
Czy pamiętacie Państwo film, który przed kilkoma miesiącami bił rekordy popularności na You Tube? Gdy w marcu pisałam artykuł na ten temat, film miał 60 milionów odsłon po zaledwie kilku dniach obecności na portalu (do tego należy doliczyć tysiące odsłon w innych serwisach). Dziś, ponad 3 miesiące od tamtego dnia, liczba odsłon na samym portalu You Tube zbliża się do 92 milionów.
REKLAMA
Czy pamiętacie Państwo film, który przed kilkoma miesiącami bił rekordy popularności na You Tube? Gdy w marcu pisałam artykuł na ten temat, film miał 60 milionów odsłon po zaledwie kilku dniach obecności na portalu (do tego należy doliczyć tysiące odsłon w innych serwisach). Dziś, ponad 3 miesiące od tamtego dnia, liczba odsłon na samym portalu You Tube zbliża się do 92 milionów.
Zróbmy szybki bilans. Z dnia na dzień miliony ludzi dowiedziały się, jakim okrucieństwem zapisał się w historii Afryki Joseph Kony, przywódca Bożej Armii Oporu. Fakty z historii najnowszej Ugandy na pewno nie są czymś powszechnie znanym, więc dzięki filmowi mogliśmy przybliżyć sobie pewne wydarzenia bądź po raz pierwszy o nich usłyszeć. Filmowi towarzyszyły także liczne kontrowersje, istoty których nie będę teraz przypominała; wspomnijmy tylko, że poddano pod wątpliwość dobre intencje autorów filmu.
Film nie zbliżył nas do ustalenia, gdzie obecnie przebywa Joseph Kony i czy w ogóle żyje. Porażka inicjatywy? Nie sądzę. Moim zdaniem dobrze, że powstał, nawet pomimo licznych kontrowersji, o których pisałam na portalu SM.
Gdyby każdy rekrutujący dzieci do walki w ramach zbrojnych organizacji afrykański dowódca miał zostać bohaterem filmu, takich obrazów powstałoby niestety wiele, bo skala problemu jest duża. Na szczęście niektóre z tych filmów miałyby szczęśliwe zakończenie. Taki epilog z przebitkami z sali sądowej byłby potrzebny w filmie o kongijskim watażce, jak zgodnie określają go polskie media, powołując się na depesze PAP – Thomasie Lubandze, który werbował do wojska dzieci z regionu Ituri
Lubanga trafił do Hagi w 2006 r., 3 lata później rozpoczął się jego budzący pewne wątpliwości proces. W toku procesu okazało się, że nie wszyscy świadkowie mówią prawdę (nie do końca wiadomo, czy jedyną formą nacisku na nich były prezenty w postaci nauki i ogólnego polepszenia standardu życia, jakie zaofiarowano w imię zadośćuczynienia za doznane krzywdy), a obserwatorzy wskazali na kilka uchybień procesowych (oświadczenia części świadków zostały złożone poprzez pośredników). Lubanga ma na swoim koncie więcej zbrodni, niż tylko rekrutowanie dzieci do walk, lecz postawiono mu tylko te zarzuty, które najłatwiej udowodnić – podnoszą obserwatorzy. Najwięcej kontrowersji wzbudziła jednak kwestia miejsca, w którym odbył się proces. Rozważano podjęcie działań sądowych na terenie Konga, dzięki czemu z większym zainteresowaniem mogłyby go śledzić rzesze Kongijczyków, ale przede wszystkim – łatwiej byłoby przesłuchać świadków. Zwolennicy przeniesienia procesu do Konga argumentowali, że zorganizowanie go w miejscu, gdzie wydarzenia się odbyły pokaże, jak sprawiedliwość zostaje osiągnięta. Sceptycy zwracali uwagę na kwestie bezpieczeństwa oraz fakt, że pewien odsetek Kongijczyków popiera działania dawnego dowódcy Unii Patriotów Kongijskich i w czasie procesu mogliby organizować akcje propagandowe, wiece czy w inny sposób wyrażać swoje poparcie dla Lubangi.
W marcu Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) uznał, że jest Lubanga jest winny zbrodni wojennych poprzez werbowanie w latach 2002-2003 dzieci do walki w toczącej się w Demokratycznej Republice Konga wojnie. 10 lipca Trybunał ogłosił wymiar kary: Lubanga spędzi w więzieniu 14 lat. Prokuratura domagała się dużo wyższego wymiaru kary, bo aż 30 lat, zgodziła się jednak na zmniejszenie jej o 10 lat, jeśli Lubanga przeprosi ofiary. Tak się nie stało, Lubanga w trakcie całego procesu zachował kamienną twarz.
Jest to wyrok ważny z kilku powodów. Po pierwsze ma charakter precedensowy – MTK po raz pierwszy pochylił się nad problemem dzieci-żołnierzy. Jak zaznaczyłam na wstępie – przez kilka ostatnich dekad dzieci w Afryce zmuszane były do zabijania na rozkaz dorosłych, a za niesubordynację groziły poważne kary, wobec czego większość podporządkowywała się rozkazom. Zapadły wyrok będzie miał znaczenie dla kolejnych podobnych spraw – jeśli oczywiście więcej "złodziei dzieciństwa" trafi na ławę oskarżonych.
Po drugie, był to pierwszy wyrok powołanego do życia blisko 10 lat temu MTK. Trybunał zajmuje się wyłącznie wydarzeniami, które miały miejsce po 2002 r. Wszystkie sprawy, które badają sędziwie, dotyczą zbrodni w Afryce. Obecnie MTK poszukuje listem gończym dwudziestu osób podejrzanych o popełnianie zbrodni, m.in. syna libijskiego dyktatora Muammara Kaddafiego, Saifa al-Islama Kaddafiego za przemoc, której dopuścił się wobec demonstrantów arabskiej wiosny oraz prezydenta Sudanu Omara al-Baszira.
Zróbmy szybki bilans. Z dnia na dzień miliony ludzi dowiedziały się, jakim okrucieństwem zapisał się w historii Afryki Joseph Kony, przywódca Bożej Armii Oporu. Fakty z historii najnowszej Ugandy na pewno nie są czymś powszechnie znanym, więc dzięki filmowi mogliśmy przybliżyć sobie pewne wydarzenia bądź po raz pierwszy o nich usłyszeć. Filmowi towarzyszyły także liczne kontrowersje, istoty których nie będę teraz przypominała; wspomnijmy tylko, że poddano pod wątpliwość dobre intencje autorów filmu.
Film nie zbliżył nas do ustalenia, gdzie obecnie przebywa Joseph Kony i czy w ogóle żyje. Porażka inicjatywy? Nie sądzę. Moim zdaniem dobrze, że powstał, nawet pomimo licznych kontrowersji, o których pisałam na portalu SM.
Gdyby każdy rekrutujący dzieci do walki w ramach zbrojnych organizacji afrykański dowódca miał zostać bohaterem filmu, takich obrazów powstałoby niestety wiele, bo skala problemu jest duża. Na szczęście niektóre z tych filmów miałyby szczęśliwe zakończenie. Taki epilog z przebitkami z sali sądowej byłby potrzebny w filmie o kongijskim watażce, jak zgodnie określają go polskie media, powołując się na depesze PAP – Thomasie Lubandze, który werbował do wojska dzieci z regionu Ituri
Lubanga trafił do Hagi w 2006 r., 3 lata później rozpoczął się jego budzący pewne wątpliwości proces. W toku procesu okazało się, że nie wszyscy świadkowie mówią prawdę (nie do końca wiadomo, czy jedyną formą nacisku na nich były prezenty w postaci nauki i ogólnego polepszenia standardu życia, jakie zaofiarowano w imię zadośćuczynienia za doznane krzywdy), a obserwatorzy wskazali na kilka uchybień procesowych (oświadczenia części świadków zostały złożone poprzez pośredników). Lubanga ma na swoim koncie więcej zbrodni, niż tylko rekrutowanie dzieci do walk, lecz postawiono mu tylko te zarzuty, które najłatwiej udowodnić – podnoszą obserwatorzy. Najwięcej kontrowersji wzbudziła jednak kwestia miejsca, w którym odbył się proces. Rozważano podjęcie działań sądowych na terenie Konga, dzięki czemu z większym zainteresowaniem mogłyby go śledzić rzesze Kongijczyków, ale przede wszystkim – łatwiej byłoby przesłuchać świadków. Zwolennicy przeniesienia procesu do Konga argumentowali, że zorganizowanie go w miejscu, gdzie wydarzenia się odbyły pokaże, jak sprawiedliwość zostaje osiągnięta. Sceptycy zwracali uwagę na kwestie bezpieczeństwa oraz fakt, że pewien odsetek Kongijczyków popiera działania dawnego dowódcy Unii Patriotów Kongijskich i w czasie procesu mogliby organizować akcje propagandowe, wiece czy w inny sposób wyrażać swoje poparcie dla Lubangi.
W marcu Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) uznał, że jest Lubanga jest winny zbrodni wojennych poprzez werbowanie w latach 2002-2003 dzieci do walki w toczącej się w Demokratycznej Republice Konga wojnie. 10 lipca Trybunał ogłosił wymiar kary: Lubanga spędzi w więzieniu 14 lat. Prokuratura domagała się dużo wyższego wymiaru kary, bo aż 30 lat, zgodziła się jednak na zmniejszenie jej o 10 lat, jeśli Lubanga przeprosi ofiary. Tak się nie stało, Lubanga w trakcie całego procesu zachował kamienną twarz.
Jest to wyrok ważny z kilku powodów. Po pierwsze ma charakter precedensowy – MTK po raz pierwszy pochylił się nad problemem dzieci-żołnierzy. Jak zaznaczyłam na wstępie – przez kilka ostatnich dekad dzieci w Afryce zmuszane były do zabijania na rozkaz dorosłych, a za niesubordynację groziły poważne kary, wobec czego większość podporządkowywała się rozkazom. Zapadły wyrok będzie miał znaczenie dla kolejnych podobnych spraw – jeśli oczywiście więcej "złodziei dzieciństwa" trafi na ławę oskarżonych.
Po drugie, był to pierwszy wyrok powołanego do życia blisko 10 lat temu MTK. Trybunał zajmuje się wyłącznie wydarzeniami, które miały miejsce po 2002 r. Wszystkie sprawy, które badają sędziwie, dotyczą zbrodni w Afryce. Obecnie MTK poszukuje listem gończym dwudziestu osób podejrzanych o popełnianie zbrodni, m.in. syna libijskiego dyktatora Muammara Kaddafiego, Saifa al-Islama Kaddafiego za przemoc, której dopuścił się wobec demonstrantów arabskiej wiosny oraz prezydenta Sudanu Omara al-Baszira.
