
Mądry Polak po szkodzie? Może i tak, ale zależy po której, bo Polak raczej nie mądrzeje po powodzi. Dowodzi tego sposób, w jaki instytucje i politycy odpowiedzialni za zarządzanie wodami śródlądowymi, traktują polskie rzeki. Okazuje się, że miliony złotych są wydawane na prace, które nie mają uzasadnienia i nie są realizowane na obszarach zagrożonych powodzią. W ten sposób, w ramach walki z powodzią, zwiększa się zagrożenie powodziowe.
REKLAMA
Najlepszym wytłumaczeniem tych, którzy niszczą rzeki jest interes społeczny i bezpieczeństwo ludzi. To są słowa wytrychy, które pasują na każdą konferencję prasową. Nie ma znaczenia fakt, że Polska w zakresie zarządzania gospodarką wodną stała się europejskim skansenem. Zamiast oddawać rzece tereny zalewowe, tworzyć poldery, odsuwać wały, zmieniać plany zagospodarowania przestrzennego, wszystko dzieje się na odwrót.
Decydenci wydają się rozumieć tylko jedno. Pieniądze. Ogromne sumy, które można wydać na nową pogłębiarkę, na budowę stopnia wodnego, na beton i prace utrzymaniowe. Udają, że nie pojmują, że rzeka jest żywiołem nie do ujarzmienia. Przy wielkiej wodzie będzie musiała wylać, i nie będzie dostosowywać swojego stanu do wysokości wałów.
Owszem są miejsca, które są skazane na zagrożenie powodzią, bo były wyrwane rzece. Na terenach, gdzie rzeka wylewała powstały miasta i duże osiedla, ponieważ nikt nie dbał o to, gdzie powstaje dana inwestycja. W końcu wielka woda zdarza się raz na jakiś czas. I jakoś to będzie. Jak już było, dobrze wiemy, z ostatnich dwóch dekad. Tam nie ma łatwych rozwiązań. Tam rzeczywiście trzeba chronić.
Ale są także takie miejsca, i jest ich bardzo wiele, gdzie rzeka zalewa fragment pola albo łąki. Gdzie czasami dochodzi do podtopień. Tam potrzeby walki z powodzią nie ma. Jednak co innego, jak się okazuje, uważają wojewódzkie zarządy, te od wód i od melioracji.
Wczorajsza konferencja w Ministerstwie Środowiska, pod hasłem „Czy grozi nam wielka powódź?” służyła prezentacji osiągnięć w walce z powodzią. „Mamy informatyczny system przed nadzwyczajnymi zagrożeniami za 300 milionów złotych” – to można było wyczytać w ministerialnej informacji prasowej. Zgoda, dzięki systemowi będziemy wiedzieć, kiedy zbliża się wielka woda. Jednak nie zapobiegniemy powodzi, bo system nie wykluczy jej przyczyn, a tylko ostrzeże. A przyczyny leżą chociażby w tym, że za 9 milionów reguluje się siedmiokilometrowy odcinek rzeki Bóbr, chociaż nie zagraża on ludziom. Niszczy się Rabę. Planuje się dewastację Białki.
A potem kiedy przyjdzie kolejna wielka powódź, jak trzeba będzie szukać winnych, okaże się, że to wszystko znowu przez… bobry. Bo przecież nie można wskazywać na zaniedbania prawdziwych winowajców.
Na sam koniec zacytuję glos eksperta, dr Janusza Żelazińskiego, który mogliśmy usłyszeć w 2010 roku. Ile z tych zaleceń zostało uwzględnionych w tzw. walce z powodzią?
Mimo że od wejścia do Unii Europejskiej upłynęło już 6 lat, dwie podstawowe dyrektywy dotyczące zarządzania zasobami wodnymi i ochrony przeciwpowodziowej nie zostały przetransponowane do polskiego porządku prawnego, nie mówiąc o ich realnym wdrożeniu.
Brak „podejścia zlewniowego”, czyli gospodarowania i zarządzania zasobami wodnymi w granicach zlewni rzek, jest, poza przyczynami naturalnymi (wzrost częstotliwości i intensywności deszczów nawalnych) jednym z najistotniejszych powodów zwiększających się strat powodziowych.
Jednym ze skutków braku tego podejścia jest fakt, że 12 lat po wielkiej powodzi w dolinie Odry, pomimo wydatkowania znacznych środków w ramach specjalnie utworzonego „Programu dla Odry 2006” bezpieczeństwo powodziowe tego obszaru nie poprawiło się. Powtórzenie sytuacji hydrologicznej z lipca 1997 roku spowoduje tam teraz dużo większe straty materialne.
Po każdej większej powodzi wały są odbudowywane i podnoszone. Nie tylko nie przynosi to pożądanych efektów, ale prowadzi do większych strat podczas następnej powodzi, bo wyższe wały „zachęcają” do nowych inwestycji na zagrożonym terenie. Ponadto ograniczenie przestrzeni dla płynącej wody zmniejsza przepustowość koryta, co powoduje dodatkowy wzrost maksymalnych poziomów wody, a w efekcie ponowne przerwanie obwałowań.
Nie istnieje stuprocentowe zabezpieczenie przed powodzią, a środki techniczne, takie jak obwałowania i zbiorniki przeciwpowodziowe są zawodne i nie dają możliwości kontrolowania przebiegu powodzi i ograniczenia rozmiarów klęski. Należy unikać tworzenia fałszywego poczucia bezpieczeństwa wśród ludności.
Wykorzystywanie rzek dla celów energetycznych i żeglugi, a w szczególności ich regulacja i kaskadowa zabudowa, wybitnie zwiększa zagrożenia powodziowe.
Katastrofy powodziowe ostatnich lat (Missisipi 1993, Ren 1993 i 1995, Odra 1997, rzeki Anglii i Szwajcarii 2000, Dunaj i Łaba 2002 i in.) w pełni potwierdziły powyższe wnioski i spowodowały w krajach rozwiniętych całkowity odwrót od dotychczasowej, zorientowanej na hydrotechnikę, strategii ochrony przeciwpowodziowej. Znalazło to m.in. wyraz w przyjętej w 2007 r. tzw. Dyrektywie powodziowej Unii Europejskiej.
Tylko działania interdyscyplinarne, prowadzone w skali całej zlewni, a nie jednej gminy czy powiatu, są w stanie istotnie zmniejszyć ryzyko powodzi i ograniczyć ich skutki. Nietechniczne działania ograniczające skutki powodzi z reguły są na dłuższą metę bardziej korzystne i trwałe, stąd należy je wspierać. Należy do nich m.in.:
- zachowywanie i odtwarzanie roślinności i obszarów leśnych na terenach górskich, podmokłych i łąkowych,
- przywracanie zdegradowanych terenów podmokłych, w tym ponowne łączenie rzek z ich terenami zalewowymi, renaturyzacja zdegradowanych cieków, zamienionych w proste kanały o umocnionych brzegach,
- odzyskiwanie dawnych terenów zalewowych,
- stosowanie map ryzyka powodziowego w planowaniu przestrzennym i powstrzymanie budowania wszelkich obiektów na terenach bezpośrednio zagrożonych wystąpieniem powodzi lub przerwaniami wałów.
- zachowywanie i odtwarzanie roślinności i obszarów leśnych na terenach górskich, podmokłych i łąkowych,
- przywracanie zdegradowanych terenów podmokłych, w tym ponowne łączenie rzek z ich terenami zalewowymi, renaturyzacja zdegradowanych cieków, zamienionych w proste kanały o umocnionych brzegach,
- odzyskiwanie dawnych terenów zalewowych,
- stosowanie map ryzyka powodziowego w planowaniu przestrzennym i powstrzymanie budowania wszelkich obiektów na terenach bezpośrednio zagrożonych wystąpieniem powodzi lub przerwaniami wałów.
Osuszanie bagien oraz likwidacja retencji przez zabudowę, nowe asfaltowe drogi oraz pokryte kostką chodniki i parkingi stoi w sprzeczności z założeniami nowoczesnych programów przeciwpowodziowych.
