REKLAMA
Debata w Parlamencie Europejskim poświęcona zagrożeniu demokracji w Polsce po raz kolejny pokazała jaką wybitną miernotą i to pod wieloma względami jest p. Szydło. Wydaje mi się, że nawet uwzględniając przywódców Polski Ludowej tak nieudolnego i ograniczonego premiera Polska nie miała, a patrząc na liderów PiS-u na czele z p. Kaczyńskim trudno oprzeć się wrażeniu, że naszego kraju jeszcze dotychczas nie reprezentował zespół ludzi równie mizernych. Nie pomogą zaklęcia pisowskich propagandystów i zwyczajnych durni (często są to synonimy) o Beacie Wielkiej, a kontrast pomiędzy rzeczowymi, merytorycznymi i konkretnymi politykami liberalnego Zachodu, a ograniczonymi nacjonalistami z PiS-u i ich sfanatyzowanymi sojusznikami z marginalnych grupek uderzający. Z przyjemnością słuchałem Martina Schultza, Estebana Gonzalesa, Rebbecci Harms, Guy Verhofstadta, Fransa Timmermansa i innych i paliłem się ze wstydu słuchając powtarzającej slogany o naszym miejscu w Europie, zasługach dla wolności, zaplątanej we własne kłamstwa i wykręty p. Szydło, a także podobnego w formie i treści antyunijnego bełkotu kilku innych polskich głowaczy.
Walka w Polsce nie toczy się tylko o Trybunał Konstytucyjny, wolność słowa (PiS de facto przywrócił cenzurę), niezależność sądów i prokuratury, swobodny dostęp do internetu, ale generalnie o system polityczny w Polsce, a w dalszej perspektywie o rolę, a nawet samą obecność naszego kraju w Unii Europejskiej. Usunięcie flag Unii z kancelarii premiera ma wymiar nie tylko symboliczny, tak samo jak oklaskiwanie przez Broszkę antyunijnych proputinowskich wystąpień (chyba, że ona nie bardzo się orientuje gdzie jest i czego od niej chcą?). Trwa walka z pisowskim autorytaryzmem o to między innymi, aby od wyborów zależało kto będzie sprawował władzę, aby nie spełniła się przepowiednia Władysława Gomułki - władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy, bo do tego właśnie zmierza Kaczyński. Aby wybory nie było swojego rodzaju atrapą tak jak atrapą demokracji stał się dziś Parlament, aby nie dopuścić do obsadzenia przez PiS swoimi aparatczykami i lizusami wszystkich istotnych z punktu widzenia utrzymania władzy instytucji, urzędów, organizacji. Taki system istniał w Polsce po zamachu majowym, gdzie opozycja istniała, była reprezentowana w Sejmie, ale nie mogła przejąć władzy w wyniku wyborów, których wynik był z góry przesądzony. Tak sam system istnieje w państwach rządzonych przez Putina, Łukaszenkę, Erdogana, Orbana, każdy z tych satrapów kiedyś uzyskał poparcie społeczne i naginając prawo oraz łamiąc konstytucję zadbał o to, aby kolejne wybory nie mogły już odsunąć go od władzy. Oczywiście Polsce dziś daleko do tych i innych tyranii, ale jeszcze nie tak dawno nikt nie uwierzyłby, że to co wyprawia dziś Kaczyński ze swoją kliką służalców, karierowiczów, oportunistów i lizusów będzie kiedykolwiek możliwe? To od trwającego w naszym kraju oporu społecznego (ten na szczęście rośnie o czym świadczą między innymi manifestacje KOD-u), a także wsparcia dla demokracji w Polsce ze strony Unii Europejskiej zależy czy uda się demokrację i wolność w naszym kraju obronić.
Działania PiS-u w Parlamencie Europejskim miały na celu to wsparcie na ile to możliwe osłabić. Po raz kolejny pisowskim propagandystom udało się zaszantażować część polskich polityków straszakiem "patriotyzmu, który polega na nie wynoszeniu naszych spraw na zewnątrz". To takie samo kłamstwo jak "mowa nienawiści" przeciwników PiS-u, poparcie dla "zamachu" smoleńskiego jako miara patriotyzmu, cała ta obrzydliwa załgana do szpiku kości pseudopatriotyczna retoryka politycznej żulii wobec, której polityczni dżentelmeni często stają zakłopotani i bezradni. Platforma z małymi wyjątkami była i jest bezradna w obliczu niesłychanej fali politycznego chamstwa i chuligaństwa, wyzwisk i obelg nie mających sobie równych w najnowszej historii może z wyjątkiem stalinizmu? Pisowska i każda inna żulia zasługuje na taki język jakiego sama używa, a mówienie o załatwianiu polskich spraw w domu oznacza rezygnację z pomocy jaką w walce o wolność może i chce udzielić nam Unia. Miałoby to jakiś sens, gdyby druga strona sama przestrzegała tej zasady. Jak wygląda to "załatwianie" polskich spraw widzimy codziennie. Właśnie trwa w pisowskich mediach, których dziennikarze obejmują media publiczne kampania szkalowania i zniesławiania Ryszarda Petru i prof. Staniszkis. W Strasburgu była kolportowana broszura propagandowa będąca stekiem kłamstw i insynuacji na temat przeciwników PiS-u, a zwłaszcza poprzednich rządów. Walka o Polskę to dziś walka o prawdę. W tej walce w Strasburgu okazało się, że mamy wspaniałych przyjaciół całkowicie odpornych na kłamstwa i krętactwa. Jest to ta sama walka, którą zgodnie z ewangelicznym - prawda was wyzwoli - prowadziliśmy z komunizmem. Chciałbym w imieniu tych, którzy tę trudną walkę o przyszłość mojego kraju prowadzili i prowadzą, zwłaszcza naszym zachodnim przyjaciołom, serdecznie podziękować.