REKLAMA
Szczególnie ostatnie działania kierowanego przez p. Łukasza Kamińskiego instytutu w sprawie Lecha Wałęsy zasługują na taką nazwę - narodowej hańby. Instytucja ta zamiast ścigać dożywających swoich dni komunistycznych zbrodniarzy i prowadzić działalność edukacyjną mającą na celu ukazywanie naszych bohaterów na drodze pokojowego przejścia od dyktatury do demokracji, z których najbardziej znanym zasłużonym i skutecznym jest Lech Wałęsa, wzięła udział w próbie zdyskredytowania, oplucia i publicznego linczu naszego laureata pokojowej Nagrody Nobla. IPN stał się w moim przekonaniu Instytutem Hańby Narodowej, gdyż wpisał się w pisowski scenariusz fałszowania historii, w kolejną próbę zastąpienia autentycznego bohatera i przywódcę strajków sierpniowych, a następnie stojącego na czele NSZZ "Solidarność" i kierującego walką Związku oraz całego Ruchu Społecznego Lecha Wałęsy, trzeciorzędnym opozycjonistą, jakim był Lech Kaczyński. Próba zniszczenia i upokorzenia Lecha Wałęsy obok zafałszowania historii i wpisania się w osobistą zemstę Kaczyńskiego, którego jak wiadomo Wałęsa słusznie wyrzucił ze swojej kancelarii, to także realizacja szerszego scenariusza polegającego na wykazaniu, że Lech Wałęsa był w swoich decyzjach niesuwerenny, sterowany przez mroczne siły SB, PZPR, służb komunistycznych polskich i być może moskiewskich? A skoro cały proces pokojowej rewolucji Solidarności, Okrągły Stół, wybory 4-go czerwca i odbudowanie demokracji, cała Polska po 1989 roku powstała w efekcie oszukańczego spisku komunistów i ich agentów, jest nielegalna, nieważna od samego początku, a jedynym sprawiedliwym, który to zawsze mówił i dlatego powinien rządzić do końca świata jest Jarosław Kaczyński i jego spadkobiercy, z których wyraźnie na czoło wysuwa się najwybitniejszy z nich Antoni Macierewicz.
W tym duchu powołując się na "dokumenty" IPN wypowiedziało się kilku wybitnych pisowskich głowaczy, między innymi: pp. Zybertowicz, Waszczykowski, Morawiecki, nie licząc tzw. niepokornych dziennikarzy. W pewnym momencie wydawać się mogło, że tym razem pisowskiej szczujni udało się zagłuszyć jakiekolwiek głosy rozsądku i otrzeźwienia, p. Łukasz Kamiński ze swoją obłudną miną zatroskanego o prawdę badacza kiwał głową nad ludzką marnością, a Kaczyński taktownie milczał, jakby to wszystko niewiele go obchodziło, bo on przecież zawsze znał i zna prawdę. Sytuacja trochę przypominała nagonkę na Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich w 1965 roku, gdy komunistom przez moment udawało się narzucić społeczeństwu swoją narrację. Ale tak jak komunistów wówczas, tak pisowską szczujnię obecnie zgubiło to samo - łapczywość i nachalność. Nagle okazało się, że przynajmniej, co do niektórych podpisów "Bolka" są podejrzenia grafologa, że są sfałszowane. Niepokorni zawyli i zamilkli, a p. Kamiński ogłosił rozpoczęcie śledztwa w sprawie ewentualnego fałszerstwa. Byłoby pięknie, gdyby od tego zaczął, a tak potwierdził jedynie swoją stronniczość, bo najpierw uruchomił nagonkę na Lecha Wałęsę, a potem mówi, że może jednak podpisy Bolka są sfałszowane. W dodatku nadal nie odpowiada na pytania, dlaczego ujawnia listy do Kiszczaka tylko osób niemiłych PiS-owi i czy są dokumenty, z których wynika, że czołowy Zbawca to dziecko resortowe i dlaczego p. Kania z taką łatwością ujawniała zawsze materiały przeciwko ludziom nielubianym przez PiS? Skąd ta dostępność akurat dla tej pani mającej w dodatku kłopoty z prawem?
Myślę, że na skutek kierownictwa p. Kamińskiego IPN powinien zakończyć swoją działalność jako instytucja skompromitowana i zbędna, gdy tylko pojawi się taka możliwość. To i tak łagodna kara za całe zło jakie ci ludzie wyrządzili Lechowi Wałęsie, Polsce i demokracji w Polsce.
I jeszcze jedno, w swoim szaleństwie PiS dokonało zamachu na zasłużone stadniny polskich koni. To wyjątkowo głupi ruch, żeby zatrudnić jakiś fagasów, przy których konie robią wrażenie mędrców? Czy nie dość im przeróżnych rad nadzorczych, spółek i agencji, które obsadzają ignorantami, akurat na koniach trzeba się znać. Jaki konie zaczną zdychać, to poleci p. Jurgiel, ale koni żal. Ze zwierzętami radzę ostrożnie - p. Duda ma w twarzy coś z owcy, Kaczyński przebiera językiem w jamie gębowej jak grzechotnik, a teraz te konie. Uderzenie może wyjść ze stajni.