Ukraiński prezydent Wiktor Janukowycz podpisał przedwczoraj (8.08) ustawę oficjalnie rozszerzającą wykorzystanie języków mniejszości narodowych. Projekt ustawy od dawna wywołuje kontrowersje i przez przeciwników przedstawiany jest jako narzędzie, które doprowadzi do zachwiania poczucia narodowego i doprowadzi do wzmocnienia wpływów rosyjskich. Czy to uzasadnione obawy? Co tak złego może być w przepisach, które rozszerzają paletę języków, którymi mogą się posługiwać mieszkańcy określonych regionów?

REKLAMA
Zapisy samej ustawy wydają się jasne. Oto bowiem ustawa wprowadza nieznaną dotychczas na Ukrainie instytucję języka regionalnego. Będzie nim język tej mniejszości, który jest używany przez co najmniej 10% mieszkańców danego regionu. Język regionalny będzie korzystał z tych samych przywilejów, z których korzysta język ukraiński - który jest, zgodnie z Konstytucją, językiem państwowym, oficjalnym. Mieszkaniec regionu, który ma swój własny język, będzie mógł żądać załatwienia swojej sprawy w urzędzie w języku regionalnym, w języku tym będzie mógł składać pisma w postępowaniu sądowym.
Status języka regionalnego uzyska przypuszczalnie 18 języków, w tym język polski. Czy wobec tego Polska nie powinna być usatysfakcjonowana kierunkiem zmian, które wprowadza ustawa? Sami jej autorzy podkreślają, że "przyjmując ustawę, Ukraina przyłącza się do grona cywilizowanych państw europejskich, które szanują prawa swoich mniejszości narodowych". Kierunek zmian nie powinien nas bezkrytycznie cieszyć, gdyż głównym beneficjentem zmian będzie ludność rosyjskojęzyczna. Już dziś wielu Ukraińców, którzy zamieszkują centralną i wschodnią część kraju – języka ukraińskiego po prostu nie zna (na zachodzie ten problem jest mniej widoczny, co nie oznacza, że go nie ma). Co może zaskakiwać, nie posługuje się nim nawet premier Mykoła Azarow. Jeśli weźmiemy po uwagę, że 29% Ukraińców uważa język rosyjski za ojczysty, a większość tytułów prasowych i książek wydawanych na wschodzie jest publikowana właśnie po rosyjsku - nie powinniśmy mieć wątpliwości, że nowe prawodawstwo jedynie umocni tę tendencję. A może to dobrze, bo skoro język rosyjski jest na Ukrainie powszechnie obecny w mediach, handlu, szkolnictwie wyższym, nawet w polityce – to może warto ten stan usankcjonować i przyjąć, a walkę o miejsce języka ukraińskiego rozpocząć "u podstaw", czyli propagować jego użycie? Skoro bowiem znaczna część mieszkańców z jakichś powodów przedkłada język rosyjski nad ukraiński, to może nie ma sensu zniechęcać ich do posługiwania się językiem potężnego sąsiada? Pamiętajmy, że dla wielu Ukraińców język rosyjski jest językiem rodzinnym, językiem ich przodków. Niewykluczone, że ze względów praktycznych wydaje się to rzeczywiście dobrym rozwiązaniem, a w każdym razie takim, które znosi pewną fikcję. Z drugiej jednak strony nie można całkowicie ignorować opinii opozycji i organizacji pozarządowych, które podnoszą, że następstwem uznania statusu języków regionalnych będzie marginalizacja języka ukraińskiego, a wiadomo, że język trzeba pielęgnować. Niepokojący jest ponadto sposób, w jaki ukraińska Rada Najwyższa przyjęła w dniu 3 lipca 2012 r. ustawę. Prace nad nią przebiegły w ekspresowym tempie, a w dniu głosowania na sali obecnych było mniej deputowanych, niż winno być dla ważności głosowania – salę opuścili przedstawiciele opozycji, którzy nie wiedzieli, że za chwilę pod głosowanie zostanie poddana tak ważna ustawa. Nieobecny był nawet przewodniczący parlamentu, Wołodymyr Łytwyn, w proteście podał się do dymisji.
W procesie przyjęcia ustawy przez Radę Najwyższą alarmować powinien także dzień głosowania. Kilka godzin przed niezgodnym z Konstytucją głosowaniem Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że aresztowanie w 2010 r. byłego szefa MSW Jurija Łucenki było bezprawne i miało charakter polityczny. Opozycja jest zdania, że głosowanie miało na celu odwrócenie uwagi opinii publicznej od tego niekorzystnego dla rządzących polityków wyroku. Rzeczywiście, informacja o wyroku nie znalazła się na pierwszych stronach gazet, bo politycy zafundowali dziennikarzom inny temat, który wymagał natychmiastowego opisania.