O autorze
Warszawski Muranów to unikat na skalę światową. Architektoniczna utopia na gruzach dawnego getta, ciągle niepewna własnej tożsamości. Nowa Huta i Karl-Marx-Allee w jednym. Centrum dawnej dzielnicy żydowskiej, której materialnych śladów prawie już nie widać, ale która wciąż tutaj jest - pod nowymi budynkami, chodnikami i ziemią. Dla NaTemat nadają stąd: Beata Chomątowska - dziennikarka, założycielka Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno-Kulturalnych Stacja Muranów i Paweł Brylski – dobry duch Stacji; kiedy powstawała, pracował dla Muzeum Historii Żydów Polskich, dziś interpretator, przedstawiciel literatury half-fiction i zwolennik dobrego życia, oraz Karolina Przewrocka, absolwentka uniwersytetów w Krakowie, Berlinie i Tel Avivie, uzależniona od nauki języków obcych oraz od polskiej i żydowskiej literatury; życiowego balansu szuka w miejscach pęknięć - tym razem odnalazła go na Muranowie.

Muranów pod rękę z Nową Hutą. O sojusz krakowsko-warszawski

Powstawały w tym samym czasie i na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie. Tak bardzo, że nawet tradycyjne animozje między Krakowem a Warszawą z tej perspektywy zdają się blaknąć. A jednak tyle samo je łączy, co dzieli. Nowa Huta i Muranów.


Tradycyjne animozje między Krakowem a Warszawą mogłyby zniknąć, gdyby z Muranowa i Nowej Huty zrobić osiedla partnerskie. Przy okazji można by puścić w niepamięć epizod z 14 lipca 1950 r., kiedy to nowohucki murarz Piotr Ożański (jeden z pierwowzorów filmowego „Człowieka z marmuru“ Andrzeja Wajdy), razem ze swoją brygadą ułożył 720 cegieł w ciągu godziny i 20 minut, wyrabiając tym samym 525 proc. normy i przekraczając dwukrotnie dotychczasowy rekord najlepszych przodowników z Muranowa. Zetempowska brygada ułożyła tam w ciągu 8 godzin tylko 14 000 cegieł.


Z tym partnerstwem to nie żart. Oba osiedla (a w zasadzie dzielnice, bo Muranów projektowany był jako „dzielnica mieszkaniowa“, choć administracyjnie jest teraz osiedlem w granicach dwóch warszawskich dzielnic: Śródmieścia i Woli; Nowa Huta status odrębnej dzielnicy utrzymała) kwalifikuje ku temu co najmniej kilka cech.


Po pierwsze –wiek. Muranów i Nowa Huta są w zasadzie równolatkami. Budowę pierwszych nowohuckich bloków (na osiedlu Wandy) zaczęto 23 czerwca 1949 r. na podstawie rozpisanego wcześniej konkursu. Zwycięski projekt Franciszka Adamskiego, przysłanego do Nowej Huty z warszawskiego Zakładu Osiedli Robotniczych był przeniesieniem na krakowski grunt rozwiązań sprawdzonych wcześniej w Warszawie – na pierwszym powojennym osiedlu na Mariensztacie. Architektura Mariensztatu nawiązywała z kolei luźno do XVIII- wiecznej zabudowy małomiasteczkowej (punktem odniesienia nie było jednak żadne konkretne miasto, projekt oparto na wyobrażeniach projektantów, jak taka zabudowa powinna wyglądać).


Po drugie: twórcy Muranowa i Nowej Huty czerpali z tych samych wzorców. Osiedle Wandy to niewielkie dwupiętrowe bloki mieszkalne z drewnianą więźbą i czterospadowym dachem, kryte dachówką ceramiczną. Jedno, dwu, lub trzy-pokojowe mieszkania mają wydzieloną jasną kuchnię i łazienkę, wyposażono je w elektrykę, instalację wodno-kanalizacyjną, a później także gazową. Budynki, które powstawały najwcześniej, łatwo odróżnić od pozostałych – ze względu na wspomniane już spadziste dachy, których zakazała później dyrektywa Komitetu Centralnego PZPR pod hasłem ochrony lasów.
Podobne realizacje jak na osiedlu Wandy – wolnostojące, dwupiętrowe domy mieszkalne – można znaleźć i na Muranowie w rejonie ulicy Karmelickiej. Oba nawiązują do koncepcji „jednostki sąsiedzkiej“, powstałej w USA w latach 20. XX w. Jednostka liczyła po 5-6 tys. mieszkańców. Trzy stanowiły już dzielnicę, odpowiednik miasteczka, w którym wszyscy się znają i utrzymują sąsiedzkie stosunki. W granicach każdej z dzielnic miało być wszystko, czego człowiek potrzebuje na codzień: szkoły, przedszkola, garaże, sklepy, przychodnia, plac zabaw, kino, teatr. Chodziło o to, by ułatwić jej rezydentom życie, uwalniając ich m.in. od konieczności przemieszczania się do odległych rejonów miasta, żeby załatwić sprawunki. A także raz na zawsze zerwać z estetyką XX- wiecznych kamienic, postrzeganych jako ciemne, niezdrowe, brzydkie. Oryginalna koncepcja nowohuckiego osiedla (jak i Muranowa) wcale nie była radzieckim wynalazkiem, jak mogłoby się dziś wydawać niektórym.

Po trzecie: podobnie jak na Muranowie, pierwotna idea architektoniczna „starej“ Nowej Huty szybko uległa wpływom socrealizmu. Dlatego spacerując Placem Centralnym i po przyległych osiedlach, można poczuć się jak w północnej (zabudowa ul. Andersa) oraz zachodniej części Muranowa (ulica Smocza między Anielewicza a Żelazną, skwer Apfelbauma). Takie same łuki, bramy, attyki, ozdobne tralki balkonów, barokowe fasady budynków, przeciwatomowe bunkry w podwórkach.
Podobnie jak na Muranowie, pierwotna idea architektoniczna „starej“ Nowej Huty szybko uległa wpływom socrealizmu. Dlatego spacerując Placem Centralnym i po przyległych osiedlach, można poczuć się jak w północnej (zabudowa ul. Andersa) oraz zachodniej części Muranowa (ulica Smocza między Anielewicza a Żelazną, skwer Apfelbauma). Takie same łuki, bramy, attyki, ozdobne tralki balkonów, barokowe fasady budynków, przeciwatomowe bunkry w podwórkach.
Podobnie jak na Muranowie, część planowanych pierwotnie budynków nigdy nie powstała. Nigdy nie zbudowano na przykład teatru, który miał zamykać optycznie plac Stalina (obecny plac Centralny) ani monumentalnego ratusza w Alei Róż, który – jak pisze znawca Nowej Huty Maciej Miezian w przewodniku turystycznym po tej dzielnicy (Wydawnictwo Bezdroża, Kraków 2004) – miał być „skrzyżowaniem ratusza wystawionego przez hetmana Zamoyskiego w Zamościu z wzniesioną na polecenie Aleksandra Macedońskiego latarnią morską w Faros“.

I wreszcie: zarówno Muranów jak i Nowa Huta to swego rodzaju utopie. Socjalistyczna władza zdecydowała o budowie kombinatu w ramach sześcioletniego planu uprzemysłowienia kraju, pieniądze na ten cel popłynęły ze Związku Radzieckiego. Pierwotnie huta miała powstać koło Dzierżna na Śląsku, dopiero w 1949 r. zmieniono lokalizację na wieś Mogiła pod Krakowem.

O ile jednak Nowa Huta, idealne miasto przemysłowe PRL, powstała najpierw w wyobraźni decydentów, a projektanci dopasowywali do niej później swoje wizje, to pomysł „osiedla-pomnika“ sformowanego przy wykorzystaniu gruzów warszawskiego getta był w dużej mierze autorską koncepcją Bohdana Lacherta. To różnica najważniejsza. Druga polega na tym, że o ile Muranów został w dużym stopniu wymuszony względami praktycznymi – trudno byłoby zaakceptować tak olbrzymie gruzowisko w centrum Warszawy – to pod budowę Nowej Huty wykarczowano podkrakowskie wsie Mogiła, Pleszów i Krzesławice, płacąc wywłaszczonym rolnikom groszowe odszkodowania. „Za mórg ziemi kupiłem żonie buty, a sobie cygarniczkę” – jak podsumował to jeden z nich.
W przeciwieństwie do Muranowa, Nowa Huta nie ma nic wspólnego z dzielnicą żydowską – powstała na terenie rolniczych wsi.
Wreszcie –miała być miastem przemysłowym. Nie powstałaby, gdyby nie pomysł budowy hutniczego kombinatu. To miasto podporządkowane jednej, podstawowej funkcji. Pod tym względem bliżej jej do niemieckiego Wolfsburga niż do warszawskiego Muranowa.

Różnica najnowsza, ostatnia: Nowa Huta staje się coraz bardziej modna. Muranów prawdziwy boom ma dopiero przed sobą, ale już mógłby nauczyć się od niej (i także na jej błędach) jak się skutecznie promować. Już w latach 90. przedstawiciele krakowskich środowisk naukowo-artystycznych zwracali uwagę na nowohuckie paradoksy i nawoływali do przedstawiania tego miasta-dzielnicy jako „gotowego parku tematycznego“ i „skansenu“ dla zagranicznych turystów. Hasło „skansenu“ szybko nabrało komercyjnego wydźwięku dzięki działalności firmy Crazy Guides, obwożącej po Hucie turystów starymi trabantami i nyskami i inkasujących po kilkaset złotych za trasę, obejmującą m.in. wizytę w autentycznym nowohuckim mieszkaniu wyposażonym w stylu PRL oraz posiłek i dancing w oldschoolowej restauracji „Stylowa“. Konwencja, jaką przyjęli Crazy Guides, budzi od początku kontrowersje, zwłaszcza ze względu na podejście do mieszkańców Nowej Huty, którym przydzielono w tych występach rolę „mieszkańców zoo“. Taka pułapka myśleniowa grozi też wszystkim, którzy będą zajmować się Muranowem. Nietrudno pominąć w swoich akcjach mieszkańców, zwłaszcza gdy dominują wśród nich ludzie starsi i jak na Muranowie – często niechętni do interakcji z przybyszem.

Beata Chomątowska