REKLAMA
Ponure rządy PiS-u są atakowane przede wszystkim za niszczenie demokracji i stopniowe wdrażanie dyktatury wprowadzającej z grubsza wszystko to, co dyktatura oznacza i co naiwnie wydawało się nam, że raz na zawsze wraz z PRL-em odeszło w niebyt. Ale PiS obok oczywiście pełzającej lub, jak ktoś woli, infantylnej i wyjątkowo obrzydliwej w swojej obłudzie i załganiu dyktatury i kilku innych niemiłych rzeczy jak tępota, ograniczenie, brak klasy, prostactwo, brak poczucia humoru, wazeliniarstwo itp. oznacza także gigantyczną niekompetencję. To coś takiego jak "dyktatura ciemniaków", jak komunistyczne rządy późnego Gomułki nazywał Stefan Kisielewski lub nieudane od samego początku reformy wprowadzane przez kolejne ekipy PZPR, gdzie jedynym kryterium obsadzania stanowisk było - mierny, bierny, ale wierny. Dziś dokładnie taka sama zasada obowiązuje w PiS. Jej jaskrawym, rzucającym się w oczy przykładem jest m. in. nadawanie orderów przez p. Dudę np. p. Wildsteinowi, ministrowie, którzy kompromitują samym wyglądem i każdym w zasadzie słowem jak Jurgiel, Waszczykowski, obłudny delfin pisowskiego betonu Morawiecki, czy groteskowy Macierewicz, który uznał za stosowne nadać złoty medal za obronę kraju człowiekowi, który pracuje kilka miesięcy, przedtem był aptekarzem i nigdy nie był w wojsku (podobnie jak sam Macierewicz) niejakiemu Misiewiczowi. Tak podsumowuje ten proces politolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr Materska-Sosnowska: "Po wygranych wyborach PiS obsadził ponad 1200 stanowisk w różnych państwowych spółkach i instytucjach. W wielu przypadkach stanowiska obejmują radni, byli radni, niedoszli posłowie, ich krewni. Regułą niemal powszechną stało się nominowanie ludzi bez kwalifikacji". Wybitny publicysta Stefan Bratkowski stwierdził trafnie, że "prezydentem został pan Nikt, którego nazwisko parę miesięcy temu nikomu nic nie mówiło i usłyszeliśmy o nim, kiedy odżegnał się od niego jego wydział uniwersytetu... Premierem też jest pani Nikt. Inteligentna, sympatyczna, ale nie pamiętam jednego jej zdania, które byłoby prawdą", a rządzący de facto Polską wielki strateg Jarosław Kaczyński "nie mówi żadnym obcym językiem, na niczym się nie zna porządnie... Nie ma umiejętności budowania, za to talent do intryg, zwodów i ruchów pozornych. Poza burzeniem, nawet stadnin końskich, nie zna innej polityki". (S. Bratkowski, "Pokojowa wojna domowa", "Gazeta Wyborcza", 13.-15. 08. 2016 r.).
Te niekompetencje widoczne są absolutnie wszędzie, publiczne media są nie do oglądanie przez swoją natrętną, prymitywną i aż śliską od wazeliny propagandę, pisowskie gazety we wszystkich możliwych miejscach leżą i żółkną, bo przecież żadna siła nie zmusi wolnych od sekciarskiego fanatyzmu ludzi do czytania bredni propagandystów w stalinowskim stylu. Rośnie zadłużenie, prawie wszystkie obietnice wyborcze (poprawa opieki zdrowotnej, frankowicze, emeryci i renciści, edukacja itp) okazały się kłamstwami. Uderzająca jest niekompetencja pisowców od kultury na czele z wybitnym intelektualistą, człowiekiem, który odwagę i godność ma wypisane na twarzy p. Glińskim. Polityka zagraniczna jest w ruinie. Polska jest krajem izolowanym, pogardzanym za łamanie demokracji, bez sojuszników z wyjątkiem p. Orbana i z pewnością uradowanego tym, co wyprawia PiS prezydenta Putina. Jeżeli PiS sądził, że wystarczy lizusostwo, manifestowanie uwielbienia dla Kaczyńskiego i nienawiść dla wszystkich, którzy nie są PiS-em, to rozumował podobnie jak autor piosenki wysyłający w bój kolejne pokolenie powstańców - obok Orła znak Pogoni, poszli nasi w bój bez broni. Dla normalnego człowieka w bój bez broni idzie raczej wariat i to wydaje się być znakiem firmowym PiS-u.