REKLAMA
Wybuch II wojny światowej w decydującym stopniu zmienił oblicze świata i oczywiście Polski. Niektórzy historycy, np. Norman Davies, formułują interesującą hipotezę, że cały okres od wybuchu I do zakończenia II wojny, a nawet do końca komunizmu w 1989 roku jest pewnego rodzaju całością, którą Davies nazywa zaćmieniem (tenebrae). "Przyszli historycy muszą zatem traktować trzy dziesięciolecia jakie dzielą sierpień 1914 roku od maja roku 1945 jako okres, w którym Europa postradała zmysły. Totalitarne okropieństwa komunizmu i faszyzmu, dodane do okropieństw wojny totalnej, dają nieporównywalny z niczym rejestr śmierci, nieszczęścia i upodlenia." (N. Davies, "Europa", Kraków, 1998 r.)
Pierwszym państwem, które zbrojnie przeciwstawiło się niemieckiej hegemonii przynajmniej w Europie, płacąc za to bardzo wysoką cenę, była Polska. Spór o to, czy Polska mogła w latach trzydziestych prowadzić inną politykę, ocalić niepodległość i przekreślić plany Hitlera, wydaje się dawno rozstrzygnięty. Komuniści w swojej propagandzie zarzucali przywódcom II RP, że odmówili zgody na wkroczenie do Polski Armii Czerwonej i tym samym odrzucając jedyną realną ofertę ratunku skazali nasz kraj na klęskę. Zarzut ten ma czysto propagandowy charakter i nie zasługuje na poważną dyskusję. Wpuszczenie do Polski Armii Czerwonej oznaczałoby utratę niepodległości i oczywiście opór społeczny połączony z upadkiem rządu. Taką samą wartość mają podnoszone od dawna jeszcze w czasie wojny przez Stanisława Cata-Mackiewicza, a ostatnio nasilone, stwierdzenia, że należało ustąpić Hitlerowi Gdańsk oraz zgodzić się na propozycję sojuszu i wspólnego ataku na Związek Sowiecki. Najpewniej skończyłoby się to najpierw marginalizacją Polski jako niemieckiego satelity, a potem utratą nie tylko ziem wschodnich, lecz także zachodnich. Publicyści rozpisujący się o defiladzie w Moskwie, która odbieraliby Adolf Hitler i Edward Rydz-Śmigły powinni sobie znaleźć raczej inne zajęcie.
Generalnie to nie od nas zależało powstrzymanie Hitlera. Mogła to zrobić tylko Francja, której siły były porównywalne do niemieckich (Anglia była całkowicie nieprzygotowana do wojny na lądzie i w powietrzu). W dodatku znajdując się w wyjątkowym w historii wojen położeniu, gdy siły przeciwnika były zaangażowane gdzie indziej. Francja jednak zamiast uderzyć na Niemcy, do czego była zobowiązana i co leżało w jej elementarnym interesie, pozostała bezczynna, a 12 września politycy Anglii i Francji podjęli w mieście Abbeville decyzję, że los Polski zależy od "dalszego przebiegu wojny" co oznaczało porzucenie sojusznika na polu walki. IV rozbiór Polski dokonał się gdy Ribbentrop i Mołotow 23 sierpnia 1939 roku podpisywali zbrodniczy pakt, ale wyrok śmierci na Polskę zapadł także we francuskim kurorcie. Od tego dnia rozpaczliwe wzywania i oczekiwania na pomoc dla napadniętej przez Hitlera, a potem także Stalina Polski nie mogły zostać spełnione, nasza bohaterska armia walczyła już tylko o honor i zadanie wrogowi możliwie największych strat.
Od czasów wojny wyrosły już trzy pokolenia, a jedno w Polsce niepodległej i demokratycznej. Makabryczne wspomnienia i świadomość jak straszną rzeczą jest wojna ma coraz mniej ludzi. Dla wielu zwłaszcza młodych nie znających historii, co jest zjawiskiem powszechnym i ogólnoświatowym powracają upiorne stereotypy, że wojna hartuje, umacnia patriotyzm, narodową więź i jedność oraz rozwiązuje problemy, których mięczaki i ludzie małego duch rozwiązać nie potrafią. Wydawało się, że po zbrodniach nacjonalizmu, na które skuteczną odpowiedzią była Unia Europejska, wojna jako metoda uprawiania polityki raz na zawsze została wykreślona z politycznego języka i mentalności narodów. W dużym stopniu tak jest, ale warto widzieć także nasilające się patologie w postaci ruchów populistycznych, agresywnych nacjonalizmów, bezmiaru głupoty, podłości, cynizmu i hipokryzji opartych o kult przemocy, siły, kłamstwa i bezmyślnego powtarzania pustych sloganów.
Niektóre zachowania, hasła, nawet półwojskowe umundurowania bojówek przypominają złote dla nacjonalizmów lata trzydzieste. A przecież: "Druga wojna światowa należała do najbardziej krwawych konfliktów w historii ludzkości; zginęło ponad 46 milionów żołnierzy i cywilów, z których wielu padło ofiarą straszliwego okrucieństwa" (Martin Gilbert, "Druga wojna światowa", Poznań, 1989 r.). Niebywała agresja kierowana przez nacjonalistów przeciwko wszystkim, którzy nie podzielają ich opinii przypomina to co działo sie w Republice Weimarskiej i wielu innych krajach Europy. Odczłowieczanie przeciwników poprzez takie hasła jak "pasożyty", "wszy". "gnidy" itp. bardzo przypomina określenia jakimi antysemici określali Żydów. Wszelkie bariery na razie, chociaż z coraz częstszymi wyjątkami, tylko językowe zostały złamane. Mamy podział społeczeństwa na gorszy sort, morderców, złodziei, aferzystów i zdrajców oraz prawdziwych patriotów. O przynależności do tych obozów chcą decydować nacjonaliści i polityczni opryszkowie. Takie podziały prowadzą do nieszczęść i wojen. W ostateczności, tak jak Polska, a potem inne kraje miały odwagę i siłę sprzeciwić się fali zła i nienawiści nazizmu i komunizmu, tak samo obecnie wystarczy ludzi gotowych bronić demokracji i wolności przeciwko ogolonym osiłkom o tępych twarzach i grubych karkach oraz schowanych za nimi politykom marzącym o ustanowieniu dyktatorskiej władzy.