Większość miast powstaje stopniowo. Przepycha się przez stulecia, ich ulice żłobi naturalne przeznaczenie, a domy walczą o swoje miejsce i przetrwanie. Ale są też i inne - miasta wybudowane na raz i od zera, zaplanowane od początku do końca, idące na historyczne skróty, chirurgicznie wydobyte z nieistnienia, powstałe jak przez cesarskie cięcie ziemi.
REKLAMA
fot. Kuba Kamiński
Do pisania o Muranowie nie upoważnia mnie fakt narodzin w tej części Warszawy, ale raczej sposób, w jaki to się stało. Wśród wszystkich życiowych konsekwencji urodzenia się przez cesarskie cięcie są również nietypowe upodobania urbanistyczne. Bardziej niż miasta kształtowane naturalną, historyczną ścieżką, interesują mnie te wybudowane od zera: intelektualne i obojętne, sztuczne i obce, niejednoznaczne miasta zbudowane z pomysłu, konieczności, odwagi i utopii.
Najbardziej ekstremalne to Brasilia. Budowa nowej stolicy Brazylii zaczęła się w 1956 roku, gdy cały kraj miał cechy byłej kolonii. Dotychczasowe miasta były rozbudowanymi pokojami konkwistadorów, z których zawiadowano wnętrzem kraju: zapuszczonym cywilizacyjnie surowcowym składzikiem. Wybudowanie miasta na niezagospodarowanym obszarze było z punktu widzenia przywódców państwa określającego własną tożsamość bardziej koniecznością niż wyborem. Organizatorem prac projektowych i autorem centrum nowej stolicy został jeden z najwybitniejszych architektów XX wieku – Oscar Niemeyer. W efekcie powstało miasto wizjonerskie, które przykuwa uwagę, zaciekawia i niepokoi. Ma w poważaniu ludzką skalę i wzbudza kontrowersje w kwestii użyteczności. Wygląda nieco jak szkice z zapomnianych wyobrażeń futurystycznych, wypowiedź przyszłości, która powstrzymała się, żeby nie nadejść.
Podobnym, jeśli uwzględnić blask architektonicznych gwiazd, miastem jest Chandigarh w stolicy stanu Pendżab w Indiach. W projekcie brali udział słynni europejscy architekci, a centrum i plan zagospodarowania opracował Le Corbusier. Miasto na swój sposób było również politycznym manifestem i koniecznością. Gdy Indie wybiły się na niepodległość w 1947 roku, a Indie Brytyjskie zostały podzielone na Indie i Pakistan, Pendżab został podzielony między oba nowe państwa. Lahore, stara stolica regionu, została po stronie Pakistanu, a lokalizację nowego miasta wybrano odgórnie, na pustym obszarze u podnóży Himalajów, nazwę biorąc od małej, przypadkowej wioski.
Muranów nie jest tak ekstremalny, jak inne modernistyczne miasta od zera, ale jest z nimi znaczeniowo powiązany. Kiedy ostatnio snułem się na rowerze przez zielony Muranów, wzdłuż łuków i wzniesień, powoli i uważnie rozglądając się po sennej i trochę jak z marzenia sennego okolicy, pomyślałem, że dawna dzielnica północna, tak jak Lahore, została oddzielona granicą i wymusiła wybudowanie nowego miasta. Tyle, że to nie była granica na mapie, ale na czasie. Przebiegła precyzyjnie, zerując dawną dzielnicę żydowską, unicestwiając jej tkankę i mieszkańców. A Muranów, jak Chandigarh, musiał powstać zupełnie od nowa, na pustej przestrzeni, od początku do końca.
Nie jest tak abstrakcyjny, jak Brasilia i może nawet przypomina nieco dawne, kształtujące się stuleciami miasta i miasteczka, ma jednak wpisane podobne odstępstwo i ledwo wyczuwalne rozmycie poznawcze. Muranów przekroczył naturalny porządek, zastąpił samoistny proces i stoi po środku miasta, na bliźnie.
Paweł Brylski
