada na rower. Jednak nie ma to, jak posłowie. Chcą odebrać rowerzystom pierwszeństwo na skrzyżowaniu drogi ze ścieżką rowerową, nawet jeśli będą mieli zielone światło.

REKLAMA
Absurd! W ten sposób rowerzystom zostanie odebrane jedno z nielicznych praw, które przysługuje im, podobnie jak pieszym. Posłowie wydają się jednak być nieczuli na tych co na rowerach i na nogach, pokonują przejścia przez ulice. Nasz kraj nie jest przyjazny dla niezmotoryzowanych. Odebranie prawa pierwszeństwa rowerzystom, na zielonym świetle i na przejazdach bez sygnalizacji, będzie kolejnym dowodem zacofania mentalnego tych, co czynią prawo.
Szanowna Pani Posłanko! Śmiertelność zmniejsza się w inny sposób. To nie wina rowerzystów, że mając zielone światło, korzystają z tego światła. Może zastanowi się Pani nad tym, jak zmienić niemoc w rozwoju infrastruktury dróg rowerowych i pasów dla rowerów. Potrzebujemy edukacji i promocji, a nie odbierania z trudem wywalczonych praw. Z tym też wciąż nie jest najlepiej. Polska wpatrzona w zachód, nie potrafi wprowadzać rozwiązań znanych z Belgii, czy też Niemiec. Co więcej, rosną koszty biletów na przejazd transportem publicznym.
Jestem zdania, że wszystkich użytkowników dróg i chodników, powinny obowiązywać zasady. Wszyscy są skażeni pośpiechem, większą lub mniejszą agresją, dziwnym szaleństwem, które udziela się również rowerzystom, bo jak wytłumaczyć zajeżdżanie drogi, żeby być o kilka centymetrów dalej niż inni, w oczekiwaniu na zmianę światła. Nawyki zza kierownicy, są obecne wśród rowerzystów. Rozumiem również pieszych, których irytują „wyścigowi” rowerzyści, pędzący na łeb na szyję.
Owszem, sami rowerzyści też mają swoje grzechy na sumieniu, podobnie jak część kierowców. Niestety mają mniejsze szanse w konfrontacji z samochodem. Właściwie nie mają żadnych szans. O ile nie popieram jeżdżenia rowerami po pasach dla pieszych, to rozumiem tych, którzy wybierają chodnik zamiast ruchliwej ulicy.
Niestety nie ma też tygodnia, kiedy mógłbym powiedzieć, że kierowcy są bez winy. Maniera wręcz ocierania się o rower, z racji braku zachowania odstępu, to oprócz jechania na „czołowe”, w momencie wyprzedzania przez samochód z przeciwległego pasa, a wreszcie wjeżdżanie na zielonym świetle, bez zastanowienia się nad tym, czy ktoś przez przejazd dla rowerów przejeżdża. W końcu siedzą w samochodzie i im nic się nie stanie, a rower, czymże jest rower wobec samochodu. Jedno jest pewne, jeżdżenie rowerem po polskich drogach, to niestety doświadczenie ekstremalne, w przeciwieństwie, chociażby do Anglii, czy Niemiec, gdzie rowerzysta jest szanowany, i oczywiście szanuje też innych użytkowników drogi.
Nie powstaje też infrastruktura dla rowerów. Ścieżki rowerowe rwą się w najmniej oczekiwanych miejscach. Nie ma pasów rowerowych. To takie minimum i to tym, a nie odbieraniem praw rowerzystom powinni zajmować się sprawujący władzę w tym kraju.
Być może z tymi pomysłodawcami zmian, jest jak z rzecznikiem Zarządu Dróg Miejskich, Markiem Wosiem, który zasłynął cytatem: "Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeździć". W przeciwieństwie do zachodnioeuropejskich metropolii?