Jednak się stało, tym razem sondaże okazały się mylące i Anglicy niewielką większością głosów podjęli decyzję, moim zdaniem, najgorszą dla wszystkich. Najbardziej odpowiedzialny jest oczywiście premier Wielkiej Brytanii David Cameron, który nie musiał rozpisywać tego idiotycznego referendum, a uczynił tak z egoistycznych, wewnątrzpartyjnych motywów, chcąc spacyfikować antyeuropejską opozycję we własnej partii.

REKLAMA
Popełnił błąd typowy dla wszystkich ulegających populistom, nacjonalistom i w pewnym sensie szantażystom. Wydawało mu się, że poprzez atakowanie Unii i domaganie się kolejnych ustępstw dla Wielkiej Brytanii wygra i zostanie triumfatorem zarówno w Wielkiej Brytanii jak i całej Unii. Ale przegrał i jest już polityczną przeszłością, chociaż do października będzie pełnił funkcję premiera.
Jeden z twórców Zjednoczonej Europy, wielki francuski polityk i mąż stanu Charles de Gaulle zawsze przeciwstawiał się przyjęciu do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (poprzedniczki Unii) Wielkiej Brytanii, podkreślając, że to doprowadzi do niepożądanych skutków i że Wielka Brytania ma odrębne od europejskich cele i interesy. Dopiero w trzy lata po jego śmierci, w 1973 roku Wielka Brytania została przyjęta do Unii, co od początku wiązało się z różnego rodzaju problemami i domaganiem się specjalnego traktowania, a skończyło zagrożeniem dla jedności całej Unii.
Dziś jedność Unii jest zagrożona, ożywili się różnego rodzaju nacjonaliści i wrogowie domagając się takich samych referendów, no bo skoro Anglicy mogli, to dlaczego nie oni. Niekłamaną radość wyraził Prezydent Putin, bo zarówno Związek Sowiecki jak i Rosja zawsze była przeciwna silnej Europie, a Unia to przede wszystkim silna, stabilna politycznie i społecznie oraz rozwinięta gospodarczo Europa. Niekłamaną i żywiołową radość wyrazili Trump, Putin, Żirinowski, Le Pen i szereg figur pomniejszych.
Rozpoczął się festiwal nacjonalizmu, populizmu, politycznej bezmyślności. Trudno dziś przewidzieć, do czego doprowadzi i jakie będą konsekwencje decyzji o brexicie, ale już widać nadciągające chmury destabilizacji kryzysu ekonomicznego i chaosu. Z drugiej strony Unia, która w obliczu powrotu do nacjonalizmu niosącego konflikty, jest nadal jedynym sensownym projektem politycznym w Europie (obok NATO).
I dlatego nie jest możliwe, aby ten kryzys mógł doprowadzić do rozpadu tego, co zapewniło kilku generacjom na naszym kontynencie pokój i dobrobyt. I trafnie podsumował nastroje wśród polityków odpowiedzialnych za przyszłość Europy Donald Tusk mówiąc - co nas nie zabije to nas wzmocni. Jestem przekonany, że na dłuższą metę, po zawirowaniach związanych z brexitem, Unia wyjdzie wzmocniona i bardziej zjednoczona. Nie wiadomo, czy wzmocniona wyjdzie Wielka Brytania, której grozi secesja Szkocji i Irlandii Północnej.
W Polsce, z wyjątkiem politycznego marginesu jak Korwin i Kukiz, nikt oficjalnie nie wyraził satysfakcji z powodu brexitu, chociaż nie ulega wątpliwości, że PiS w tej sprawie nie zajmuje jednoznacznego stanowiska. Z jednej strony ogłasza niezadowolenie z powodu brexitu, z drugiej Kaczyński mówi o jakimś nowym "traktacie europejskim", co sugeruje, że Unia jest zła. Projekt reformy Unii zapowiada p. Szydło. Myślę, że świat czeka na ten projekt z zapartym tchem, tak jak na każde zdanie p. Szydło będące odkryciem.
Ze strony polityków PiS-u, którzy swoją wrogość do Unii prezentowali wielokrotnie jak np. p. Macierewicz - Unia Europejska jest jak klatka, kto tam wejdzie, ten już nie wyjdzie, lub p. Szydło, która usunęła flagi unijne z sali konferencyjnej RM. Takich i znacznie gorszych wypowiedzi można przytoczyć więcej, należy się spodziewać ataków na Donalda Tuska, a także kolejnych prób paraliżowania Trybunału Konstytucyjnego licząc, że osłabiona Unia na te działania przymknie oko.
Nie wydaje mi się, że te rachuby PiS-u się spełnią bo Unia jest organizacją państw demokratycznych i zgoda na budowanie dyktatury w którymkolwiek z krajów Unii podważały sens jej istnienia i była daleko większym zagrożeniem niż brexit. Stajemy w obliczu nowych trudności i wyzwań.
Polska jest dziś, na skutek pisowskich rządów, na marginesie i dopóki rząd Polski nie będzie prowadził racjonalnej polityki zamiast brnąć w kłamstwa i wykręty nasz głos nie będzie brany pod uwagę przy przezwyciężaniu tych trudności. Chyba, że w takim sensie jak ofensywa dyplomatyczna p. Szydło, o której min. Waszczykowski powiedział, że znacznie oddaliła niebezpieczeństwo brexitu - jak się okazało trafnie i celnie.