Obecne w każdym państwie. Potrzebne, bo realizują cele, których z jakichś powodów nie realizują instytucje publiczne. Świadczą o dojrzałości społeczeństwa, które nie chce być tylko biernym obserwatorem, lecz czuje potrzebę uczestnictwa w organizacji różnych przedsięwzięć - organizacje pozarządowe, czyli NGO-sy (non-governmental organizations).

REKLAMA
Obecne w każdym państwie. Potrzebne, bo realizują cele, których z jakichś powodów nie realizują instytucje publiczne. Świadczą o dojrzałości społeczeństwa, które nie chce być tylko biernym obserwatorem, lecz czuje potrzebę uczestnictwa w organizacji różnych przedsięwzięć - organizacje pozarządowe, czyli NGO-sy (non-governmental organizations).
Założenie w Polsce organizacji, która będzie działała w trzecim sektorze, wiąże się z koniecznością zrealizowania bardzo wielu formalności, na wpisie do rejestru się nie kończy, bo istnieją przecież obowiązki sprawozdawcze. To jednak konieczne, by zapewnić przejrzystość ich funkcjonowania. Inaczej sytuacja wygląda w Rosji, gdzie NGO-sy są przez władze niemile widziane – zwłaszcza, gdy działają na rzecz praw człowieka i monitorują działania instytucji publicznych.
Wszystko przez zmianę prawa. Oczywiście nie uchwalono ustawy, która byłaby w jawny sposób wymierzona w organizacje działające na rzecz wolności obywatelskich; nałożono jednak na organizacje, które otrzymują wsparcie finansowe z zagranicy nowe obowiązki informacyjne i sprawozdawcze, a takie organizacje otrzymają status "pełniących funkcje zagranicznych agentów". Używanie takiego sformułowania na pewno zniechęci do nich opinię publiczną, bo brzmi ono po prostu źle i kojarzy się z nieczystymi interesami.
Owi "zagraniczni agenci" będą musieli w ciągu 90 dni od wejścia w życie ustawy wpisać się do specjalnego rejestru. We wszystkich swych publikacjach (także internetowych) będą musieli dodać adnotację, że pochodzi ona od "zagranicznego agenta". Będą musieli ponadto publikować sprawozdania ze swej działalności co sześc miesięcy, a nie co roku, jak pozostałe organizacje (czyli te, które nie korzystają z zagranicznych grantów). Za naruszenie ostatniego przepisu szefom tych organizacji grozić będą grzywny od 200 do 300 tys. rubli (od 6,2 tys. do 9,3 tys. dolarów). W razie "recydywy" szefowie organizacji mogą być pewni, że zostaną one wykreślone z rejestru i przestaną istnieć, a im samym będzie groziła kara pozbawienia wolności do lat trzech.
Jest jeszcze jeden warunek, który muszą spełnić organizacje, by stać się podmiotem nowych obowiązków. Obok tego, że mają być beneficjentem zagranicznej pomocy, mają także uczestniczyć w życiu politycznym, przez które rozumie się "prowadzenie akcji politycznych w celu oddziaływania na podejmowanie przez organy państwa decyzji, zmierzających do zmiany polityki państwowej, a także kształtowanie opinii publicznej w tych celach". Tu wracamy do sedna sprawy, a więc odpowiedzi na pytanie, dlaczego nowe przepisy uderzają przede wszystkim w organizacje broniące praw człowieka. Po pierwsze, nie otrzymują one żadne pomocy z funduszy państwowych (żeby nie było wątpliwości: nie piszę o organizacjach fasadowych, powołanych przez ośrodki rządowe, które mają być tubą propagandową władzy, ale o niezależnych organizacjach, często – wchodzących w skład większych sieci) i ich działanie jest możliwe tylko dzięki zagranicznemu wsparciu. Definicja "uczestnictwa w życiu politycznym" jest na tyle szeroka, że przy niechętnych trzeciemu sektorowi interpretacjach z łatwością można uznać, że organizacja, która żąda zmiany uderzających w prawa człowieka przepisów – taką działalność prowadzi.
O ile zatem organizacje zajmujące się np. ochroną zabytków czy propagowaniem turystyki, choćby korzystały ze środków zagranicznych, nie muszą o sobie myśleć w kategoriach "zagranicznych agentów", to już np. Moskiewska Grupa Helsińska czy Ruch Praw Człowieka muszą się do takiej myśli przyzwyczajać. Organizacje – te i wiele innych, stawiających sobie za cel walkę z patologią władzy i nieuczciwymi wyborami – od dawna są na celowniku władzy.
Ktoś powie – no tak, ale cóż w tym dziwnego, że państwo i opinia publiczna chcą wiedzieć, jakie środki płyną z zagranicy na terytorium Federacji dla realizacji celów związanych z różnymi obszarami życia politycznego i społecznego? Niby to prawda i teoretycznie, w przyjaznym dla obywateli państwie jest tak, że ten, kto jest uczciwy, nie musi się obawiać żadnej kontroli. W tej konkretnej sytuacji podejrzewam jednak (a grono wątpiących jest większe, jak choćby władze USA, których zaniepokojenie o stan prawa w tej konkretnej sprawie zostało uznane przez Moskwę za wtrącanie się), że jest jakieś drugie dno, a uprzykrzanie życia NGO-som dopiero się zaczyna.