Właściwie wszystkie sondaże od mniej więcej trzech tygodni wskazują, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to niewielkie zwycięstwo PiS-u, ale nie uzyskanie większości pozwalającej na samodzielne rządy. W takim razie bardzo realne jest pytanie jak mają się zachować demokratyczne partie, odpowiedzialne za państwo, szanujące zasady demokracji i podstawowe reguły jej funkcjonowania od 1989 roku. Najkrócej rzecz ujmując - czy tworzyć koalicję w obronie demokracji zagradzającą Kaczyńskiemu, Macierewiczowi, Kamińskiemu, Brudzińskiemu i spółce drogę do władzy, czy też oddać rządy w Polsce PiS-owi i jego potencjalnym koalicjantom.
REKLAMA
Partiami szanującymi zasady demokracji są PO, Lewica, Nowoczesna i ewentualnie PSL (tu niestety sprawa nie jest jasna, a stanowisko p. Piechocińskiego co najmniej dwuznaczne). Z PiS-em koalicję mogą zawrzeć partie Korwina i Kukiza, a taka koalicja skrajnie szkodliwa byłaby niezależnie od wszystkiego operetkowa, rozsadzana przez szaleńców i siłą rzeczy zdolna jedynie do błazenady i destrukcji.
Trudno moim zdaniem obronić pogląd, który najpełniej przedstawił redaktor Jarosław Kurski z Gazety Wyborczej, że należy oddać władzę PiS-owi, gdyż w przeciwnym wypadku:"Część wyborców nie zrozumie, dlaczego rządzi koalicja przegranych, skoro wygrało PiS. Poczują się oszukani i zdradzeni przez elity, czym partia Kaczyńskiego będzie cynicznie grać... A to może być fatalne. Taka koalicja nic nie osiągnie, nie rozwiąże żadnego z gorących problemów. A PiS - partia antysystemowa - będzie rósł, i nie licząc się z budżetem, będzie żądał coraz więcej, moszcząc sobie większość pod następną, tym razem bezapelacyjną wygraną."(J. Kurski, Odciąć PiS-owi stożek wzrostu, Gazeta Wyborcza nr 241, z dn. 15 10 2015 r.).
W podobnym stylu wypowiadają się wszyscy przeciwnicy tzw. "koalicji antyPiS". Nie mają racji. Oczywiście jak zawsze mają swoje argumenty, ale te argumenty nie wytrzymują w zderzeniu najważniejszym, że istnieje jeszcze Polska. Każdy dzień władzy pisowskiej kliki i ich ewentualnych błazeńskich, koalicjantów - politycznych, a często zwykłych chuliganów, (prułbym do was z kałacha - to p. Kukiz o niechętnych mu politykach) ekscentryków i szaleńców, to skrajne poniżenie Polski. To rujnowanie naszego kraju, niszczenie 26 lat demokratycznego rozwoju, to zagrożenie dla wolności, to fala kłamstwa i nienawiści, skrajnie upolitycznione media, telewizja przypominająca tę ze stanu wojennego, to poranne wizyty służb specjalnych, szaleństwa lustracyjne, kłamstwo smoleńskie podniesione do rangi państwowej doktryny, fałszowanie historii polegające między innymi na apoteozie politycznej przeciętności jaką był Lech Kaczyński, gospodarka w rękach niedouczonych doktrynerów jak w PRL-u. Przed tym czarnym scenariuszem może obronić nasz kraj nie żadna koalicja antypisowska, ale koalicja w obronie demokracji. Takie koalicje istniały we Francji i Włoszech aż do lat osiemdziesiątych i miały na celu niedopuszczenie do władzy komunistów. Komuniści wygrywali wybory, ale rządziła koalicja partii demokratycznych.
Tak pisze wybitny profesor prawa, politolog Wojciech Sadurski: "Dopóki PiS będzie odstawał przy delegitymizacji trzonu układu politycznego rządu i partii rządzącej, musi być moralnie i politycznie ignorowany. Musi być traktowany jak trędowaty. To obrona demokracji przed jej wrogami... Stawką w zbliżających się wyborach jest charakter polskiej demokracji. Zdecyduje się, czy to będzie model zachodnioeuropejski, czy model demokracji nieliberalnej w stylu Orbana, Putina lub Erdogana. Te ostatnie to też na swój sposób demokracje - ale bez realnych ograniczeń władzy, gwarancji praw i wolności obywatelskich, wolności mediów i niezawisłości sądów". (ibidem).
Decydują się losy demokracji w Polsce. Wydaje mi się, że jest wystarczająco wielu jej zwolenników, aby obronić w naszym kraju demokrację i wolność, a tym samym w dłuższej perspektywie także niepodległość. Pisowska dyktatura gdyby nadeszła oznaczałaby kolejny czarny rozdział najnowszej historii Polski. Oznaki propisowskiego szaleństwa, na razie słabe i bardziej bezmyślne niż groźne, możemy obserwować w wielu miejscach. Dobrym przykładem były komentarze w mediach po debacie Kopacz - Szydło, bezapelacyjnie wygraną przez kompetentną, merytoryczną, spokojną i rzeczową Panią premier, której do pięt nie dorastała nudna antypatyczna, zakłamana i pozbawiona nie tylko cienia charyzmy, ale cienia tej iskry, bez której nie ma polityka (wiadomo dlaczego Kaczyński na nią wskazał podobnie jak na Dudę z lisim uśmieszkiem - ci ludzie nie wyrosną nigdy ponad niego). Pomijam pisowskich lizusów niesłusznie nazywanych ekspertami czy dziennikarzami, ale przygniatająca większość niezależnych ekspertów kłamała - chyba świadomie - mówiąc o remisie. Sonda w tvn24 wskazała 63% Kopacz - 37% Szydło i trzeba było być ślepym, bezmyślnym, albo motywowanym politycznie aby mówić o remisie. Ale nie tylko; dziennikarze prowadzący debatę zadali jedno skandaliczne pytanie pod p. Szydło to o "aferę podsłuchową", a w telewizji uchodzącej całkowicie niesłusznie za sprzyjającą Platformie w porannej rozmowie prowadzonej przez propisowskiego dziennikarza debatę komentował p. Brudziński i nie było innego głosu z obozu przeciwnego. Jeśli właściciele jakiegokolwiek medium myślą, że podlizywaniem się PiS-owi zyskają przychylność kliki Kaczyńskiego to się mylą, dla tych ludzi tylko pełna kontrola, całkowite podporządkowanie, gazeta na poziomie Gazety Polskiej, telewizja na poziomie TV republika, a tygodnik na poziomie w Sieci są niezależne i mogą być akceptowane, wszystkie inne są wrogie.
Rozumiem szlachetne motywy ludzi, którzy boją się, że PiS dziś izolowany jutro uzyska absolutną większość, ale nie podzielam tych obaw. Należy bronić naszego kraju przed falą kłamstwa, nienawiści i podłości teraz i zawsze, ze wszystkich sił bo zbyt wiele kosztowała nas wolność i niepodległość, aby lekkomyślnie w efekcie fałszywej diagnozy ją utracić.
