Uczestnicząc na prośbę właścicieli PKP Powiśle w publicznej debacie mającej wyjaśnić problemy warszawskich klubokawiarni, trafiłem wczoraj (29 sierpnia) na pierwsze w historii spotkanie większości gospodarzy liczących się miejsc funkcjonujących w stolicy. Organizatorem był Grzegorz Lewandowski z klubu Chłodna 25. Nawiasem mówiąc miejsce to zmieni wkrótce swoją formę działania stając się Klubem Komediowym Chłodna .
REKLAMA
W przyszłym tygodniu odbędzie się szereg spotkań z urzędnikami Warszawy. Postanowiłem podsumować to, co wiemy na dzisiaj.
Po pierwsze wymienię kto pojawił się wczoraj w klubie Powiększenie. Były osoby reprezentujące m.in.: Chłodna 25, PKP Powiśle, Syreni Śpiew, Plan B, Plac Zabaw, Powiększenie, Barka, Cud nad Wisła, 1500, Na Lato, Resort, Pewex, W Oparach Absurdu, Superapteka, Znajomi Znajomych, Regeneracja, Zagadka, Le Melange, Salon Gier, Klaps, Huśtawka, Towarzyska, Sen Pszczoły, Leżaki, Nowy Wspaniały Świat. Ponadto osoby z Fundacji Bęc Zmiana, Res Publica Nowa, Inicjatywy Warszawa 2020, Zieloni, Krytyka Polityczna, Stowarzyszenie Flaneur, Gazeta Wyborcza, Newsweek, TVN Warszawa, a także jeden rady Miasta Stołecznego Warszawy, dziennikarze i kilku organizatorów i promotorów koncertowych. Blisko 40 osób. Zabrakło dosłownie kilkunastu osób, np. z ulicy Lipowej i Mazowieckiej oraz z Pragi. Na spotkanie nie byli zaproszeni wszyscy właściciele lokali gastronomicznych.
Można powiedzieć, że spotkali się ludzie mający do siebie telefony, którzy reprezentują bardziej awangardowe myślenie. Ale to i tak imponująca frekwencja oraz dobry początek. Skład dający do myślenia jak wiele ciekawych miejsc otworzyło się w stolicy. Czym wszak jest taka ilość wobec blisko 700 miejsc w Krakowie (w tym 450 klubokawiarni tylko na krakowskim Kazimierzu). Inicjatorzy spotkania liczą jednak na to, że zgłosi się wkrótce znacznie więcej osób zaangażowanych w ten biznes.
Opiszę atmosferę i wnioski ogólne.
Najważniejsze jest to, że spotkanie nie było litanią narzekań i pretensji. Oczywiście większość młodych właścicieli lokali była zaniepokojonych. Nawet nie tyle perspektywą walki z miejscami działającymi w nocy przez urzędników Warszawy. Ile złym klimatem, który prowadzi do atmosfery konfrontacji. Brakiem wiedzy kim są animatorzy życia nocnego w Warszawie. I że nie tylko chodzi o nocną aktywność.
Martwili się coraz większą agresją ze strony strażników miejskich, czy policjantów. Powtarzali, że przepisy o koncesji na alkohol za mocno powiązane są ze wspólnotami mieszkańców. Ale nie dyskutowali z tymi przepisami mając świadomość, że te akurat przepisu nie zmienią się szybko. Usłyszeć można było nawet pretensje wobec obecnych na sali gospodarzy kilku miejsc, że nienależycie dbali o porządek wokół swoich lokali, co rozpętało burzę w mieście.
Z drugiej strony dominowała opinia, że nie traktuje się równo imprez kulturalnych i sportowych. Kibice wychodzą po meczu na miasto, angażuje się dużymi nakładami finansowymi służby porządkowe, które na terenie wielu dzielnic stolicy tłumią burdy na mieście i chronią mieszkańców przed chuliganami. A następnie po nich sprzątają. A w przypadku miejsc gastronomicznych i kulturalnych działających w nocy, właściciele lokali nie mają przecież prawa działać poza granicą swojego lokalu. I nie mogą liczyć na zgodną współpracę ze stróżami prawa. Poza tym jasnym jest, że nie wiadomo z kim rozmawiać. Z jednej strony jest wice prezydent Warszawy, z drugiej wspólnoty mieszkaniowe, są burmistrzowie dzielnic, ale także inni urzędnicy miasta.
Dyskusja była spokojna i rzeczowa. Wydaje się, że większość uczestników spotkania rozumie, że zarówno Pani Prezydent Warszawy, jak i wielu urzędników miasta nie ma bezpośredniego wpływu na wiele kłopotliwych sytuacji, z którymi borykają się klubokawiarnie. Co więcej – problemy te są bardzo różne. Miasto walczy na wielu frontach inwestycyjnych, społecznych, edukacyjnych, czy finansowych. Gołym okiem widać, że nie ma serca i czasu do prowadzenia spójnej polityki kulturalnej, czy promocyjnej Warszawy, a co dopiero koordynacji życia nocnego miasta.
Stąd właśnie pomysł, aby zdefiniować – czego oczekiwać należy od radnych i władz Warszawy. A także aby uzmysłowić tak politykom, urzędnikom, jak i dziennikarzom i mieszkańcom miasta, jaka jest rola i sens działania wielu miejsc. Jaki jest program artystyczny. Ile tysięcy ludzi korzysta z usług tych placówek, co się tam dokładnie dzieje, ile osób pracuje w tym biznesie, jak wielkie opłaty wnoszą takie miejsca do budżetu miasta i państwa.
Okazuje się, że według ostrożnych szacunków dzięki działalności warszawskich klubokawiarni na mapie kulturalnej Warszawy pojawia się rocznie kilka tysięcy imprez o charakterze kulturalnym i artystycznym, w zdecydowanej większości finansowana prywatnie lub z działalności komercyjnej. Jako, że proces zliczania danych potrwa kilka dni lub tygodni – powiem jedynie obiegową opinię ze spotkania – wydaje się, że blisko 200 000 mieszkańców Warszawy, nie tylko młodzieży – odwiedza regularnie takie miejsca. A zatem uwzględniając ochronę praw mieszkańców miasta, należy pamiętać, że to także jest wielka grupa młodych obywateli – przecież także wyborców. Atmosfera zagrożenia dla działania klubokawiarni w Warszawie powoduje złość i poczucie bezsilności, a nawet zagrożenia wśród młodych ludzi.
Bez przesady można powiedzieć, że miejsca takie są wizytówką nowoczesnej europejskiej stolicy w oczach turystów zagranicznych. Pokazują, że nie mamy się czego wstydzić. Widać tętniące życiem i pełne energii piękne miejsca na mapie miasta. Powtórzę, że wiele z nich to domy kultury XXI wieku, ale nawet mniejsze kawiarnie dbają o rozwój kulturalny swoich klientów. To co nazywamy fermentem twórczym i miejscem spotkań, wymiany poglądów – pozwala na narodziny wielu projektów kulturalnych, nie tylko poprzez spotkania animatorów kultury, ale także artystów i twórców mieszkających w Warszawie - wszelkich rodzajów sztuk.
Picie wina, piwa, albo wódki towarzyszy życiu towarzyskiemu od setek lat. Nie ma w tym nic złego. To także jedyne źródło utrzymania klubokawiarni. Jednak brakuje jednolitych reguł – i podziału obowiązków między właścicielami miejsc, a służbami porządkowymi Warszawy. Omówione wczoraj przykłady pokazują bardzo różne ustalenia w różnych dzielnicach.
Albowiem, mimo, że konflikt mieszkańcy – gastronomia jest naturalnie wpisany w życie miast, każdy rozumie, że nie może być mowy o uniemożliwianiu spania wielu tysięcy osób. Problem jednak polega na tym, że wiele spraw inicjowanych przez wspólnoty ma miejsce w niezamieszkałych rejonach (lub ulicach) Warszawy. A jednak te same przepisy obowiązują wszędzie. Dodatkowo ścisłe centrum – rewiry będące na szlakach deptaków – nie powinny być traktowane tak samo jak zaciszne osiedla na obrzeżach miasta. W każdym razie zdaniem wielu.
Miałem okazję opowiedzieć doświadczenia właścicieli legendarnego klubu Filtry, który działał na początku lat 90-tych na warszawskiej Ochocie. Dwadzieścia lat temu przegraliśmy walkę o utrzymanie klubu. Wtedy jednak nie było żadnej świadomości co dobrego w tkance wielkomiejskiej czynią miejsca funkcjonujące po 22.00. Zaproponowałem aby koleżanki i koledzy działający dzisiaj zastanowili się nad propozycją apelu o uchwałę Warszawy dotyczącą nocnego życia metropolii.
Przykłady Berlina, Pragi, Budapesztu, Paryża, Barcelony, czy Londynu, ale także Wrocławia, Krakowa, Katowic i Sopotu – pokazują, że warto wyznaczyć ulice, deptaki, place i części dzielnic gdzie należy spodziewać się większego hałasu w nocy. Tak aby reguły były jasne. Zresztą w każdym z wymienionych miast (a także w różnych stanach USA) te ustalenia są bardzo różne. Jest z czego wybierać – można ustalić najlepszy model dla Warszawy. Brak takiej spójnej polityki Warszawy to błąd i przeoczenie. Źródło nieporozumień. Ktoś zacytował uchwalony niedawno wieloletni plan rozwoju Warszawy – gdzie napisano o stworzeniu strefy życia nocnego w mieście. Należy to doprecyzować i podyskutować, czy strefy, czy może właśnie różnych, ale ograniczonych terytorialnie stref. A może nawet zaproponować projekt takiej mapy Warszawy. Tak jak w innych miastach polskich. Wiele osób podczas spotkania wyraziło obawę, czy pisać o „nocnym“ życiu metropolii. Że to niepolitycznie. Nie oszukujmy się – nikogo nie martwią leżaki stojące na trawnikach warszawskich za dnia. Padły głosy, że np. W Gdańsku nie ma specjalnej uchwały, ale nastąpiło porozumienie między lokalami na Starówce, prezydentem miasta i komendantem policji i jest porządek. Życie nocne w określonym kwadracie ulic jest tam ustalone dżentelmeńską umową. Można i tak.
Warto także zauważyć, że wielu radnych Warszawy chce kompromisu i wyjaśnienia obecnego zamieszania. Pytanie czy większość. Najważniejszym wnioskiem po wczorajszym spotkaniu jest właśnie zdecydowana wola wszystkich aby rozpocząć dialog. Tak z udziałem przedstawicieli miasta oraz dzielnic poprzez spotkania w Centrum Komunikacji Społecznej. Jak i w ramach innych platform do dyskusji. Klubokawiarnie się wczoraj nareszcie zjednoczyły, ustaliły formy komunikacji i pracują nad tym, aby przemówić jednym i rozsądnym głosem. Aby szukać wspólnych mianowników między sobą i z urzędnikami miasta. A także, aby prowadzić skuteczniejsza komunikację z mieszkańcami za pośrednictwem mediów. Myślę, że to dobry krok w dobrą stronę. Teraz czas na Warszawę i polityków. To nie kosztuje nic z budżetu miasta. Wystarczy poznać się, rozmawiać, starać się zrozumieć, pomyśleć co zrobić, a następnie uchwalić spójne zasady. I zaapelować do służb porządkowych o działanie zgodnie z tymi ustaleniami.
Proszę mi wierzyć, zdecydowana większość ludzi, których wczoraj poznałem to apolityczni i aktywni zawodowo młodzi ludzie jakich mało w życiu publicznym. Otwierając swoje klubokawiarnie chcą pokazać, że można własną pracą i biznesem zmieniać otaczającą nas rzeczywistość. To pożyteczni najmłodsi obywatele stolicy. Nie podcinajmy im skrzydeł. Wciąż są pełni pasji i woli, aby zmieniać Warszawę w europejskie żywe i pozytywne miasto. A nie spelunę pełną chuliganów i pijaków. Ustalmy wreszcie porządnie i do końca jasne reguły gry dla wszystkich.
