REKLAMA
Propozycja rozmów p. Kaczyńskiego z opozycją i towarzyszący jej projekt nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, to pisowska bezczelność. Stanowią one złagodzoną wersję uchwalonej przez PiS ustawy, której celem było sparaliżowanie TK. Obecna propozycja (projekt), to w gruncie rzeczy inna, łagodniejsza wersja tej samej ustawy. PiS nie może pogodzić się z sytuacją, że istnieje instytucja niezależna od Kaczyńskiego i dopóki do mózgu tego zakompleksiałego wodzunia nie dotrze bolesna prawda, że nie podporządkuje sobie całej Polski, wszelkie rozmowy z PiSem są niepotrzebne i szkodliwe. Służą bowiem uwierzytelnianiu kłamstwa, oszustwa i obłudy. Istotą PiSu jest kłamstwo i nienawiść, stanowią one podstawę działania i myślenia Kaczyńskiego. Nie można sprawiać mu tej satysfakcji i nie można oszukiwać opinii publicznej, że mają miejsce poszukiwania kompromisu. PiS nie zna bowiem pojęcia kompromisu. Zabawne są wysiłki powołanych przez p. Kuchcińskiego „ekspertów”, czyli pisowskich lizusów takiego napisania ustawy o TK, aby w żadnym miejscu nie było możliwości wydania przez Sąd wyroku nie po myśli PiSu. To jest istota tego projektu i dlatego jako bezwartościowy nie zasługuje on na poważną dyskusję. Mówiąc, że „część opozycji” przyjdzie na spotkani, p. Kaczyński miał na myśli partię p. Kukiza, żałosną przystawkę, wsławioną ponurymi wyczynami operetkowych „mężów stanów”. Swoją drogą, jak coś takiego mogło znaleźć się w sejmie? To dowód degrengolady parlamentaryzmu.
Istota debaty publicznej przenosi się na ulicę. Szkoda, że dopiero teraz liderzy opozycji zrobili to, do czego namawiałem od dawna. Nie pójdą na spotkanie z Kaczyńskim. I szkoda, że będziemy mieli jednak ponury spektakl w Warszawie, gdy przywódcy demokratycznych państw będą ściskać rękę Maliniaka i może innych ludzi w tym rodzaju. Równie irytujące, jak oglądanie zachodnich mężów stanu w Warszawie stanu wojennego. Trwa mordowanie demokracji w Polsce. Teraz Pis utrwala cenzurę w mediach publicznych i pisowskich propagandzistów godnych swoich stalinowskich i marcowych poprzedników w roli dziennikarzy i komentatorów. Coś się jednak dzieje. Ukazał się optymistyczny tekst Marka Beylina: „Przybywa wściekłych. Tłumy wychodzą na ulicę, sędziowie bronią państwa prawa, samorządy nie uznają gwałcenia konstytucji przez władzę, kobiety ruszyły się w obronie swoich praw” (Gazeta Wyborcza, z dn. 30-01 maja 2016).
Mam nadzieję, że 7. maja tłumy wyjdą na ulicę i za jakiś czas tłumy rozwścieczone rządami Kaczyńskiego zamiast pod siedzibę Maliniaka, przyjdą pod siedzibę Kaczyńskiego i już nie zejdą z ulic. I to będzie koniec tego koszmarnego nowotworu, który od pięciu miesięcy niszczy nasz piękny kraj.
Istota debaty publicznej przenosi się na ulicę. Szkoda, że dopiero teraz liderzy opozycji zrobili to, do czego namawiałem od dawna. Nie pójdą na spotkanie z Kaczyńskim. I szkoda, że będziemy mieli jednak ponury spektakl w Warszawie, gdy przywódcy demokratycznych państw będą ściskać rękę Maliniaka i może innych ludzi w tym rodzaju. Równie irytujące, jak oglądanie zachodnich mężów stanu w Warszawie stanu wojennego. Trwa mordowanie demokracji w Polsce. Teraz Pis utrwala cenzurę w mediach publicznych i pisowskich propagandzistów godnych swoich stalinowskich i marcowych poprzedników w roli dziennikarzy i komentatorów. Coś się jednak dzieje. Ukazał się optymistyczny tekst Marka Beylina: „Przybywa wściekłych. Tłumy wychodzą na ulicę, sędziowie bronią państwa prawa, samorządy nie uznają gwałcenia konstytucji przez władzę, kobiety ruszyły się w obronie swoich praw” (Gazeta Wyborcza, z dn. 30-01 maja 2016).
Mam nadzieję, że 7. maja tłumy wyjdą na ulicę i za jakiś czas tłumy rozwścieczone rządami Kaczyńskiego zamiast pod siedzibę Maliniaka, przyjdą pod siedzibę Kaczyńskiego i już nie zejdą z ulic. I to będzie koniec tego koszmarnego nowotworu, który od pięciu miesięcy niszczy nasz piękny kraj.
