Swojsko wygląda w upalne dni skwerek przy budowanym właśnie Muzeum Historii Żydów Polskich: rodziny z dziećmi, spacerowicze z psami, zakochane pary przycupnięte na ławeczkach. Na kocach ciała: stare i młode, żwawe bardziej lub mniej, spalone słońcem, różowe lub całkiem białe, nagie do pasa lub skąpo osłonięte.
REKLAMA
Idziemy nieco dalej, na Miłą, i przy bunkrze Anielewicza odnajdujemy kolejne prawie nagie ciało: oto słusznej postury mężczyzna ucina sobie drzemkę, głowę opierając o wzniesienie kopca, niczym o poduszkę. Ciekawe, o czym śni.
Decyzja o budowie Muzeum w miejscu zieleńca, ulubionego miejsca wypoczynku okolicznych mieszkańców, wzbudziła kontrowersje: pas zieleni zmniejszył się niepomiernie, w dodatku z powodu instytucji, która przypomina o historycznym znaczeniu dzielnicy. O tym wielu chciałoby zapomnieć, w końcu dom i najbliższa okolica to miejsce odpoczynku, bezpieczeństwa i spokoju, trudno ciągle myśleć o byłych mieszkańcach i o krwi rozlanej podczas walk powstańczych w getcie warszawskim.
Bo wielu zapewnia, że o obecności podziemnego świata ruin piwnic, kryjących pozostałości tamtego świata, na Muranowie i tak zapomnieć nie sposób. Że historię czuje się tu niemal fizycznie. A za każdym razem, gdy powraca ta myśl, powraca też lęk przed tym, co podziemne, nieodkryte, nieoswojone. Tak, jakby powojenna rozbudowa osiedla okazała się przerwaną psychoterapią, która rozkopała pacjentowi myśli, lecz nie rozliczyła go z przeszłością.
Tłumy wycieczek przesuwają się pod pomnikiem Bohaterów Getta, dziesiątki aparatów fotograficznych wykonują cicho swoją pracę w miejscu, któremu hołd składali najważniejsi tego świata. Po drugiej stronie placu wrze proces oswajania rzeczywistości : jest muzyczka z mp3, zapach kawy z termosu, jest pani Zosia robiąca na szydełku i studentka K., której pierwsze motyle w brzuchu nie dają spokojnie usiedzieć na kocu. Jest słońce, plaża, jest życie z całą właściwą mu energią.
O nurzaniu się w niebezpiecznych falach myśli nie ma mowy. Jest zakaz kąpieli.
Decyzja o budowie Muzeum w miejscu zieleńca, ulubionego miejsca wypoczynku okolicznych mieszkańców, wzbudziła kontrowersje: pas zieleni zmniejszył się niepomiernie, w dodatku z powodu instytucji, która przypomina o historycznym znaczeniu dzielnicy. O tym wielu chciałoby zapomnieć, w końcu dom i najbliższa okolica to miejsce odpoczynku, bezpieczeństwa i spokoju, trudno ciągle myśleć o byłych mieszkańcach i o krwi rozlanej podczas walk powstańczych w getcie warszawskim.
Bo wielu zapewnia, że o obecności podziemnego świata ruin piwnic, kryjących pozostałości tamtego świata, na Muranowie i tak zapomnieć nie sposób. Że historię czuje się tu niemal fizycznie. A za każdym razem, gdy powraca ta myśl, powraca też lęk przed tym, co podziemne, nieodkryte, nieoswojone. Tak, jakby powojenna rozbudowa osiedla okazała się przerwaną psychoterapią, która rozkopała pacjentowi myśli, lecz nie rozliczyła go z przeszłością.
Tłumy wycieczek przesuwają się pod pomnikiem Bohaterów Getta, dziesiątki aparatów fotograficznych wykonują cicho swoją pracę w miejscu, któremu hołd składali najważniejsi tego świata. Po drugiej stronie placu wrze proces oswajania rzeczywistości : jest muzyczka z mp3, zapach kawy z termosu, jest pani Zosia robiąca na szydełku i studentka K., której pierwsze motyle w brzuchu nie dają spokojnie usiedzieć na kocu. Jest słońce, plaża, jest życie z całą właściwą mu energią.
O nurzaniu się w niebezpiecznych falach myśli nie ma mowy. Jest zakaz kąpieli.
Karolina Przewrocka
