Co mają Mistrzostwa Europy w piłce nożnej do złego traktowania białoruskich opozycjonistów? Białoruska drużyna nie uczestniczyła przecież w rozgrywkach. Sedno problemu leży właśnie w tym "nic wspólnego". Gdy Stary Kontynent ekscytuje się fantastycznymi bramkami i spektakularnymi porażkami, na Białorusi wszystko toczy się swoim normalnym rytmem. Mińska Fabryka Traktorów działa na pełnych obrotach, by dostarczać światu swój hit eksportowy, uniwersytety kształcą przyszłych białoruskich wizjonerów, rząd zbiera się na obrady, organizatorzy Mistrzostw Świata w Hokeju opracowują kolejne aspekty wielkiej imprezy, która odbędzie się już za dwa lata. Świat toczy się swym rytmem. Dla obserwatora z Polski ten białoruski rytm wyznaczają zatrzymania opozycjonistów. Przez ostatnie dwa tygodnie reżim nas z tego rytmu nie wybił.
Euro a wolność białoruskich opozycjonistów
REKLAMA
Do aresztu trafił Andrzej Poczobut, opozycyjny dziennikarz, na stałe współpracujący także z "Gazetą Wyborczą". Ktoś powie – sam się do tego aresztu pchał, w końcu po warunkowym zwolnieniu rok temu wyraźnie mu zasugerowano, by wyjechał za granicę i przestał się wychylać. Nie posłuchał i dalej publikował na opozycyjnych portalach "Białoruski Partyzan” i Karta97. W swoich tekstach miał obrazić głowę państwa. Które teksty okazały się obraźliwe – nie wiadomo. Prokuratura nie jest w tej sprawie wylewna i okoliczności zatrzymania nie zostały ujawnione. To co wiemy, pochodzi od najbliższych opozycjonisty. Jego żona powiedziała telewizji Biełsat m.in., że jej mąż wiedział, że znów zostanie aresztowany i żartował, że powinien się na tę okoliczność zawczasu przygotować i mieć pod ręką spakowaną torbę z rzeczami, które zabierze za kraty. Na zapas nigdy się nie spakował, ale gdy po niego przyszli, szybko zebrał najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedł z funkcjonariuszami, choć musiał sobie zdawać sprawę, że nie wróci szybko. Pewnie też zdawał sobie sprawę, że jego zatrzymanie nie przejdzie bez echa. Nie pomylił się. Polskie MSZ niezwłocznie zażądało od władz Białorusi informacji na temat przyczyn zatrzymania, że aż zaskoczony tym zainteresowaniem białoruski resort spraw zagranicznych przypomniał, że zgodnie z jego wiedzą Poczobut jest obywatelem białoruskim, więc dlaczego niby strona polska miałaby być zapraszana do negocjacji o jego przyszłości? Resort poprosił, by Polska nie wywierała na Mińsk presji i przestała bić na alarm, bo w końcu Poczobut, jak każdy inny obywatel tego kraju, musi ponieść konsekwencje swego działania.
Wiadomo, że opozycjoniście grozi kara do czterech lat pozbawienia wolności i raczej nie ma co liczyć na warunkowe zwolnienie, gdyż nie wykorzystał szansy danej mu już raz przez wymiar sprawiedliwości. W lipcu ubiegłego roku usłyszał wyrok trzech lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata za zniesławienie Aleksandra Łukaszenki.
Środowiska opozycyjne zgodnie twierdzą, że w ostatnim czasie notuje się zintensyfikowane działania wobec opozycjonistów. Wysuwają hipotezę, że ma to być sygnał dla Unii Europejskiej, że Białoruś nie da się zastraszyć, nakładanie sankcji gospodarczych daje efekt odwrotny od pożądanego i koniec końców Białoruś będzie traktowała swoich opozycjonistów tak jak chce.
Wracając do punktu wyjścia - co do tego wszystkiego ma piłka nożna? Odwraca uwagę, sprawia, że ludzie myślą tylko o przyjemnościach, zabawie i świętowaniu. O tym chcieli przypomnieć młodzi opozycjoniści, którzy w dniu otwarcia mistrzostw zorganizowali w Mińsku happening, który miał przypomnieć o lisie więźniów politycznych. Młodzi ludzie wywiesili na ogrodzeniu parku Czaluskińców w Mińsku transparent z napisem „Dla jednych Euro 2012 – dla innych śmierdzący bigos”. Ukrywający swą tożsamość organizator akcji powiedział: „Dzisiejsza akcja ma pokazać, że cokolwiek by się nie działo na świecie, nie można zapominać, że na Białorusi nadal przebywa wielu więźniów politycznych. I wtedy gdy my oglądamy piłkę nożną, oni muszą jeść śmierdzącą więzienną zupę”.
Nie wiadomo, czy ich działanie spotkało się z reakcją władz, choć można się spodziewać, że przez kilkanaście kolejnych dni obserwowali świat zza krat. Krótkie prewencyjne areszty to obecnie najpopularniejsza broń na opozycjonistów. Władza wierzy, że posiedzą, przemyślą kilka spraw i będą się od polityki trzymać daleko. Nic z tego, bycie w kontrze to stan umysłu...
